Był to najprawdopodobniej atak z granatnika. Pocisk trafił w ostatnie piętro, pozostawiając około 70-centymetrowy otwór – oświadczył polski konsul Krzysztof Sawicki w rozmowie telefonicznej.Dyplomata określił to zdarzenie jako atak terrorystyczny. – W momencie ataku spał tam człowiek. Gdyby pocisk trafił 20 centymetrów niżej, byłaby tragedia – wyjaśnił Sawicki.

Do ostrzału doszło pół godziny po północy czasu lokalnego (godz. 23.30 we wtorek w Polsce). W tym czasie na terenie konsulatu była jedynie ochrona. W wyniku ataku nikt nie ucierpiał. Łuckie media donoszą, że eksplozja była tak głośna, że słychać ją było w położonej w odległości 6 kilometrów od miasta wsi Boratyn. Na miejsce zdarzenia przybyła policja i śledczy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Jako "bardzo poważną sprawę" określił ostrzelanie konsulatu marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Pytany na antenie radiowych "Sygnałów Dnia", czy to strona trzecia ingeruje w to, żeby się pogorszyły nasze relacje z Ukrainą, odpowiedział: - Takie mam wewnętrzne przekonanie.

Cieszy mnie jedno, że nasze relacje z władzami Ukrainy są na dobrym poziomie, ale również cieszy i to, że obywatelskie kontakty są dobre. (...) Jest taka dbałość i taka chęć polskiego społeczeństwa i ukraińskiego, żeby do takich sytuacji nie dochodziło - przekonywał marszałek Senatu.

Jestem zmartwiony przede wszystkim, zaskoczony mniej, ponieważ ja się spodziewałem najrozmaitszych prowokacji na odcinku polsko-ukraińskim - skomentował ten incydent poseł Michał Kamiński z Unii Europejskich Demokratów, poranny gość TVN24. - Pamiętam z czasów, kiedy pracowałem w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, myśmy dostawali bardzo dużo sygnałów dotyczących rosyjskich prowokacji, które będą zmierzać do tego, żeby pokłócić Polaków i Ukraińców, i mieliśmy dowody na to w tym czasie. Dlatego Lech Kaczyński w pewnym momencie wycofał swój patronat z obchodów rzezi wołyńskiej, myśmy mieli materiały i to tajne materiały, z których wynikało, że celem Rosjan jest dzielenie Polaków i Ukraińców na przykładzie historii, ale także teraźniejszości. Ja naprawdę nie wykluczałbym, że tutaj mamy do czynienia po prostu z rosyjską prowokacją.

Rosjanie, jak już się przedostali na wschodzie, to mogą być i na zachodzie, rosyjska agentura jest wszędzie, na całym świecie; problem z tak zwanymi skrajnymi nacjonalistami ukraińskimi i skrajnymi nacjonalistami polskimi, na co dowody ostatnio w sieci były publikowane, są takie, że i skrajny nacjonalizm polski, i nacjonalizm skrajny ukraiński są często finansowane po prostu przez Moskwę - uważa Kamiński.

Na Ukrainie jest to już kolejny incydent związany z Polską. W lutym nieznani sprawcy oblali czerwoną farbą konsulat Polski we Lwowie, a na jego parkanie pozostawiono napis "Nasza ziemia".

W styczniu doszło do zniszczenia pomnika Polaków pomordowanych w 1944 roku we wsi Huta Pieniacka przez oddziały ukraińskiej dywizji SS-Galizien. Znajdujący się tam krzyż został wysadzony w powietrze, a tablice z nazwiskami ofiar zamalowano farbą. W styczniu także pomazano czerwoną farbą polską i ukraińską część cmentarza ofiar NKWD w Bykowni, na którym znajduje się cmentarz polskich ofiar zbrodni katyńskiej.

Pomnik w Hucie Pieniackiej został odnowiony - jak mówiły lokalne władze - ze środków okolicznych mieszkańców, jednak w marcu doszło do jego kolejnej profanacji; upamiętnienie znowu zostało zdewastowane wykonanymi farbą napisami.

W marcu także we Lwowie wymazano farbą pomnik zamordowanych przez hitlerowców w 1941 roku profesorów lwowskich oraz w taki sam sposób sprofanowano pomnik polskich ofiar zbrodni w miejscowości Podkamień w obwodzie lwowskim. W obu miejscach pojawił się napis "Śmierć Lachom". W Podkamieniu na krzyżu namalowano swastykę. Miejscowe władze usunęły ślady działalności wandali.

Wszystkie te incydenty zostały potępione przez władze Ukrainy, które oceniały, że stoi za nimi "strona trzecia", która dąży do wywołania konfliktu między Polską i Ukrainą; jako zleceniodawców wskazywano rosyjskie służby specjalne.