Wokół dramatu 11-latki wybuchła w Rumunii wielka burza. Przypomina zresztą polską dyskusję wokół ciąży 14-latki z Lublina. Młoda Rumunka też chciała dokonać aborcji. Ale nie zgodził się szpital, do którego trafiła. Matka postanowiła więc wyjechać z córką do Wielkiej Brytanii.

W Polsce największą kontrowersję wzbudzał fakt, że 14-latki nikt nie zgwałcił. Jej ciąża była wynikiem stosunku z o rok starszym chłopakiem. Nad rumuńską nastolatką pastwił się natomiast 19-letni wujek. Gdy okazało się, że Florina jest w ciąży, uciekł i dotąd szuka go policja.

Ciążę u dziewczynki zauważono przypadkowo. Skarżyła się na mocne bóle brzucha. Zdumieni lekarze odkryli, że bóle wywołuje ciąża. Florina było w czwartym miesiącu.

Matka 11-latki od razu zwróciła się z prośbą o aborcję. Ale w Rumunii można przerwać ciążę tylko do trzeciego miesiąca. Potem jest to zakazane, chyba że zagrożone jest życie matki. Tymczasem dziecko 11-latki rozwija się prawidłowo, a dziewczynka jest w pełni zdrowa.

Matka liczyła na wyjątek, ale szpital w Jassach, gdzie trafiła 11-latka, rozwiał jej nadzieje. Z odmowy władz zadowolone były rumuńskie organizacje obrońców życia, które nagłośniły sprawę. Zaapelowały także, by rząd zabronił matce i jej 11-letniej córce wyjazdu za granicę. Rodzina wpadła na ten pomysł, bo w Wielkiej Brytanii ciążę można usuwać aż do 24. tygodnia.

Rząd nie tylko nie posłuchał obrońców życia, ale postanowił też zmienić decyzję szpitala. Międzyresortowa komisja oświadczyła, że aborcji można dokonać, gdyż dziewczynka jest ofiarą przemocy seksualnej. Podkreślono też, że ciąża zagraża dziewczynce. Urodzenie dziecka w takim wieku mogłoby mieć druzgocące skutki dla jej psychiki.