W ubiegłym tygodniu odwołani zostali ze stanowisk wiceszefowie Komendy Stołecznej Policji. Do komendanta głównego policji nadinsp. Jarosława Szymczyka zwrócił się o to nadinsp. Paweł Dobrodziej, który od czwartku pełni obowiązki komendanta stołecznego.

Nowy szef stołecznych policjantów uzasadnił wniosek chęcią samodzielnego doboru zastępców; wcześniej Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji uzyskało informację, iż jeden z zastępców komendanta stołecznego "mógł dopuścić się czynów o znamionach przestępstwa". Rzecznik KGP mł. insp. Mariusz Ciarka podał, że informacja, wraz z zebranymi w tej sprawie materiałami została "niezwłocznie" przekazana do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Według radia RMF FM chodzi o doniesienie jednej z policjantek, która oskarżyła swojego przełożonego o molestowanie seksualne. Według nieoficjalnych informacji PAP, zbliżonych do sprawy, chodzi o oficera nadzorującego pion prewencji.

To wszystko zostanie wyjaśnione przez prokuraturę, czekamy na wyjaśnienia prokuratury w tej sprawie. Nie będą rozsądzał (...) sprawę rozsądzi wymiar sprawiedliwości - powiedział w Polsat News Błaszczak.

Na uwagę, że to czwarta za rządów PiS zmiana na stanowisku komendanta stołecznego szef MSWiA odpowiedział: "No i co w tym jest takiego niezwykłego? To jest duży garnizon, drugi pod względem wielkości garnizon policji w Polsce, różni są policjanci, a więc trzeba wyciągać wnioski, zawsze jest potrzebna i szybka reakcja".

Mnie obarcza się odpowiedzialnością za wszystko, a nie mam jeszcze narzędzi, które pozwoliłyby na poznanie sytuacji - dodał.

Przypomniał, że Sejm dwa tygodnie temu uchwalił ustawę o Biurze Nadzoru Wewnętrznego, które zajmować się ma nieprawidłowościami w pracy służb podległych MSWiA, czyli policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej oraz Biura Ochrony Rządu. Ustawa trafiła do Senatu.

Wtedy będę miał narzędzia - dodał.