W Iranie policja moralności pilnuje, by kobiety nie nosiły zbyt wyzywających ubrań. W Arabii Saudyjskiej potrafi dbać o dogmaty. Tak było, kiedy 1500 szyitów zgromadziło się w Medynie przy grobie Mahometa. Mundurowi postanowili ich rozgonić, bo modlenie się do ludzi jest w sunnickim islamie zakazane.

W ruch poszły pałki. Efekt wtorkowej akcji saudyjskich mundurowych to 9 aresztowanych i 7 rannych pielgrzymów. Obrażenia to wynik tratowania się szyitów. Rzucili się do ucieczki w panice, kiedy policja zaczęła strzelać w powietrze. Władze potwierdzają, że doszło do "incydentu". Ale rzecznik ministra spraw wewnętrznych Mansur at-Turki nie wie nic o starciu z szyitami. Twierdzi, że do interwencji policji doszło z powodu "kłótni wizytujących meczet z modlącymi się wiernymi".

Na podziały religijne nakładają się na Bliskim Wschodzie podziały polityczne. Sunniccy Saudyjczycy z dużym niepokojem patrzą na wzrost wpływów szyickiego Iranu. Ich czujność wzbudzają szczególnie takie wypowiedzi, jak ostatnia uwaga jednego z irańskich ministrów, który zakwestionował niepodległość zdominowanego przez szyitów Bahrajnu. Potem rząd irański próbował złagodzić skandal, twierdząc, że doszło do pomyłki w tłumaczeniu.

Szyici w Arabii Saudyjskiej byli także od dawna postrzegani jako piąta kolumna Teheranu. W latach 80., kiedy w Iranie panował już rewolucyjny reżim ajatollahów, w Mekce dochodziło do demonstracji radykalnych szyitów przeciwko Amerykanom - sojusznikom Saudyjczyków. W 1987 roku w starciach zginęło ponad 400 pielgrzymów, a Iran zaapelował do muzułmanów, by obalili saudyjską monarchię.