16 marca reżyserzy wysłali do Władimira Putina list, w którym poprosili prezydenta Rosji o wsparcie i pomoc w rozwoju narodowej marki sieci barów. Sieć ta miałaby być rozwijana pod szyldem "Jemy w domu!" należącym do żony Andrzeja Konczałowskiego, aktorki i prezenterki telewizyjnej Julii Wysockiej. Ona też - zgodnie z informacjami "Kommiersanta" - miałaby zostać twarzą sieci. 

Jak wyjaśnili reżyserzy, celem projektu jest umożliwienie zastąpienie produktów importowanych i stworzenie alternatywy dla zachodnich sieci barów szybkiej obsługi. Zainwestowane pieniądze - niemal miliard rubli - mają się zwrócić za niecałe pięć lat.

Lokale sieci "Jemy w domu!" miałyby łączyć formułę sklepu z jadłodajnią. Zgodnie z założeniem 30-40 procent menu miałyby stanowić specjały regionalne, które przygotowywane byłyby w lokalnych kuchniach. Poza tym odbiorcami miałyby być m.in. domy dziecka i internaty. Pilotażowo program ma być realizowany w obwodach moskiewskim i kałuskim, gdzie powstać mają dwie kuchnie, ponad 40 kawiarni i 90 barów. 

Konczałowski i Michałkow napisali w liście, że ze względu na społeczno-polityczny charakter projektu proszą o przedstawienie go rządowi Federacji Rosyjskiej do rozważenia. Nieco ponad tydzień później Władimir Putin przekazał sprawę w ręce wicepremiera Arkadija Dworkowicza. Dziś miało się odbyć poświęcone projektowi spotkanie z udziałem przedstawicieli kilku resortów oraz reprezentantów obwodów wybranych do przeprowadzenia pilotażu.

Julia Wysocka od pewnego czasu jest związana z branżą kulinarną. Prowadzi dwie moskiewskie restauracje, pod marką "Jemy w domu!" sprzedaje mieszanki mrożonych warzyw, ma również sklep internetowy z żywnością.

Jak na te wieści zareagował McDonald's - największa zachodnia sieć barów, działająca w Rosji? - Ta branża wciąż ma w Rosji ogromny potencjał rozwoju - cytuje wypowiedź przedstawicieli sieci w Rosji "Kommiersant".