Od 1 stycznia obowiązują zliberalizowane przepisy dot. wycinki drzew na prywatnych posesjach, zgodnie z którymi właściciel nieruchomości może bez zezwolenia wyciąć drzewo na swojej działce, bez względu na jego obwód, jeśli nie jest to związane z działalnością gospodarczą. Projekt ustawy, który umożliwił te zmiany, został złożony w Sejmie przez grupę posłów PiS. Przepisy ustawy wzbudziły społeczne protesty.

W piątek w Sejmie PiS złożył projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody dot. wycinki drzew. Przewiduje on, że jeżeli na nieruchomości zostaną usunięte drzewa, właściciel nie będzie mógł zbyć tej nieruchomości na rzecz podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą przez pięć lat. Nowelizacja przewiduje kary administracyjne, jeżeli osoba fizyczna nie dotrzyma tego nakazu.

We wtorek podczas happeningu przed Sejmem Partia Razem odsłoniła pomnik - jak mówili jej przedstawiciele - ku czci "narodowej wycinki drzew ministra Szyszki". Pomnik ma postać złotej piły mechanicznej, pod którą znajduje się podpis "Janowi Szyszce wdzięczni deweloperzy i drwale".

Członkini zarządu Partii Razem Julia Zimmermann podkreśliła na briefingu, że nowelizacja ustawy o ochronie drzew umożliwiła masową wycinkę drzew, na którą nie potrzeba zezwoleń. - To święte prawo własności, o którym tak chętnie mówi minister Szyszko zostało wyniesione ponad wszelki interes społeczny - mówiła.

Zimmermann oceniła, że z nowelizacji ustawy najbardziej ucieszyli się deweloperzy. Według niej kolejny projekt nowelizacji przygotowany przez PiS "w niczym nie pomoże".

- Owszem, przez pięć lat nie będzie można sprzedać działki, na której się wycięło drzewa, deweloperowi, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyciąć drzewa na zapas i za pięć lat ją odsprzedać - podkreśliła. Jak dodała, "ustawa wprowadza obowiązek zgłoszenia chęci wycięcia drzew, ale nie wprowadza żadnych kar - osoba, która wytnie drzewa bez zgłoszenia nie spotka się z żadną karą, z żadnym napomnieniem czy grzywną".

Zimmermann wezwała również do przywrócenia wcześniej obowiązującego prawa dotyczącego wycinki drzew i rozpoczęcia debaty o ewentualnej nowelizacji przepisów.

Inny z członków zarządu partii Adrian Zandberg ocenił, że "w kraju, który traktuje sam siebie poważnie minister odpowiedzialny za ten skandal" powinien zostać zdymisjonowany.

- I tego się domagamy, domagamy się dymisji dla ministra Szyszko, który ponosi odpowiedzialność za rzeź drzew, takie skandale jak ten nie mogą przechodzić bezkarnie - powiedział.

Według Zandberga Centralne Biuro Antykorupcyjne powinno skontrolować proces powstania obecnie obowiązującej ustawy o ochronie przyrody. - Ja przypomnę, że on (projekt ustawy - PAP) został przepchnięty przez parlament w ekspresowym tempie, w taki sposób, żeby zamaskować działalność lobbystów, którzy brali udział przy jego powstawaniu  - dodał.

Podkreślił również, że w Polsce kontrola nad zjawiskiem lobbingu działa źle. - Mamy do czynienia prawdopodobnie z jednym z największych skandali lobbingowych w historii III RP  - mówił.

Zandberg zaznaczył, że Partia Razem domaga się również powołania sejmowej komisji, która miałaby zająć się problemem nielegalnego lobbingu i "wpływu wielkiego biznesu" na powstawanie prawa w Polsce.

- Jeżeli pozwolimy na to, żeby prawo w Polsce było kształtowane przez zewnętrzne podmioty, przez wielki biznes, przez ludzi, którzy używają do tego nieuczciwego lobbingu, to tak naprawdę godzimy się z tym, że Polska już zawsze będzie państwem z tektury  - ocenił.

Przedstawiciele partii pytani, dlaczego dopiero dziś zorganizowali happening z odsłonięciem pomnika odpowiedzieli, że we wtorek zbiera się sejmowa komisja, która ma zająć się projektem nowelizacji ustawy o ochronie drzew autorstwa posłów PiS oraz rozpatrzeniem i zaopiniowaniem wniosku posłów PO o wyrażenie wotum nieufności dla ministra środowiska Jana Szyszki.