Warszawska prokuratura uznała wczoraj, że nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa na podstawie audytu z działalności grupy Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Tę decyzję komentowali politycy - goście "Śniadania w Trójce".

Wicemarszałek Senatu Adam Bielan z Prawa i Sprawiedliwości mówił, że prokuratura zajmowała się wątkiem grupy BSW, a w Komendzie Głównej Policji miała działać jeszcze jedna ekipa inwigilująca dziennikarzy.

Decyzja prokuratury niczego nie zamyka - powiedział Bielan.

Moim zdaniem to jest bardzo silna wskazówka dla parlamentu, by powołać komisję śledczą w sprawie tych podsłuchów. Bo gdyby doszło rzeczywiście za rządów Platformy do podsłuchiwania dziennikarzy, to byłby to jeden z największych skandali III RP i winnych tego skandalu należałoby przykładnie ukarać - mówił senator PiS.

Andrzej Halicki z Platformy Obywatelskiej przekonywał, że jeżeli doszłoby do takiej sytuacji, to potrzebna jest nie tylko odpowiedzialność polityczna, ale i karna. Poseł wezwał jednak, by odtajnić audyt Komendy Głównej Policji. Ujawniony dokument powinien być, jego zdaniem, tematem sejmowej debaty.

Na razie mamy dokument, który zaprzecza tego typu faktom i insynuacjom - stwierdził Halicki, dodając, że sugestie o podsłuchiwaniu dziennikarzy przez poprzedni rząd znalazły się w oficjalnych listach ministra sprawiedliwości do komisarzy Unii Europejskiej.

Posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz przekonywała, że sprawa ewentualnej inwigilacji dziennikarzy nie została wyjaśniona.

Szkoda, że nie możemy poznać wniosków płynących z raportu KGP. Odpowiedź na fundamentalne pytanie, kto stał za aferą podsłuchową, też nie padła - powiedziała Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Europoseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Jarosław Kalinowski przewiduje, że do sprawy afery podsłuchowej wróci prokuratura, którą już niedługo będzie kierować Zbigniew Ziobro.

Minister Ziobro będzie miał możliwość wskazania prokuratora, który zajmie się tą sprawą i pewnie postępowanie będzie. Jaki będzie efekt? Trudno mi dziś powiedzieć - prognozował polityk ludowców.

Doradca prezydenta, profesor Andrzej Zybertowicz tłumaczył, że prokuratura zbadała tylko jeden wątek sprawy. Jak dodawał, trzeba przyjrzeć się działaniu grupy Centralnego Biura Śledczego Policji.

Ta sprawa była niebadana przez prokuraturę. Nie zbadano również okoliczności, że w ramach tych działań zhackowano konta mailowe dziennikarzy - powiedział Zybertowicz. Dodał, że "prokuratura jeden wątek zamknęła, inne pozostają do zbadania".

Afera podsłuchowa wybuchła w czerwcu 2014 roku. Tygodnik "Wprost" ujawnił wówczas nagrania podsłuchanych rozmów czołowych polityków rządu PO-PSL z szefami instytucji państwowych i biznesmenami.

W sprawie dotyczącej nagrywania podsłuchanych rozmów oskarżone są 4 osoby. To biznesmen Marek Falenta, jego współpracownik Krzysztof Ryba i Łukasz N. oraz Konrad L., kelnerzy z dwóch warszawskich restauracji, w których podsłuchiwano polityków.