Kempa w TVN 24 odniosła się do wniosku Platformy Obywatelskiej, która chce powołania w Sejmie komisji śledczej. Zadaniem komisji miałoby być zbadanie okoliczności zatrzymania i późniejszej śmierci Igora Stachowiaka.

Kempa była pytana o słowa byłego ministra sprawiedliwości Borysa Budki, że trzeba zbadać też, czy szefowa KPRM miała jakikolwiek wpływ na awans zawodowy dwóch funkcjonariuszy zdymisjonowanych po materiale TVN24 - pochodzących z Sycowa na Dolnym Śląsku, czyli rodzinnej miejscowości Beaty Kempy, komendanta miejskiego policji we Wrocławiu Dariusza Kokornaczyka i jego I zastępcy Jerzego Kokota. - To kłamstwa i insynuacje - oświadczyła minister.

- Wczoraj zażądałam sprostowania w tej sprawie. Powiedziałam, że jeśli nie zostaną złożone, to wytoczymy proces (...) na tak daleko idące insynuacje, tak daleko idące dywagacje - zapowiedziała.

Kempa zapewniła także, że nie miała wiedzy, że pewne osoby z jej miasta piastują konkretne stanowiska. - Jeśli ktoś pochodzi z mojego miasta, to nie znaczy, że moja skromna osoba stoi za karierami tych ludzi. (...) Proszę zapytać byłego już pana komendanta, czy była jakakolwiek rozmowa. Oczywiście, że nie, nie mam z nimi żadnego kontaktu. (...) Nikt nie pytał mnie o opinię w ich sprawie. Nie miałam wiedzy, że akurat ci panowie pełnią służbę we Wrocławiu  - dodała.

Szefowa kancelarii podkreśliła, że jeśli zdymisjonowani funkcjonariusze robili karierę - "a musieli przez jakieś lata robić karierę, żeby z małego miasta przejść do służby w dużym mieście, jakim jest Wrocław" - to robili ją za czasów Platformy Obywatelskiej. - Trzeba zapytać pana Borysa Budkę bądź innych prominentnych Platformy Obywatelskiej z Wrocławia, czy tam nie było jakichś powiązań  - zaznaczyła.

Pytanie Budki Kempa określiła jako "niedorzeczne" i poprosiła, by takich nie zadawać, ponieważ są "brutalnym atakiem politycznym". - Są granice pogrywania politycznego - podkreśliła.

Cała sprawa dot. Igora Stachowiaka zdaniem Beaty Kempy jest "bardzo poważna i należy ją dogłębnie wyjaśnić". - Jesteśmy to winni przede wszystkim rodzicom tego pana, ale też całemu społeczeństwu. (...) Tak nie wolno czynić. Niezależnie od tego, z jaką osobą ma się do czynienia i jaką się zatrzymuje (...) trzeba dochować wszelkich procedur, które obowiązują w prawie. Powinny one być stosowane tak, jak prawo tego przewiduje  - powiedziała.

- Informacje o sprawie rzeczywiście dotarły do wiceszefa MSWiA Jarosława Zielińskiego i szefa resortu Mariusz Błaszczaka zbyt późno. Trzeba o tym jasno powiedzieć i przeprosić za to. Ta sprawa jednak jest i będzie badana dogłębnie. (...) Prokuratura czeka już tylko na opinię biegłego. Musi mieć zgromadzony materiał dowodowy, żeby postawić zarzuty. W sprawie musi być związek przyczynowo-skutkowy, który wskaże, że przez użycie paralizatora umarł człowiek - zaznaczyła Kempa.

- Myślę, że zostały już wyciągnięte konsekwencje po tym, jak ministrowie dowiedzieli się, że informacje do nich nie dotarły (...). Świadczy o tym to, że zostały podjęte decyzje o dość głęboko idących dymisjach - dodała.

Pytana o to, czy nastąpi dymisja wiceministra Zielińskiego, który jest odpowiedzialny za nadzór nad policją, Kempa odpowiedziała, że zanim zostaną podjęte jakiekolwiek decyzje polityczne, najpierw musi odbyć się debata sejmowa. Taką debatę zaplanowano na środę, jednak - jak zaznaczyła minister - nie stało się to na wniosek "histerii opozycji".

- Opozycja odpowiadała za pozycję i prawdopodobnie też za kariery tych panów przez osiem poprzednich lat. Też jesteśmy winni tego, żeby tę sprawę wyjaśnić i pociągnąć do odpowiedzialności winnych  - dodała szefowa KPRM.

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 r. na wrocławskim rynku; policja poszukiwała go za oszustwa. Według funkcjonariuszy, mężczyzna był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat mężczyzna stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Według pierwszej opinii lekarza, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

TVN24 wyemitował w sobotę drastyczne materiały, do których dotarł, a które zostały zarejestrowane na Komisariacie Policji Wrocław-Stare Miasto przy ul. Trzemeskiej tuż przed śmiercią Igora Stachowiaka. Z materiału wynikało, że wobec zatrzymanego kilkakrotnie użyto paralizatora, co nagrała kamera z tego urządzenia.

W poniedziałek, w związku z wydarzeniami sprzed roku, szef MSWiA Mariusz Błaszczak odwołał komendanta dolnośląskiej policji, jego zastępcę ds. prewencji oraz komendant miejskiego we Wrocławiu. W niedzielę z kolei rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka informował, że trwa procedura zwolnienia policjanta, który użył na komisariacie paralizatora wobec Stachowiaka.

Sprawę śmierci Igora Stachowiaka od roku bada poznańska Prokuratura Okręgowa. Jak powiedział w poniedziałek szef Prokuratury Regionalnej w Poznaniu Rafał Maćkowiak, niewykluczone, że w tym śledztwie policjantom zostaną postawione zarzuty znęcania się nad pozbawionym wolności.