W tegorocznym badaniu polski pokonał dwa najpopularniejsze dotychczas na Wyspach języki emigrantów - Pundżabi i Urdu, którymi posługują się Hindusi i Pakistańczycy. Jeszcze w 2007 roku wydział edukacji przy szkockim parlamencie doliczył się ponad 3,3 tysięcy uczniów z Polski. Stawiało to naszych rodaków na czwartym miejscu na liście najliczebniejszych narodowości, zaraz po Szkotach, Hindusach i Pakistańczykach. Ale przez następne dwanaście miesięcy liczba polskich uczniów zwiększyła się o jedną trzecią, czyli o tysiąc trzysta. Wyniki te są o tyle zastanawiające, że według szkockiego rządu masowy napływ polskich emigrantów dawno już się skończył.

>>>Przeczytaj o polskich szkołach w Szkocji

"Polskich dzieci jest tak dużo na tle szkockich, bo kraj ten boryka się z niżem demograficznym, a to oznacza, że co roku coraz mniej uczniów zaczyna naukę w szkołach. Z kolei wiele polskich dzieci, które przyjechały na Wyspy ze swoimi rodzicami kilka lat temu, teraz właśnie wkroczyło w wiek szkolny" - tłumaczy jeden z autorów badania, Tom Whittles.

Mirosława Kyc, socjolog i założycielka polskiej szkoły sobotniej w Motherwell niedaleko Glasgow przyznaje, że taka liczba małych Polaków może powodować pewne problemy dla systemu edukacyjnego. "W niektórych szkołach w moim regionie na dwustu uczniów ponad pięćdziesiąt to dzieci z Polski. Część z nich nie mówi dobrze po angielsku, bo bezpieczniej czuje się we własnym gronie. Nie pomaga też to, że wielu rodziców nie radzi sobie z językiem" - mówi Kyc.

Polska socjolog, która jest mamą pięcioletniego syna, opowiada, że w Szkocji język polski stał się popularny także wśród dzieci z innych krajów, np. z Afryki czy Azji. "Zauważyłam, że uczniowie z emigranckich rodzin lepiej dogadują się z rówieśnikami z Polski. Może dlatego, że też są tu w pewnym sensie obcy. Zauważyłam na przykład, że na kursie angielskiego, który kiedyś prowadziłam, mały chłopiec z jednego z krajów afrykańskich lepiej mówił po polsku niż po angielsku".

Kilka miesięcy temu Szkocję obiegła informacja o otwarciu w największych skupiskach Polonii czterech szkół codziennych. Według pierwotnego planu Konsulatu Generalnego w Edynburgu, szkoły, w których uczyliby polscy nauczyciele, byłyby przedłużeniem już istniejącej sieci szkółek sobotnich. Uczniowie z Polski, a także ich przyjaciele z innych krajów, mogliby się tam spotykać po lekcjach w szkołach publicznych na zajęcia z polskiego, historii czy geografii.

"Dzieci zapominają, jak poprawnie mówi się po polsku. Potrzeba nam prawdziwej szkoły, gdzie uczniowie mają konsultacje także w tygodniu i uczą się według programów, które przerabia się w Polsce. Być może część z nas za jakiś czas wróci do kraju" - mówi Agnieszka z Aberdeen, mama 10-letniego Jacka.

Jednak nie wszystkim Polakom ten pomysł się podoba. Ci, którzy mieszkają w Szkocji od wielu lat argumentują, że emigranci powinni integrować się z miejscowymi, a nie tworzyć zamknięte środowisko. "Moja córka mówi płynnie po angielsku i polsku. Ma przyjaciół z Japonii, Szkocji czy Włoch. Nie chciałabym jej zabierać takich doświadczeń i kazać przebywać tylko wśród Polaków" - mówi 35-letnia Wioleta, mieszkanka Edynburga.