Bogdan Borusewicz zdecydowanie zaprzeczył informacjom, że na taśmie, którą otrzymał, było nagrane przyznanie się Lecha Wałęsy do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Marszałek Senatu przypomniał, że jako jeden z pierwszych otrzymał status pokrzywdzonego i wystąpił do Instytutu Pamięci Narodowej o informacje, które na jego temat gromadziła SB. Ujawnił, że w książce historyków IPN o agencie "Bolku" są takie, których wówczas nie otrzymał. "Dlaczego te dokumenty nie zostały mi przekazane?" - pytał na antenie Radia ZET.

Marszałek Senatu zapewnił też, że nie ma zamiaru angażować się w wojnę polsko-polską, rozpętaną po publikacji o przeszłości Lecha Wałęsy. Tak samo, jak nie ma zamiaru rozstrzygać, kto był agentem, a kto nie. "Zadajecie mi te pytania, bo jestem Bogdanem Borusewiczem, tworzyłem tę grupę, podobnie jak Lech Kaczyński. Ale oprócz tego, że jestem Bogdanem Borusewiczem, jestem też marszałkiem Senatu" - mówił.

Jego zdaniem, IPN nie powinien samodzielnie prowadzić badań naukowych. Powinien mieć grant na badania, które prowadziliby historycy z zewnątrz, tak by nie było jakichkolwiek podejrzeń o polityczne uwikłania. Jego zdaniem, są w Polsce lepsi historycy "niż ci dwaj ze szkoły Macierewicza".