Choć do ulubionych straszaków rosyjskiej propagandy na użytek Europy należą ostatnio muzułmanie, odsetek wyznawców islamu w samej Rosji jest znacznie wyższy niż we Francji. Nad Sekwaną wiarę w Allaha deklaruje 7 proc. populacji, szacunki nad Wołgą mówią o 8 do 12 proc. mahometan. W Rosji nie ma jednak jednego islamu. Inaczej wygląda ta religia w coraz silniej derusyfikujących się republikach Kaukazu Północnego, inaczej wśród Tatarów Powołża, a jeszcze inaczej wśród pracujących w Moskwie gastarbeiterów.

W rosyjskiej stolicy, według danych spisu powszechnego, muzułmanów aż tak wielu nie ma. Spośród 11,5 mln mieszkańców stolicy 1,3 proc. stanowią Tatarzy, 0,5 proc. – Azerowie, 0,3 proc. – Uzbecy, a po 0,2 proc. – Kirgizi i Tadżycy. Czeczenów, których boi się wielu rosyjskojęzycznych moskwian, jest ledwie 14,5 tys. Tyle statystyki oficjalne. Nieoficjalnie mówi się, że na 20 mln mieszkańców stolicy 2 mln, a może i 3 mln stanowią muzułmanie.

Nie być LKN

Te miliony mają do dyspozycji jedynie cztery duże meczety. W ten sposób Moskwa jest miastem, w którym na jedną świątynię przypada największa liczba muzułmanów na świecie. W przeciwieństwie do katolików muzułmanie nie mają obowiązku cotygodniowego uczęszczania do swojej świątyni (meczetu). Ten deficyt jest widoczny zwłaszcza od święta. Tegoroczne Święto Ofiarowania, po arabsku znane jako Id al-Adha, a w Rosji (i wśród polskich Tatarów) jako Kurban Bajram, przypadnie 1 września. Corocznie w dzień tego święta ulice Moskwy zapełniają się modlącymi się muzułmanami (w meczetach nie ma dla nich miejsca), a podwórza spływają krwią ofiarowanych zwierząt.

Corocznie wybucha też wielka dyskusja o liczbie moskiewskich muzułmanów. Przybysze z rosyjskiego Kaukazu, ale przede wszystkim z ubogich państw Azji Środkowej – Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu – pracują w zawodach, w których rdzenni Rosjanie pracować nie chcą. Sprzątają ulice, jeżdżą taksówkami, pracują w gastronomii i na budowach. W sumie wypracowują kilka procent rosyjskiego PKB, a przesyłane rodzinom pieniądze są ogromnym źródłem dochodów dla ich własnych ojczyzn. W rekordowych latach środki przesyłane przez pracujących w Rosji emigrantów stanowiły połowę PKB Tadżykistanu. To światowy rekord.

Co charakterystyczne, ludzie, którym nie podobają się tysiące mahometan na dywanikach skierowanych w stronę Mekki, jednocześnie nie zgadzają się na budowę nowych meczetów. Na ksenofobię nakłada się klasyczny dla stolic resentyment rdzennych i przyjezdnych „słoików”. – Ludzie, którzy sami niedawno przyjechali, uwielbiają mówić, jak to zalali ich przybysze i przeszkadzają im żyć. A pewnie 90 proc. mieszkańców Moskwy powie, że sami są potomkami limitczików, którzy w latach 70. i 80. przesiedlali się tu z maleńkich miasteczek – mówił w rozmowie z „Sobiesiednikiem” zmarły w grudniu Giejdar Dżemal, jeden z liderów rosyjskich muzułmanów.

Limitcziki, o których mówił Dżemal, to szczęśliwcy, którym władze sowieckie pozwoliły na osiedlenie się w stolicy, by zapełnić deficyt siły roboczej w konkretnym zakładzie. Moskiewski meldunek w czasach ZSRR był wart tyle, ile warszawski w PRL, co w znakomity sposób wyśmiał Stanisław Bareja w komedii „Nie ma róży bez ognia”. Ale „propiska” wewnątrz MKAD, stołecznej obwodnicy, jest na wagę złota i dzisiaj. Kto nie ma „propiski”, musi się liczyć z mandatami i ciągłym zainteresowaniem policji.

Moskiewscy funkcjonariusze ze szczególnym upodobaniem kontrolują właśnie przybyszy z Azji Centralnej i Kaukazu, w znacznej części muzułmanów. Jeśli ktoś wygląda na LKN, lico kawkazskoj nacyonalnosti (osobę o kaukaskiej narodowości, choć ogólnokaukaski naród nie istnieje), dzień bez kontroli dokumentów może uznać za szczęśliwy. Obawa przed nadużyciami ze strony policji sprawia, że imigranci stanowią łatwy łup dla oszustów, padają ofiarami pracy niewolniczej i handlu ludźmi. To także wpływa na poziom resentymentów między słowiańską a muzułmańską ludnością rosyjskiej stolicy.

Podobnie jak strach przed terroryzmem i etnicznymi gangami, z których najgłośniej o mafii czeczeńskiej. Choć według danych MSW gastarbeiterzy odpowiadają jedynie za 3 proc. przestępstw w Moskwie (brak danych dotyczących pochodzenia etnicznego sprawców z rosyjskimi paszportami).

Po drugiej stronie mamy ataki nacjonalistów, niegdyś skupionych wokół zdelegalizowanego w 2011 r. Ruchu przeciw Nielegalnej Imigracji. Jak mówią wtajemniczeni, skini najchętniej ganiają spokojnych Tadżyków; Czeczenów się boją. Najgroźniejsza była banda Artura Ryny i Pawła Skaczewskiego, która przed dekadą zabiła co najmniej 20 gastarbeiterów, atakując ich nożami od tyłu. Ryno i Skaczewski dostali dziesięcioletnie wyroki, ich koledzy z gangu – od czterech do 20 lat kolonii karnej. Sędzia Eduard Czuwaszow, który wydał wyrok, zginął cztery dni później. Ślady prowadziły do nacjonalistów.

Inaczej wygląda sytuacja w podmiotach Federacji Rosyjskiej, w których muzułmanie stanowią większość. Istnieje siedem republik, w których ponad połowę mieszkańców stanowią nacje tradycyjnie islamskie (nie wszyscy ich przedstawiciele są wierzący). Na Kaukazie są to Inguszetia (98 proc.), Czeczenia (96 proc.), Dagestan (94 proc.), Kabardo-Bałkaria (70 proc.) i Karaczajo-Czerkiesja (55 proc.). Do tego Baszkortostan i Tatarstan (po 54 proc.) na Powołżu. Z dwiema z nich – Czeczenią i Tatarstanem – Rosjanie mieli poważne problemy natury separatystycznej.

Tatarzy na gruzach ZSRR we wrześniu 1991 r. ogłosili deklarację niepodległości. Władze w Kazaniu odmówiły podpisania nowej umowy federacyjnej, określającej relacje między rosyjskimi władzami centralnymi a podmiotami państwa. Próbowano wprowadzić własną walutę, ogłoszono bojkot referendum w sprawie nowej konstytucji Rosji, przestano wydawać rosyjskie dowody osobiste (zamiast nich wydawano dowody sowieckie), przejściowo wprowadzono dla języka tatarskiego alfabet łaciński. Dopiero w 2000 r., gdy Rosja po chaosie lat 90. zaczęła się powoli odbudowywać, Tatarstan ostatecznie uznał się za jej integralną część. Choć do dziś władze w Kazaniu wyraźnie podkreślają własną odrębność.

Jeszcze dalej poszła Czeczenia, która stoczyła z Rosją dwie krwawe wojny w obronie nieuznawanej przez świat niepodległości. Paradoksalnie, z perspektywy lat można uznać, że dążenia Czeczenów zakończyły się ich częściowym sukcesem. Dzisiaj republika formalnie uznaje przynależność do Federacji Rosyjskiej, ale Moskwa przymyka oko na jej faktyczną niezależność. Pozycji głowy republiki Ramzana Kadyrowa nijak nie da się porównać na przykład z pozycją przywódcy sąsiedniego Dagestanu Ramazana Abdułatipowa.

Kadyrow wielokrotnie podkreślał, że odczuwa osobistą lojalność wobec Władimira Putina. O ile rosyjski prezydent może z dnia na dzień pozbyć się Abdułatipowa, wobec Kadyrowa nie może sobie na to pozwolić. Według słów samego Putina, cytowanych przez publicystę Michaiła Zygara, prezydent Rosji postanowił zalać Czeczenię nie krwią, ale pieniędzmi. Za dotacje z centrali Kadyrow buduje w Groznym namiastkę Dubaju. A w zamian za formalne uznawanie zwierzchnictwa Rosji utrzymuje wierne sobie oddziały wojskowe i wbrew rosyjskiej konstytucji wprowadza pewne elementy szariatu.

Wspierać umiarkowanych

A nawet ma licencję na zabijanie. Czeczeńskie służby polują na przeciwników Kadyrowa nie tylko na terenie republiki; zabójstwa miały miejsca także w Stambule i Wiedniu. Nawet opozycjonistę Borisa Niemcowa, który dwa lata temu zginął pod murem Kremla, zamordował nagradzany przez czeczeńskiego przywódcę oficer wojsk wewnętrznych. Pod rządami Kadyrowa z miejscowych sklepów praktycznie zniknął alkohol; kobiety zaczęły zakładać chusty w miejscach publicznych (władze zachęcały do tego same, płacąc studentkom z Groznego za noszenie chust). Sam Kadyrow mówił, że dla niego zasady szariatu są ważniejsze niż rosyjska konstytucja i „to szariat nakazuje mu ją przestrzegać”.

Do powolnej reislamizacji Czeczenii doprowadziło kilka czynników. Po pierwsze, obserwowany w całej Rosji powrót do religii po latach ateistycznej indoktrynacji. Po drugie, wojna i terror, które sprawiły, że ludzie zaczęli aktywnie szukać oparcia w wierze. Po trzecie, świadoma polityka Kadyrowa, dla którego islam stał się jednym z filarów władzy. Po czwarte wreszcie, stopniowa radykalizacja zbrojnego podziemia. O ile pierwsza czeczeńska rebelia toczyła się w imię świeckiego państwa, a na jej czele stał sowiecki oficer Dżochar Dudajew, o tyle przywódcy drugiej rebelii po kilku latach zrezygnowali z walki o niepodległą Czeczenię na rzecz budowy na całym Kaukazie Północnym islamskiego emiratu.

To religijne przebudzenie sprawiło, że tradycyjny dla Czeczenii sufizm, skupiona na rozwoju wewnętrznym człowieka odmiana islamu, zaczął być wypierany przez salafizm, nurt odwołujący się do fundamentów religii, bardziej skrajny. Ta radykalizacja nie dotyczy przy tym niedotkniętych wojną Baszkortostanu i Tatarstanu. Spośród salafitów rekrutują się zwolennicy terroryzmu, choćby kilka tysięcy ochotników do walki po stronie samozwańczego Państwa Islamskiego. Jednak nie wszyscy salafici to terroryści. A i państwo rosyjskie stara się wspierać raczej umiarkowane nurty islamu, choćby za pośrednictwem dotacji Funduszu Wsparcia Islamskiej Kultury, Nauki i Wykształcenia, działającego pod patronatem prezydenta Rosji.

Rosja uznaje islam za jedną z czterech obok prawosławia, buddyzmu i judaizmu tradycyjnych religii, które cieszą się szczególnymi przywilejami. I choć jedynie połowa rosyjskich muzułmanów określa się jako praktykujący, ich liczba stale rośnie. Także ze względu na zdecydowanie wyższy przyrost naturalny. W 2015 r. ludność Czeczenii zwiększyła się o 1,82 proc., Inguszetii – o 1,51 proc., a Dagestanu – o 1,28 proc. Średnia dla Rosji wyniosła zaledwie 0,02 proc.

Rosyjscy muzułmanie są już obecni w popkulturze (jak popularni piosenkarze Murat Tchagalegow narodowości czerkieskiej czy Uzbek MC Doni), ale do polityki na poziomie centralnym przedrzeć im się nie udało. Wielu wróży taką karierę Kadyrowowi, ale wydaje się, że Czeczen dobrze się czuje, panując nad własnym narodem. Za bliskiego przełamania można by uznać Tatara Raszyda Nurgalijewa, który w latach 2003–2012 kierował MSW, a dziś pracuje w Radzie Bezpieczeństwa. Jednak moskiewskie źródła twierdzą, że tuż przed przejęciem resortu Nurgalijew przyjął chrzest. A i wcześniej, jako były oficer KGB, nie był znany ze szczególnej czci dla Koranu.