Marcinkiewicz po angielsku: "Aaa... yyy..."
Czy dyrektor w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie powinien mówić po angielsku? Oczywiście. Czy umie? Nie. Kazimierz Marcinkiewicz na zadane po angielsku pytania potrafił jedynie odpowiedzieć: "Aaa... eee... yyy...". Padł ofiarą prowokacji dziennikarzy, którzy zaproponowali mu m.in. pracę kierownika sprzątaczy. Marcinkiewicz nie odmówił, bo... nie zrozumiał.
- "Marcinkiewicz rozpowszechnia paszkwile"
- Marcinkiewicz nie chce ruszać się z Londynu
- Jak załatwić sobie eskortę policji
- Macinkiewicz straci pracę w Londynie
- Były premier: Nie wykluczam, że wstąpię do PO
- Marcinkiewicz dobry na wszystko!
- Gawlikowska-Hueckel zastąpi Marcinkiewicza
- Platforma szuka pracy dla Marcinkiewicza
- Tak załatwia się paszport bez kolejki
- Polska jest na poziomie Rumunii
- Marcinkiewicz: Ziobro będzie szefem PiS
- Marcinkiewicz: Polityk to ogrodnik
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
POSŁUCHAJ, JAK DUKA PO ANGIELSKU BYŁY PREMIER POLSKI
Kazimierz Marcinkiewicz znany jest ze słynnego już okrzyku "yes, yes, yes". Niestety, wygląda na to, że były premier umie powiedzieć po angielsku niewiele więcej. A to duży
problem, bo przecież jest dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.
Słabą znajomość języka angielskiego Marcinkiewicza udowodnili dziennikarze "Super Expressu". Na ich prośbę rodowity Brytyjczyk zadzwonił do Marcinkiewicza z propozycją pracy. Były premier strasznie się męczył, próbując odpowiedzieć mu po angielsku.
"Mam dla pana bardzo atrakcyjną ofertę. Chodzi o posadę konsultanta finansowego w niedużym, ale bardzo ekskluzywnym banku, specjalizującym się we współpracy z firmami kanalizacyjnymi. Czy jest pan zainteresowany?" - padło pytanie.
"Hmmm, przykro mi... eeee... aaaa, że to jest, nie, eeee... aaaa..." - męczył się Marcinkiewicz.
"Będę w Londynie jutro i chciałbym spotkać się z panem w tym tygodniu w siedzibie tej firmy" - nalegał Brytyjczyk.
"Aaaaa... eee... To nie jest... ale nie jutro, bo... aaaaa... mam... eeee... bardzo dużo aaa... spotkań... ale... aaa... wydaje mi się... yyyy, że... będzie lepiej dla mnie... aaa, jeśli prześle mi... aaa pan jakieś dokumenty o... tej firmie aaaa, na mój eeeee adres mailowy" - padła odpowiedź.
Podstawiony przez dziennikarzy rozmówca zadzwonił do Marcinkiewicza również z drugą propozycją - pracy szefa zespołu sprzątaczy. Marcinkiewicz znów poprosił o przesłanie oferty e-mailem.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!