Zdaniem Mastalerka, JOW-y podzieliłyby Polskę na część północno-zachodnią, gdzie mandaty uzyskiwaliby przedstawiciele PO i południowo-wschodnią, gdzie mandaty braliby działacze PiS.

- Tymczasem partie, mające około 10 procent poparcia - to głosy 2-3 milionów obywateli - nie miałyby w Sejmie swoich reprezentantów - powiedział Mastalerek.

PiS wnioskuje o rozszerzenie wrześniowego referendum w sprawie JOW o dodatkowe pytania. Miałyby one dotyczyć obniżenia wieku emerytalnego, posyłania 6-latków do szkół oraz ochrony Lasów Państwowych przed prywatyzacją. - Skoro wydajemy 100 milionów złotych, musimy zrobić wszystko, by frekwencja była jak największa - dodał poseł.

PSL z kolei apeluje o odwołanie wrześniowego referendum. Do prezydenta Andrzeja Dudy w tej sprawie zwrócił się wczoraj za pośrednictwem mediów minister rolnictwa Marek Sawicki z PSL-u. Przekonywał, że zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można przeznaczyć na pomoc rolnikom poszkodowanym przez suszę. Podobnie wypowiadała się szefowa sztabu wyborczego ludowców.

Mastalerek dodał, że PiS nie chce też zmian w systemie finansowania partii politycznych. - Pieniądze z budżetu są standardem w krajach Unii - przypomniał rzecznik PiS.

To, co proponuje PO, czyli zmianę systemu, to jest spychanie Polski w stronę Ukrainy i Białorusi. Jego zdaniem wówczas partie finansowane byłyby przez oligarchów, a więc mielibyśmy patologie, czyli kupowanie ustaw, przekonywał Mastalerek.