Uchwała Sądu Najwyższego w sprawie Mariusza Kamińskiego wskazuje, że zastosowane wobec niego prawo łaski nie wywołuje skutków prawnych. W przyszłości wobec ministra możliwe są dwa scenariusze.

Najbardziej prawdopodobny: wydaną uchwałą SN uchyli wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie i przekaże mu sprawę do ponownego rozpoznania. Wówczas – w pewnym uproszczeniu – sąd drugiej instancji rozpozna po prostu sprawę nieprawomocnego skazania Mariusza Kamińskiego. Drugi wariant jest taki, że Sąd Najwyższy w składzie trzech sędziów postanowi samodzielnie rozpoznać apelację, czyli stanie się instancją odwoławczą od orzeczenia sądu rejonowego. Uprawnienie to wynika z art. 441 par. 5 k.p.k., który stanowi, że Sąd Najwyższy może przejąć sprawę do swego rozpoznania. Takie przypadki są jednak niezmiernie rzadkie. W Izbie Karnej SN od 2001 r. było ich zaledwie pięć.

Mariusza Kamińskiego będzie należało traktować jak oskarżonego, który został nieprawomocnie skazany. Z formalnego punktu widzenia sąd, zgodnie z art. 258 par. 2 k.p.k., będzie mógł zastosować wobec ministra tymczasowe aresztowanie. Przepis ten pozwala bowiem na zastosowanie tego środka zapobiegawczego, jeśli sąd pierwszej instancji skazał oskarżonego na karę pozbawienia wolności nie niższą niż 3 lata (a taki wyrok właśnie usłyszał minister).

Ciekawy problem prawny mógłby być związany z apelacją złożoną przez Mariusza Kamińskiego od skazującego go wyroku. W mediach często pojawia się stwierdzenie, że w związku z ułaskawieniem pełnomocnicy ministra cofnęli apelację. Dlaczego to istotne?

Gdyby wszystkie apelacje oskarżonych zostały cofnięte, to mogłoby się okazać, że z punktu widzenia taktyki procesowej pełnomocnicy pokrzywdzonych zdecydowaliby o cofnięciu apelacji wniesionych w imieniu pokrzywdzonych – wyjaśnia adwokat prof. Antoni Bojańczyk z Uniwersytetu Warszawskiego. Pokrzywdzeni mogliby bowiem liczyć na to, że wskutek braku czyjejkolwiek apelacji od wyroku skazującego orzeczenie sądu rejonowego się uprawomocni.

Profesor Bojańczyk zaznacza jednak, że nie można by w tym przypadku mówić o jakimkolwiek automatyzmie.

Sąd Okręgowy w Warszawie i tak powinien zbadać – zgodnie z art. 440 k.p.k. w związku z art. 432 k.p.k. – czy utrzymanie orzeczenia w mocy nie byłoby rażąco niesprawiedliwe – podkreśla ekspert. Dopiero gdyby uznał, że wyrok 3 lat pozbawienia wolności nie był rażąco niesprawiedliwy, stałby się on prawomocny.

Wbrew informacjom wielu mediów jednak w sprawie Mariusza Kamińskiego do takiego problemu nie dojdzie. Twierdzenia o cofnięciu przez niego apelacji są jedynie półprawdą.

W tej sprawie obrońca złożył dwie jednobrzmiące apelacje: jedną w biurze podawczym sądu, drugą nadał drogą pocztową. Wskazał, którą z nich popiera, cofając „nadprogramową”. W tym więc znaczeniu apelacja została cofnięta. Ta, którą obrońca wskazał jako wniesioną w terminie, może podlegać rozpoznaniu – wyjaśnia nam sędzia Anna Ptaszek z Sądu Okręgowego w Warszawie.

Gdyby Mariusz Kamiński został prawomocnie skazany, czy prezydent mógłby zastosować wobec niego ponownie prawo łaski?

W razie gdyby pan minister Kamiński został prawomocnie skazany przez sąd, nic nie stoi moim zdaniem na przeszkodzie, by prezydent zastosował wobec niego ponownie prawo łaski. W przypadku skorzystania przez głowę państwa ze swej prerogatywy nie mamy do czynienia z rzeczą osądzoną. Zresztą wynika to też z uchwały Sądu Najwyższego, który wskazał, że to już zastosowane prawo łaski nie wywołuje skutków prawnych – rozwiewa wątpliwości prof. Antoni Bojańczyk.

Kolejne ważne pytanie brzmi: Czy w razie prawomocnego skazania Mariusza Kamińskiego powinien on utracić poświadczenie bezpieczeństwa potrzebne mu do wykonywania funkcji koordynatora służb specjalnych? Odpowiedź jest dość jednoznaczna: tak. Artykuł 30 ust. 2 ustawy o ochronie informacji niejawnych stanowi, że osoba, która została skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego, nie powinna otrzymać poświadczenia bezpieczeństwa umożliwiającego dostęp do chronionych dokumentów. Ustawa nakazuje zarazem przeprowadzenie kontrolnego postępowania sprawdzającego wobec osób, które stosownym dokumentem już dysponują, ale z jakichś przyczyn nie powinny go mieć.

Skoro zaś do ułaskawienia potrzebny jest najpierw prawomocny wyrok skazujący, Mariusz Kamiński byłby – w razie wydania takiego orzeczenia – choć przez chwilę osobą skazaną. Czyli przysługujące mu obecnie uprawnienia powinny mu zostać odebrane. Trudno powiedzieć, czy po zastosowaniu wobec niego prawa łaski przez prezydenta mogłyby zostać przyznane ponownie. Wydaje się, że tak. Bo np. w przypadku zatarcia wyroku nic nie stoi na przeszkodzie, by poświadczenie otrzymać.

Zbigniew Ziobro zapowiedział, że rozważy skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku „o zbadanie konstytucyjności przepisów uchwały Sądu Najwyższego ws. ułaskawienia Mariusza Kamińskiego”.

Jeśli nawet prokurator generalny zdecyduje się skierować sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, to ten nie będzie się wcale zajmował sprawą pana Kamińskiego – wyjaśnia prof. Ewa Łętowska, sędzia TK w stanie spoczynku i pierwsza rzecznik praw obywatelskich. I tłumaczy, że gdyby stosowny wniosek trafił do trybunału, to powinien on ocenić zgodność z konstytucją przepisu, który prokurator generalny wskaże w swym wniosku.

Nie można więc mówić o tym, że ewentualne orzeczenie trybunału wpłynie bezpośrednio na sytuację pana Kamińskiego czy też będzie nieuchronnie prowadzić do unicestwienia skutków uchwały wydanej przez SN, a która tak wzburzyła kręgi polityczne – zaznacza prof. Łętowska. Dodaje przy tym, że Sąd Najwyższy w żadnym razie nie oceniał, czy prezydent może korzystać ze swoich prerogatyw ani czy pan Kamiński zasługiwał na łaskę, lecz to, jakie są granice prawne prerogatywy, którą określa art. 139 ust. 1 konstytucji.

I uprawnienie do interpretacji tego przepisu w tym trybie Sąd Najwyższy oczywiście miał. Mówienie więc, że wydając tę uchwałę, „sędziowie postawili się ponad prawem”, to śmieszny i butny przejaw braku wiedzy – wyjaśnia prof. Ewa Łętowska.