Jak podaje indepedent.co.uk, okazało się, że zabrakło dla nich miejsc w samolocie - w malezyjskim boeingu zostało tylko jedno. W tej sytuacji małżeństwo z dzieckiem zdecydowało się zmienić plany i kupić bilety holenderskich linii lotniczych KLM na późniejszy lot.

- W takiej chwili twoje serce bije jak szalone, czujesz ścisk w żołądku - mówi Barry Sim, pytany o to jak się poczuł, gdy dowiedział się o katastrofie boeinga 777.

Małżeństwo w rozmowie z dziennikarzami podkreślało też, że zawsze wybierało malezyjskie linie lotnicze.

- Czuję, jakbym dostała drugą szansę. Mam nadzieję, że teraz dotrę na miejsce bezpiecznie i zobaczę się z rodziną. Ktoś musiał nad nami czuwać i powiedział: "nie możecie lecieć tym samolotem" - mówiła kobieta

Malezyjski boeing zniknął z radarów w czwartek około godziny 16 czasu polskiego. Samolot leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Na jego pokładzie było 298 osób - 283 pasażerów, w tym trzy niemowlęta, i 15 członków załogi.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEMAT PRZYCZYN KATASTROFY >>>