Powołując się na niejawne pisma, tygodnik "W Sieci" napisał w poniedziałek, że kierownictwo MON za rządów PO-PSL zignorowało ostrzeżenia Sztabu Generalnego WP i Służby Kontrwywiadu Wojskowego dotyczące przetargu na śmigłowce do różnych zadań oparte na wspólnej platformie.

- Informacje ujawnione przez tygodnik "W Sieci" są kolejnym dowodem na to, że Platforma stara się swoimi działaniami w sprawie Caracali odwrócić uwagę opinii publicznej od rzeczywistego problemu, czyli od nieprawidłowości, które miały miejsce w czasie postępowania na wyłonienie śmigłowca wielozadaniowego dla polskich sił zbrojnych - powiedział PAP wiceszef MON Michał Dworczyk.

Zwrócił uwagę, że śledztwo w sprawie postępowania na śmigłowce prowadzi Prokuratura Regionalna w Szczecinie, a postępowanie sprawdzające - CBA. - O tym powinno się mówić i to powinno zostać jak najszybciej wyjaśnione - uważa Dworczyk.

- Myślę, że ta kwestia obnaża hipokryzję Platformy, która z jednej strony twierdzi, że wszystkie polityczne decyzje powinny być bardzo dokładnie konsultowane z wojskowymi, a z drugiej strony dowiadujemy się, że wbrew opiniom najważniejszych oficerów to właśnie kierownictwo polityczne MON w czasach PO doprowadziło do takiego skonstruowania wymagań, że śmigłowce musiały powstawać na jednej platformie - powiedział Dworczyk.

Były wiceszef MON Czesław Mroczek (PO), który w latach 2013-15 odpowiadał w MON za zakupy uzbrojenia, podkreślił jednak w rozmowie z PAP, że o parametrach śmigłowca decydowali wojskowi. - Wojskowi to nie tylko Sztab Generalny WP, ale wtedy przede wszystkim dowództwa Sił Powietrznych i Wojsk Lądowych, a także szereg innych instytucji, które się wypowiadały na ten temat. Ostateczną decyzję podejmowano w szerokim uzgodnieniu wszystkich instytucji wojskowych. To nie jest tak, że ktoś za wojskowych podjął decyzję - powiedział Mroczek, który obecnie jest posłem PO.

Przekonywał, że wybór wspólnej platformy dla śmigłowców do różnych zadań był bardzo korzystny dla wojska. - Wprowadzenie jednego sprzętu upraszcza system logistyczny, system szkolenia i jest po prostu tańsze w użytkowaniu - podkreślił.

Jego zdaniem MON w "rozpaczliwy" sposób próbuje odwrócić uwagę od problemów z "wykańczaniem caracali".

W artykule "Druga wojna o Caracale" tygodnik "W Sieci" cytuje pismo ówczesnego szefa Sztabu Generalnego WP z 7 lipca 2011 r. gen. Mieczysława Cieniucha do dowódcy Wojsk Lądowych gen. broni Zbigniewa Głowienki. "Oceniono, że idea pozyskania różnego typu statków powietrznych na bazie wspólnej platformy bazowej napotka realne i uzasadnione trudności. (...) W opinii Sztabu Generalnego WP, za zasadne uważa się rozważenie możliwości pozyskania przedmiotowych śmigłowców w oparciu o dwie platformy śmigłowcowe" - napisał Cieniuch. Według "W Sieci" w dalszej części dokumentu generał wyjaśnia, że np. śmigłowce transportowe można by w takim układzie dostać znacznie szybciej, ponieważ one "nie wymagają integracji z zaawansowanymi systemami uzbrojenia".

Kolejny cytowany dokument następca Cieniucha na stanowisku szefa Sztabu Generalnego WP gen. Mieczysław Gocuł wysłał w 2013 r. do ówczesnego szefa MON Tomasza Siemoniaka i jego zastępcy ds. uzbrojenia i modernizacji gen. Waldemara Skrzypczaka. - Pomimo wzrostu możliwości i zdolności operacyjnych oraz ujednolicenia pakietu logistyczno-szkoleniowego należy się liczyć z nieuzasadnionymi potrzebami operacyjnymi, wzrostem kosztów oraz tym, że uzyskane zdolności nie zostaną w pełni wykorzystane przez poszczególne Rodzaje Sił Zbrojnych - napisał Gocuł.

- Śmigłowiec przeznaczony dla Marynarki Wojennej wyposażony zostanie w wiele systemów nieprzydatnych w eksploatacji na lądzie, m.in. do identyfikacji okrętów, awaryjnego wodowania, tankowania w zawisie z okrętów oraz zdolność do kotwiczenia na pokładach okrętów i eksploatacji przy dużej wilgotności, zasoleniu itp. Ponadto śmigłowce CSAR (bojowego poszukiwania i ratownictwa - PAP) "morskie" i "lądowe" różnić się będą musiały rodzajami używanych radarów dostosowanych do pracy w danym środowisku - pisał dalej szef SG WP. Według tygodnika, generał wskazał też, że koncepcja obrana przez MON może opóźnić wyposażenie wojska w śmigłowce nawet o rok.

"W Sieci" napisało też, że "kierownictwo resortu nie robiło sobie nic również z przestróg Służby Kontrwywiadu Wojskowego", która wskazywała na "potencjalne zagrożenie prawidłowości przetargu" spowodowane wielokrotną zmianą jego warunków.

W środę PO złożyła zawiadomienie do prokuratury ws. przetargu na śmigłowce dla wojska, w którym poprzedni rząd wskazał maszyny H225M Caracal produkcji Airbus Helicopters, a do realizacji umowy nie doszło po fiasku rozmów offsetowych w październiku 2016 r.

W zawiadomieniu PO chodzi o możliwe przekroczenie uprawnień przez szefa MON i ujawnienia informacji niejawnych osobom nieuprawnionym. Na początku maja posłowie PO, którzy przeglądali akta tego przetargu w MON, poinformowali, że do dokumentów mieli dostęp ówczesny przewodniczący podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej dr Wacław Berczyński (który w wywiadzie prasowym powiedział, że "wykończył" Caracale; przedstawiciele rządu temu zaprzeczają), jego zastępca dr Kazimierz Nowaczyk i były szef gabinetu politycznego i rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz. Jak podkreślali posłowie, były to osoby, które nie zostały zweryfikowane przez polskie służby specjalne i nie miały certyfikatów bezpieczeństwa.

MON podkreśla, że nie jest prawdą, że szef MON bezprawnie udostępnił klauzulowane dokumenty. Jak mówił wiceminister Michał Dworczyk, Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz mieli upoważnienie szefa MON do wglądu w "archiwalną dokumentacją" techniczną dotyczącą zakończonego we wrześniu 2015 r. postępowania na śmigłowce oraz nie mieli wglądu do dokumentów negocjacji offsetowych, prowadzonych przez Ministerstwo Rozwoju. Dworczyk pokazał dziennikarzom kopie poświadczenia bezpieczeństwa wydane Berczyńskiemu przez szefa SKW w marcu 2017 r. oraz tymczasowego upoważnienia wystawionego przez ministra obrony w styczniu 2016 r. Podkreślił, że posłowie PO widzieli te dokumenty i że podobnych upoważnień udzielali także ministrowie w czasach rządu PO-PSL.

W piątek szef MON Antoni Macierewicz zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez posłów PO. Według ministra, posłowie powiadomili prokuraturę o przestępstwie wiedząc, że go nie było.

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON wstępnie wybrało ofertę europejskiej grupy Airbus Helicopters z maszyną Caracal. Producent miał dostarczyć 50 śmigłowców za 13,5 mld zł. Protestowało wówczas będące w opozycji PiS i związki zawodowe działające w zakładach w Mielcu i Świdniku, które konkurowały z Airbusem.

Śledztwo w sprawie przetargu prowadzi Prokuratura Regionalna w Szczecinie.