To, jak długo Piotr Farfał będzie prezesem TVP, zależy od tego, kiedy zbierze się nowa rada nadzorcza. Jej członkowie już zadeklarowali, że jego odwołanie będzie jedną z pierwszych decyzji. Ale choć rada została wybrana 30 lipca, do tej pory się nie zebrała. Dlaczego?

>>> PiS i SLD podzieliły sie telewizją

Za jej zwołanie był odpowiedzialny szef starej rady nadzorczej Łukasz Moczydłowski (z rekomendacji LPR). Nie zwołał, bo chciał przedłużyć rządy Farfała. Ale posiedzenie rady może też zwołać każdy z członków nowej rady nadzorczej. Musi tylko złożyć odpowiedni wniosek. Tak zrobił Bogusław Szwedo (z rekomendacji PiS).

"6 sierpnia wysłałem priorytetem list polecony. Zaadresowałem: Przewodniczący rady nadzorczej TVP, 00-999 Warszawa, ul. Woronicza 17. Po dwóch tygodniach wrócił nieotwarty z adnotacją: >mylny adres<!" - opowiada "Gazecie Wyborczej".

Dziennikarz "GW" zadzwonił wczoraj do sekretariatu rady nadzorczej. Sprawdził, jak są adresowane listy, które do rady dochodzą. Okazało się, że dokładnie tak samo jak list Szwedo.

>>> Farfał skapitulował. Uznał radę nadzorczą

Szwedo już złożył na poczcie skargę na niedoręczenie listu. Chce sprawdzić, kto list odesłał z tą dziwną uwagą, a przede wszystkim, czy list w ogóle dotarł do budynku na Woronicza. "Gazeta" już sprawdziła: list był w budynku TVP. Rzecznik poczty Michał Dziewulski: "Mamy oświadczenie pełnomocnika TVP pana Krzysztofa Chochury, że ten list >nie dotyczy telewizji<. Dlatego odesłaliśmy go nadawcy z adnotacją, że jest mylny adres".