Cimoszewicz jest świadomy, że postawione przed nim zadanie - jest odpowiedzialny za walkę z korupcją na Ukrainie - to trudny temat. - Ale wiem też, że jeżeli Ukraina nie da sobie rady, to może nawet zniknąć z mapy  - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Najważniejsze jest, jego zdaniem, działanie. Tylko w ten sposób "będziemy mieli czyste sumienie i nie będziemy musieli w ślad za senatorem Johnem McCainem mówić, że wstydzimy się za siebie, bo mogliśmy zrobić więcej". Jaką ma receptę?

- Jednoznacznie skłaniałbym Ukraińców do radykalizmu. Za dużo czasu stracili. Za mało go mają przed możliwą ostateczną katastrofą - przekonuje.

Zastrzega przy tym, że choć wojna z agresorem, to rzeczywisty problem, to jednak Ukraina nie ma innego wyjścia i "musi próbować uzdrowić kraj, mozolnie walczyć o praworządność i więcej sprawiedliwości dla zwykłych ludzi, reformować gospodarkę oraz władze lokalne". 

CZYTAJ TEŻ: Cimoszewicz pomoże Ukrainie? Ma odpowiadać za walkę z korupcją >>>