"Jak żyję 75 lat, takiego cudu nie widziałem" - dziwi się Szerszeń. Pokazuje dziennikarzom "Kuriera Porannego" swoją ziemię. W tym roku nic nie urodziła. "Widać musi być efekt klątwy!" - dodaje.

Skąd takie wytłumaczenie? Bo na ziemi sąsiada zieleń wręcz kłuje w oczy. Nawet pokrzywy dochodzą do półtora metra. A u Szerszenia rośliny przestały rosnąć nagle. Po obfitym urodzaju nadeszły zupełnie martwe lata. I tak jest do dzisiaj.

Swój kłopot Szerszeń zgłosił miejscowym urzędnikom. A ci, jak pisze "Kurier Poranny", poradzili mu, by... pokropił ziemię święconą wodą. "Siła przeciwko sile. Nie ma innej rady" - zgodził się z nimi Szerszeń.

Bardziej racjonalnym wyjściem byłyby specjalistyczne badania. "Trzeba zbadać skład chemiczny ziemi, by wykluczyć działanie silnych pestycydów" - mówią gazecie Aleksander Bondaruk i Jerzy Iwaniuk z Powiatowego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Bielsku Podlaskim. Podkreślają jednak, że takie analizy są bardzo kosztowne.

"Czasem słyszy się od rolników, że na krowę padł urok i ta mniej mleka daje. Ale żeby zaczarować całą działkę? O takim przypadku jeszcze nie słyszałem" - dodaje Bondaruk.

Szerszeń zamiast zamówić badania, poszedł więc do znachora. "Zwróciłem się do Boga, poprzez jego pełnomocnika, a on przede mną odkrył karty. Powiedział mi, że to <zrobił> ktoś, kto mnie nie lubi" - opowiada pan Piotr. Po tej wizycie zauważył pierwsze zielone listki na swojej ziemi.