Brak kompletu danych, opóźnienia i zła wola ze strony ludzi pracujących w Krajowym Biurze Wyborczym - tak firma Nabino podsumowała współpracę z PKW.
Wiceprezes zarządu spółki Nabino przyznał, że czuje się odpowiedzialny za zamieszanie z systemem informatycznym. Jednak całej winy na siebie brać nie chce.

Jak tłumaczy Maciej Cetler, już w momencie realizacji zamówienia były duże opóźnienia w dostarczaniu danych wymaganych do tworzenia systemu informatycznego. 32 dni do wyborów firma otrzymała pierwsze "krosy" czyli pierwsze informacje na co można głosować w poszczególnych obwodach, 30 dni do wyborów odbiór oprogramowania, 29 dni do wyborów Krajowe Biuro Wyborcze kończy oprogramowanie do rejestracji kandydatów, 10 dni do wyborów Nabino otrzymuje ostateczne wzory protokołów.

Według Macieja Cetlera system miał awarie, ale udało się ją usunąć w ciągu kilku godzin. Około 7.00 rano 17 listopada jest prawie komplet protokołów, a o 16.48 system zakończył zbieranie wszystkich protokołów - dodaje Cetler.

Wiceprezes Nabino wprost tego powiedzieć nie chciał, ale sugerował, że to z winy ludzi pracujących w delegaturach Krajowego Biura Wyborczego, a nie systemu tak długo czekaliśmy na wyniki wyborów samorządowych. 17 listopada była możliwość publikacji wyników wyborów na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, 18 listopada do rad gmin, a tego samego dnia można było zakończyć wybory, ale pod jednym warunkiem gdyby ludzie korzystali z systemu wyjaśnia wiceprezes Nabino.

Krajowe Biuro Wyborcze kilka dni temu zapowiedziało, że zostanie przygotowany raport z realizacji wykonania obsługi informatycznej wyborów samorządowych. Prawdopodobnie firmie Nabino grożą kary finansowe za awarie systemu, które opóźniały ogłoszenie wyników głosowania.

ZOBACZ TAKŻE: Przetargi w PKW szyte pod konkretną firmę? Tak wyglądała procedura>>>