Prezydent złożył wczoraj podpis pod ustawą o ustroju sądów powszechnych. Tym samym zrobił ukłon w stronę PiS. Nie trzymał długo swojej byłej partii w niepewności - stało się to już dzień po tym, jak zawetował ustawy o SN i KRS.

Ale ten gest to za mało, by uspokoić nastroje w partii rządzącej. Jeszcze w poniedziałek podczas spotkania w Belwederze czołowi politycy PiS chcieli przekonać Andrzeja Dudę do zmiany decyzji. Nie było żądań, ale prośby o wycofanie się z weta. Prezydent udowadniał, czemu to niemożliwe, i pokazywał, których przepisów nie może zaakceptować - mówi osoba z Pałacu Prezydenckiego.

Został sam

Prezydent i jego otoczenie starają się przekonać polityków PiS, że jako głowa państwa nie miał pola manewru. Posłowie rozjechali się na wakacje, więc nie było szans na korekty ustawy. Na placu boju został sam wobec masowych protestów w kraju i rosnącej presji z zagranicy. Bo sygnały, że wejście w życie ustaw odbije się niekorzystnie na pozycji Polski, nadchodziły z Londynu i Waszyngtonu, a także państw naszego regionu. To obniżyłoby naszą zdolność na scenie międzynarodowej do budowy sojuszów. To wysoka cena za taką ustawę - mówi osoba znająca kulisy podjęcia decyzji.

Ale dla sporej części PiS i twardego elektoratu tej partii krok prezydenta jest niezrozumiały. Nawet z oficjalnych przekazów kierownictwa wynika, że reset stosunków między Andrzejem Dudą a partią nie nastąpi szybko. Dobrze, że podpisał trzecią ustawę. Trochę niepokoi nas fakt, że nie odciął się od nacisków ulicy. Nie chcemy, aby to ona miała wpływ na przebieg procesu legislacyjnego w Polsce - skomentował Ryszard Terlecki, szef klubu PiS.

O kursie kolizyjnym Pałacu Prezydenckiego i partii świadczyć może też niecodzienny fakt w postaci dwóch osobnych telewizyjnych wystąpień prezydenta i premier Beaty Szydło (transmitowanych w tym samym czasie). Weto pana prezydenta spowolniło prace nad reformą. Zostało potraktowane jako zachęta przez tych, którzy walczą o utrzymanie niesprawiedliwego systemu, systemu wielkich i małych nadużyć oraz opresji dla wielu uczciwych obywateli - stwierdziła premier. Prezydent przemawiał do wszystkich, premier do tych, którzy byli zaskoczeni decyzją głowy państwa. Mimo tego zaskoczenia musimy być jednością - mówi o kulisach wystąpienia premier polityk PiS.

Można odnieść wrażenie, że na linii Nowogrodzka - Pałac Prezydencki może zacząć się polityczna wojna. Kluczowe będzie to, jaką taktykę przyjmie PiS na wrześniowym posiedzeniu Sejmu, w kontekście rozpatrywania prezydenckiego weta do ustawy o SN i KRS - mówi jeden z polityków partii rządzącej. Jego zdaniem albo PiS podejmie próbę obalenia weta (co jest wątpliwe, bo byłoby jawnym pójściem na noże z prezydentem, a po stronie prezydenta opowiedział się koalicjant Jarosław Gowin), albo przyjmie weto do wiadomości i poczeka na zapowiedzianą inicjatywę legislacyjną głowy państwa. – Kolejną próbą sił będzie przedstawienie projektów ustaw prezydenckich reformujących sądownictwo. Pytanie, czy Andrzej Duda skonsultuje to z kierownictwem partii, czy przedstawi swoje założenia, bez narad co do ich kształtu z Nowogrodzką - zastanawia się nasz rozmówca.

W nieoficjalnych rozmowach politycy PiS mówią, że nikt - ani w PiS, ani w otoczeniu Andrzeja Dudy - nie pali się do zaostrzania konfliktu. Byłaby to wyniszczająca dla obu stron wojna, w której zyskiwałby ten trzeci, czyli opozycja. Teraz kluczowa jest kwestia trwałości większości parlamentarnej. Walki wewnątrzpartyjne tylko temu zaszkodzą - przekonuje jeden z działaczy PiS. Istotnym czynnikiem jest także to, że prezydent przyciągnął do partii młody elektorat. Trudno byłoby teraz z tego zrezygnować - przyznaje nasz rozmówca. Jednak na linii prezydent - PiS rysują się trzy możliwe scenariusze.

Przyszłość jest mglista

Po pierwsze reset. Dziś przeważają emocje, ale na dłuższą metę to najbardziej racjonalne rozwiązanie zarówno dla Pałacu Prezydenckiego, jak i dla PiS. Decyzja na krótką metę może być oceniana jako niekorzystna dla "dobrej zmiany”, ale na dłuższą metę ją wspiera. Można ją porównać do decyzji Lecha Kaczyńskiego o podpisaniu traktatu z Lizbony czy Jarosława o nieruszaniu kompromisu aborcyjnego - mówi współpracownik Andrzeja Dudy. Podobne opinie są po stronie PiS. Prezydent nie powinien być izolowany. Nie można oddać go osobom, które chcą stworzyć partię polityczną - mówi polityk PiS.

Jednak najważniejsze, jak na dłuższą metę zracjonalizuje decyzje Andrzeja Dudy lider PiS Jarosław Kaczyński. Chodzi tu nie tylko o przystopowanie zmian w KRS i Sądzie Najwyższym. Andrzej Duda wetując dwie ustawy, ograniczył władzę prezesa i tym samym trwale zmienił układ sił w obozie rządzącym. Ułożenie stosunków między Nowogrodzką a prezydentem musi wynikać z tej okoliczności, a to może być najtrudniejsze.

Po drugie, izolacja prezydenta. Jeśli nie uda się załagodzić sytuacji na linii Andrzej Duda - PiS, to partia może dążyć do odsunięcia go od wpływu na cokolwiek. Inna sprawa, że - oczekujący zwykle bezwzględnego posłuszeństwa Jarosław Kaczyński - może zwyczajnie nie mieć za dużo ostrej amunicji, by realnie zaszkodzić prezydentowi. Andrzej Duda nie ma silnego zaplecza politycznego, które prezes PiS mógłby próbować marginalizować. Nie ma własnych nominatów w spółkach Skarbu Państwa, którzy potencjalnie byliby do wycięcia. W razie konfliktu więcej instrumentów ma prezydent. To on decyduje np. o nominacjach generalskich, zatwierdza kandydatów na ambasadorów. W końcu dysponuje straszakiem w postaci prawa weta.

Najbardziej realną groźbą dla Andrzeja Dudy wydaje się widmo braku poparcia kierownictwa partii dla jego startu w kolejnych wyborach. Tym bardziej że już pojawiają się pierwsze ostrzeżenia. Dla mnie nie jest oczywiste, że naturalnym kandydatem w wyborach prezydenckich będzie Andrzej Duda. Uważam, że każdego - czy to posła, premiera, czy ministra - powinno się w jakimś sensie oceniać na podstawie całej kadencji, a nie jednego zdarzenia negatywnego - stwierdził wczoraj poseł PiS Marek Suski w rozmowie z wPolsce.pl. Izolacja to strategia na porażkę całego obozu. Nie ma zasobu wyborców, który dałby zwycięstwo PiS przeciwko prezydentowi lub odwrotnie - zauważa współpracownik Andrzeja Dudy. Z kolei jak zauważa politolog Antoni Dudek, to PiS-owi będzie zależało na przychylności prezydenta. Mogą grozić Dudzie, że go nie poprą, ale to oni mają najpierw trzy kampanie wyborcze, w których to, co powie Duda, będzie dla nich cenne - zauważa.

Po trzecie, partia Dudy. Z punktu widzenia PiS scenariusz konfliktu niesie jeszcze jedno fundamentalne zagrożenie. Prezydent może stać się oparciem dla niezadowolonych w obozie PiS i patronem nowej formacji. A to oznaczałoby podział w rządzącej partii. To obawa, którą dziś wypowiadają politycy. Taką możliwość, podziału partii na "republikańską" i "smoleńską", zasugerował publicysta Rafał Ziemkiewicz, gdyby doszło do przyspieszonych wyborów na jesieni. W tym pierwszym mogłaby się znaleźć nie tylko część PiS, lecz także Polska Razem Jarosława Gowina i zwolennicy Mateusza Morawieckiego. Od takich pomysłów odżegnują się współpracownicy prezydenta. Weto nie ma charakteru partyjnego, plotki, że montuje się jakaś partia, są bezzasadne - zapewnia współpracownik prezydenta.