100 milionów dolarów przeszło Amerykanom koło nosa. Pieniądze, które Irakijczycy wydali na broń, trafiły nie do firm z USA, a do producentów z Chin. Irak rozzłościły opóźnienia w dostawie amerykańskiej lekkiej broni. Dlatego Bagdad robi teraz zakupy w Chinach. A USA, choć się kajają, to nie kryją, że są zawiedzione.
Źle wyposażona iracka policja ma dostać przede wszystkim popularne karabiny kałasznikow AK-47. Ze względu na prostą budowę, wytrzymałość i dużą siłę ognia to broń wykorzystywana w większości konfliktów zbrojnych. Chińczycy mają przysłać do Iraku 190 tysięcy sztuk.
Amerykański rząd broni się, że USA nigdy nie rościły sobie prawa do bycia jedynym dostawcą. Słychać przy tym ostrzeżenia, by Irakijczycy uważali, od kogo kupują. Bo, jak sugeruje
Waszyngton, mogą trafić jeszcze gorzej.
Brzmi to jednak mało wiarygodnie, bo Amerykanie to prawdziwi mistrzowie w gubieniu broni transportowanej do Iraku. Raport amerykańskiej komisji senackiej ds. sił zbrojnych z 2006 roku mówi, że
bez wieści przepadło 14 tys. sztuk broni.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|