Śląski WFOŚ zaczął przekonywać rodziców, żeby ich dzieci wyjeżdżały na zielone szkoły - czyli integracyjne wyjazdy turystyczne połączone z nauką - do ośrodków położonych na Śląsku a nie np. nad morzem. "Szczególnie teraz, gdy mamy kryzys, warto, by rodzice rozważyli oferty ośrodków wypoczynkowych z woj. śląskiego" - mówi Gabriela Lenartowicz, prezes śląskiego WFOŚ. Jej zdaniem skorzysta na tym miejscowa branża turystyczna. "Zielone szkoły dofinansowujemy z pieniędzy, które przedsiębiorcy płacą za eksploatację środowiska. Lepiej, by zasiliły rozwój turystyki u nas, a nie nad morzem" - przekonuje Lenartowicz.

Ale rodzice nie są wcale przekonani do zrezygnowania z wyjazdu nad morze. "Rodzice są zdania, że taki wyjazd jest atrakcyjniejszy. Dla wielu dzieci to jedyna okazja, żeby zobaczyć morze i zaczerpnąć zawierającego jod powietrza" - mówi Barbara Gruca, dyrektorka katowickiej SP nr 59, której uczniowie w zeszłym roku wypoczywali w Jastrzębiej Górze.

WFOŚ, mimo to, w tym roku zwiększy dotacje do zielonych szkół organizowanych na Śląsku. Każdemu trzecioklasiście dopłaci do wyjazdu aż 300 zł, czyli o 50 zł więcej niż dotychczas. Tymczasem do wyprawy nad morze doda jedynie 170 zł, a więc zaledwie 20 zł ponad to co rok temu.

Zielone szkoły wymyślono, żeby dzieci z terenów zanieczyszczonych mogły spędzić dwa tygodnie na świeżym powietrzu, ucząc się i bawiąc. Co roku trzecioklasiści z podstawówek ze Śląska i Zagłębia wyjeżdżają do miejscowości wypoczynkowych, w których pobyt dofinansowuje WFOŚ. Większość tych pieniędzy trafiała jednak do nadmorskich, a nie beskidzkich miejscowości, ponieważ aż 90 proc. uczniów wyjeżdżało na zieloną szkołę nad Bałtyk.