Program „Moje boisko – Orlik 2012”, którym chwali się rząd, okazał się dla gmin nie lada wyzwaniem organizacyjnym. Na 1500 zbudowanych boisk aż jedna trzecia, jak szacują eksperci, zawiera usterki i wady konstrukcyjne.

Orlikowy sezon zakończy się jutro. To wersja oficjalna. Według zaleceń Ministerstwa Sportu orliki powinny funkcjonować od 1 marca do końca listopada. W praktyce część gmin zamknęła swoje boiska już w połowie października. A w Łęczycy i w Grudziądzu (tu boisko otwarto oficjalnie i z pompą 28 maja i zaraz zamknięto) orliki były nieczynne nawet w wakacje. Problemem stał się brak tzw. animatorów sportu, którzy mają pilnować obiektów i zajmować się młodzieżą. Ale w innych miejscowościach powodem złego działania boisk są powtarzające się usterki, np. dziury w boisku, awarie prądu czy woda zalewająca szatnie. Przykład: w Rzeszowie z powodu dziury w nawierzchni jeden z uczniów złamał nogę.

Zaniżanie ceny

Gminy wybierały budowniczych boisk „po taniości”. Program finansowania orlików skonstruowany jest tak, że 330 tys. daje budżet państwa, 330 tys. zł urząd marszałkowski, a resztę według uznania dopłaca gmina. A te dużo dopłacać nie chciały. Dlatego konkursy na budowę wygrywały nie te firmy, które robiły dobrze, ale te, które tanio.

– Są przedsiębiorstwa zajmujące się budową orlików, z którymi co roku są problemy. Do przetargów zgłasza się wiele niebranżowych spółek, które zaniżają cenę i wygrywają. Słyszałem o piekarni, która na potrzeby przetargu przekwalifikowała się na firmę budowlaną – mówi nam Krzysztof Cieślak z lubuskiego urzędu marszałkowskiego, który koordynuje budowę orlików. Inny samorządowiec opowiada o firmie pogrzebowej, która załapała się na głównego wykonawcę jednego z orlików.


Boisko pod napięciem

Skargi pojawiały się także na gdyńską firmę Panorama II czy na firmę Łączbud, która w gminie Raniżów wybudowała orlika pod napięciem. Jak twierdzą tamtejsi radni, dotknięcie nawierzchni boiska kończyło się porażeniem prądem.

– Firmy deklarują, że zbudują orlika po kosztach. Potem okazuje się, że jego jakość jest kiepska, na przykład w boisku są dziury, a szatnie po jakimś czasie nie nadają się do użytkowania – opowiada Dariusz Kaszuba, właściciel jednej z najbardziej doświadczonych firm w branży (zbudował ponad 100 boisk). Także jego zdaniem jedna trzecia, a może i połowa orlików została wybudowana w sposób wadliwy. Opowiada: – Jedna z firm oferowała mi bardzo słabej jakości sztuczną nawierzchnię z Chin. Gdy odmówiłem, usłyszałem: „Inni kupują, pan nie kupi?”.

Jednak nie tylko wykonawcy są winni. Błędy popełniają również zleceniodawcy, czyli gminy. Np. w Wojniczu zbudowano boisko pod liniami wysokiego napięcia.

Gminy nie dbają też o konserwację boisk. Każdy obiekt co najmniej raz w miesiącu powinno się oczyszczać – a to koszt od 2 do 5 tys. zł, i dwa razy do roku zasypywać specjalnym granulatem, aby trawa się nie łamała. Jeśli właściciel nie będzie tego robił, może stracić prawo do reklamacji i będzie musiał wymieniać zniszczoną nawierzchnię na własny koszt (120 do 160 zł za 1 mkw.). A to średnio kosztuje 250 tys. zł.

Ale wtedy może się okazać, że kolejne orliki, zamiast integrować młodzież, zamknięte na cztery spusty będą świecić pustkami. Z powodu braku sztucznej trawy.