W samej tylko Łodzi rodziców 549 dzieci odesłano z kwitkiem. Dziennikarka "Faktu" podała się za asystenkę znanego senatora i zadzwoniła do Doroty Szafran, wicedyrektorki Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Łodzi, prosząc o załatwienie miejsca dla dziecka kuzynki parlamentarzysty. I to w placówce, w której dla dzieci zwykłych obywateli od dawna już nie ma miejsc.

Okazało się, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Pani wicedyrektor zapewniała, że sprawę na pewno załatwi. Poprosiła tylko o chwilę zwłoki. "Ja pani powiem jak to wszystko zrobić. Proszę mi podać telefon, ja za jakiś czas do pani oddzwonię" - uspokajała Dorota Szafran. Rzeczywiście, dzień po rozmowie oddzwoniła. Dopytywała o szczegóły, wyjaśniając, że jest w trakcie załatwiania sprawy.

Niestety większość Polaków nie ma takich znajomości. W najgorszej sytuacji są rodziny, które mieszkają na dużych osiedlach, takich jak łódzki Widzew czy Retkinia.

"Nie wiem, co zrobię z synem" - żali się pani Marta P. z Retkini, mama Bartka. "Pozostaje mi chyba zapisanie go do przedszkola prywatnego. Ale skąd wezmę na nie pieniądze? To niesprawiedliwe! Płacę przecież takie same podatki jak inni, a moje dziecko 1 września nie będzie mogło iść do przedszkola. Dlaczego?" - pyta zdenerwowana.

p

FAKT: Dzień dobry, moje nazwisko Anna Nowakowska, jestem asystentką senatora G.(tu pada nazwisko znanego parlamentarzysty). Dzwonię do pani w takiej dość delikatnej sprawie. (...) Jedna z kuzynek pana senatora przeprowadziła się niedawno do Łodzi i z racji tego, że listy w przedszkolach są już zamknięte, ma problem z zapisaniem dziecka do jednego z nich. Czy dałoby się coś z tym zrobić?

Dorota Szafran, zastępca dyrektora w Wydziale Edukacji Urzędu Miasta Łodzi: Dobra, ale ja pani powiem tak, że to mogę załatwić. Spróbujemy to zrobić, tylko że, rzecz jasna, dziecko teraz się nie pojawi na liście, no bo teraz się nie może pojawić, bo przecież inne dzieci nie są przyjęte. Nie można tak. Ale proszę mi podać, jak się dziecko nazywa. W ogóle rozumiem, że karty tego dziecka nie mamy. Czyli ono musi się teraz zarejestrować. Ja zaraz pani powiem, jak to wszystko zrobić. Proszę mi podać telefon, ja za jakiś czas do pani oddzwonię (...) Jakie duże jest to dzieciątko?

4 latka.

Szafran: No dobrze. (...) Spróbuję porozmawiać na ten temat, tylko że dziewczyny mają dzisiaj u nas straszny kocioł. Bo płaczą ci wszyscy rodzice, których dzieci się nie dostały. No więc sytuacja jest trochę podbramkowa. Natomiast proszę mi wierzyć, ja to na pewno załatwię, tylko...

Byłoby super, będę bardzo wdzięczna.

Szafran: Nie, no ja to pewno załatwię. Nie gwarantuję, że natychmiast. W tej chwili mamy tych wszystkich zdenerwowanych rodziców, których dzieci się nie dostały, więc nie mogę jednego na drugie pakować. Prosze pozwolić, ja jeszcze sięgnę ręką do wykazów. Muszę zobaczyć, jak wygląda ta sytuacja. No, nie jest źle. Myślę, że to się uda załatwić. (...) Trzeba by ponadlimitowo to dzieciątko przyjąć. Jeśli nie zadzwonię do jutra, to nie znaczy, że to nie jest załatwione, to znaczy, że na tę chwilę nie miałam jeszcze czasu. Może pani uspokoić rodziców. To się załatwi. Tylko że termin załatwienia może być różny. Jakby był w tym momencie straszny krzyk, to nie będę tego jeszcze załatwiała. Na pewno w tym przedszkolu jest szansa, żeby to załatwić. Wie pani, dużo nie mogę, ale tyle mogę!