Już w przyszłym tygodniu Sejm ma się zająć projektem zmiany ustawy o ochronie przyrody, który przedstawią posłowie PiS. Ma ona poprawić poselską nowelizację, która obowiązuje od 1 stycznia br. i zwalnia osoby fizyczne z obowiązku uzyskiwania zgody na wycinkę, o ile usunięcie drzew lub krzewów nie jest związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Nowe przypisy są jednak obchodzone przez przedsiębiorców.

Reklama

Luki w przepisach

– Okazuje się, że dzięki nowej regulacji powstał mechanizm, z którego mogą z powodzeniem korzystać też przedsiębiorcy, by uniknąć płacenia za wyrąb – mówi Marek Szolc, prawnik z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi. Od nich ustawa nadal wymaga, aby pytali w gminie, czy mogą wyciąć drzewo (z wyjątkami – patrz: infografika). Powinni też za wycinkę zapłacić, i to niemałe pieniądze.

– Aby tego uniknąć, jeszcze przed zakupem gruntu przedsiębiorca może uzgodnić z osobą fizyczną, że ta oczyści teren. A jeżeli jest już w posiadaniu działki porośniętej drzewami i krzewami, których chciałby się pozbyć, może jej własność przenieść na krótki czas na osobę fizyczną, która wytnie niepotrzebne rośliny, a potem zwróci grunt deweloperowi – wyjaśnia Marek Szolc.

PiS chce ukrócić ten proceder. Wprowadzi do ustawy o ochronie przyrody poprawkę. Jak dowiedział się DGP, pomysł jest prosty. Nie będzie powrotu do obowiązku występowania o zgodę na wycinkę, ale zostanie ona zastąpiona zgłoszeniem – każda osoba, która będzie chciała wyciąć drzewo, będzie musiała poinformować o tym urząd gminy. Zadeklaruje też, że usunięcie rośliny nie jest związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Nie będzie czekała na wydanie zgody ani ponosiła żadnych opłat – wystarczy rejestracja zgłoszenia. Jeżeli jednak okaże się, że działka po przeprowadzeniu wycinki została wykorzystana pod działalność, właściciel, który usunął drzewa, będzie musiał zapłacić za wycięcie.

Obowiązek samorządów

Eksperci oceniają tę propozycję sceptycznie. – To pozorna zmiana, która nie służy faktycznej ochronie zadrzewień. Mam wrażenie, że poprawka jedynie ma uspokoić medialną burzę, w rzeczywistości jednak niewiele zmieni. W praktyce bowiem egzekwowanie tych przepisów przez gminę będzie bardzo trudne – mówi Sławomir Jończyk, kierownik referatu przyrody i utrzymania zieleni w wydziale ochrony środowiska, rolnictwa i leśnictwa Urzędu Miasta Częstochowy.

PAP / Radek Pietruszka

Gminy zostaną zasypane zgłoszeniami, ich składanie stanie się też niewygodnym obowiązkiem dla obywateli. Samorządy będą musiały też monitorować potem, czy na nieruchomościach, gdzie zadeklarowana została wycinka niezwiązana z prowadzeniem działalności gospodarczej, w rzeczywistości nie powstała jakaś inwestycja.

– Wprowadzenie takiej zmiany nałoży na gminy kilka obowiązków. Aby zgłoszenie mogło zostać wykorzystane jako dowód w ewentualnym postępowaniu, nie wystarczy, że urzędnik je przyjmie. Będzie musiał pojechać na działkę, zmierzyć drzewa, sfotografować je. Krótko mówiąc, przeprowadzić dokładnie taką samą procedurę, jaka obowiązywała przy ubieganiu się o pozwolenie na wycinkę. Różnica polega na tym, że w przypadku pozwoleń mógł wyrazić zgodę lub nie na usunięcie rośliny. Tymczasem teraz jego rola ograniczy się do zarejestrowania wycinki – uważa Edward Trojanowski ze Związku Gmin Wiejskich RP.

Specjaliści zwracają też uwagę, że trudno będzie ścigać osoby, które zadeklarują, że usunięcie drzew nie było związane z prowadzeniem działalności, a potem sprzedadzą nieruchomość i powstanie na niej inwestycja. – Mogą przecież np. wyjechać za granicę. Ściągnięcie opłaty w praktyce może się okazać niewykonalne – uważa Szolc.

Na razie nie wiadomo, po jakim czasie właściciel nieruchomości, na której została przeprowadzona wycinka na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej, mógłby np. postawić sklep, nie narażając się na opłatę. Czy będzie to rok? A może pięć lat? Ekolodzy ostrzegają, że poprawka może spowodować, iż właściciele na wszelki wypadek ogołacaliby działki z roślinności, by potem uniknąć opłat.

Potrzebny rejestr

– Zmiana przepisów to próba przerzucania całej odpowiedzialności na samorządy – mówi Jończyk. Podobnie uważają inni specjaliści. – To nie jest właściwa droga – uważa Marek Szolc. – Po pierwsze, taka poprawka nadal będzie pozwalała na dowolną wycinkę drzew. Nie ochroni wartościowych okazów. Po drugie, znacznie obciąża gminy – dodaje.

Reklama

Eksperci dostrzegają jednak też korzyści. – Przynajmniej gminy będą wiedziały, ile faktycznie drzew jest wycinanych. Teraz trwa wolna amerykanka. Nie wiadomo, ile drzew od 1 stycznia zniknęło – uważa Jończyk.

Mimo wszystko poprawka, nad którą pracuje PiS, komplikuje obecne przepisy. A te w założeniu miały być proste. – Im bardziej skomplikowane prawo, tym łatwiej je obchodzić. Nie da się zachować obecnej konstrukcji ustawy – uważa Szolc.

– Próby doszczelnienia wadliwego sytemu z góry skazane są na niepowodzenie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby cofnięcie się do poprzednich przepisów i ich modyfikacja – mówi Jończyk.

PAP / Radek Pietruszka