Minister Kopacz w szale zakupów
Slalom między wieszakami, rajd od półki do półki, z krótkimi przerwami na oddech przed… wystawami z biżuterią. Do zakupów w wielkich centrach handlowych trzeba mieć naprawdę żelazną kondycję. Tak jak nowa szefowa resortu zdrowia - zauważył "Fakt". Minister Ewa Kopacz wypuściła się w weekend na łowy do jednego z ekskluzywnych centrów handlowych w stolicy. Na zakupach szalała dobre kilkadziesiąt minut.
- CBA sprawdzi, jak powstała lista leków refundowanych
- Minister zdrowia: Lekarze, dajcie mi trzy miesiące
- Koledzy szydzą z fryzury minister Kopacz
- Podejrzana lista leków
- Minister zdrowia będzie... zdrowsza
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zakupy to jest to, co kobiety kochają najbardziej. Niezależnie od społecznego statusu, pozycji i zawodu - w sklepach panie potrafią naprawdę się zatracić i zapomnieć o rzeczywistości. Ta zasada dotyczy również nowej i energicznej szefowej polskiej służby zdrowia - Ewy Kopacz - pisze "Fakt". W dodatku po tym, jak pani minister zadeklarowała chęć rzucenia nałogu palenia - każdą wolną chwilę stara się zapełniać czymś, co pozwala jej zapomnieć o potrzebie "wciągnięcia dymka". A zakupy nadają się do tego wprost idealnie.
Do stołecznej Galerii Mokotów pani minister wtargnęła z mocą huraganu. Najpierw, w zadziwiająco szybkim tempie, przejrzała asortyment kilku sklepów, nie znajdując jednak nic interesującego dla siebie. Za nią, ledwie nadążając, sunął jej asystent Bartosz Banaszkiewicz - relacjonuje "Fakt".
Wreszcie jednak pani minister znalazła coś dla siebie - butiki z towarami ekskluzywnymi. I tam zatrzymała się nieco dłużej. Bo Ewie Kopacz nie można odmówić braku gustu. Jeżeli coś kupowała, to w drogich i luksusowych sklepach: Hexelline, Royal Collection i na najlepszych stoiskach jubilerskich - donosi bulwarówka.
Trzeba też przyznać, że pani Kopacz potrafi być wybredna. Przed zakupem oglądała dokładnie każdą rzecz ze wszystkich stron, ubrania przymierzała i długo się nad nimi zastanawiała. Niejedna z eleganckich kreacji czy rzucających się w oczy błyskotek nie znalazła u niej uznania.
Wreszcie - po kilkudziesięciu minutach zakupowego szaleństwa i buszowania po sklepach - na twarzy liderki Platformy pojawił się uśmiech. Z kilkoma siatkami upatrzonych drobiazgów mogła w końcu udać się do sejmowego hotelu. Sama oczywiście nie targała wypchanych siat, bo od czego w końcu ma się asystenta? - pyta "Fakt".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!