W czwartek była premier i obecna wicepremier Beata Szydło zabrała głos z mównicy sejmowej przed głosowaniem ws. wniosku o odrzucenie informacji szefa MSZ nt. polityki zagranicznej. Odniosła się do kwestii nagród dla ministrów rządu PiS, która - w jej ocenie - stała się hucpą urządzaną przez polityków opozycji. Ministrowie i wiceministrowie w rządzie PiS otrzymywali nagrody za ciężką, uczciwą pracę i te pieniądze się im po prostu należały - oświadczyła wtedy Szydło. Wiele trafnych twierdzeń w tej wypowiedzi padło. Po pierwsze, że ministrowie rzeczywiście ciężko pracowali - to jest prawda, bo widać to po efektach tych działań, chociażby uszczelnienie systemu podatkowego, 500 plus, dodatkowe wielkie pieniądze w budżecie, które wcześniej wypływały - ocenił Jacek Sasin w TVN24 odnosząc się do wystąpienia Szydło. Jak dodał, podczas tego wystąpienia Szydło "przedstawiła swój punkt widzenia i powiedziała bardzo otwarcie i uczciwie, czym się kierowała".

Sasin powiedział, że Szydło była szefem rządu, oceniała tych ministrów na bieżąco, podejmowała takie a nie inne decyzje dotyczące przyznawania nagród. Bardzo trzeba to wyraźnie powiedzieć - nie było tak, jak mówią politycy opozycji, jakieś nagrody przyznawane pod stołem. Wszystko było jawne - dodał. Pani premier Szydło - jak słyszeliśmy - uważa, że się te nagrody należały i ma do tego prawo. Każdy szef ma prawo do tego, aby oceniać swoich podwładnych i nagradzać ich lub karać - zaznaczył Sasin. Dodał, że premier Mateusz Morawiecki przyjął inny styl zarządzania Radą Ministrów. A ten styl to m.in. bardzo jasna deklaracja, że nie będzie nagród dla ministrów i wiceministrów - wskazał.

W grudniu ubiegłego roku poseł PO Krzysztof Brejza zwrócił się z interpelacją ws. nagród przyznanych członkom Rady Ministrów. W odpowiedzi wiceszef Kancelarii Premiera Paweł Szrot zamieścił tabelę z łącznymi kwotami nagród brutto dla poszczególnych ministrów w 2017 r. Wynika z niej, że nagrody otrzymało 21 konstytucyjnych ministrów (od 65 100 zł rocznie do 82 100 zł), 12 ministrów w KPRM (od 36 900 zł rocznie do 59 400 zł) oraz b. premier Beata Szydło (65 100 zł).

Informacja o przyznanych nagrodach wywołała oburzenie opozycji, która wielokrotnie apelowała do rządzących o ich zwrot. Politycy PO w kilku miastach zorganizowali też "konwój wstydu" - kolumnę aut, które ciągnęły na przyczepach plakaty z wizerunkami polityków PiS i kwotami przyznanych im nagród. Na początku marca premier Morawiecki zapowiedział likwidację wszelkich nagród, premii dla ministrów i wiceministrów. Zapowiedział również, że w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy chce zredukować liczbę ministrów i wiceministrów o 20-25 proc., a także przejście podsekretarzy stanu do grupy urzędników służby cywilnej. Dotychczas Morawiecki przyjął dymisję 21 wiceministrów.