Dziennik opisał w obszernym weekendowym tekście kulisy decyzji podejmowanych przez Trumpa, jak i jego - wyrażane prywatnie - obawy na temat wojny. Z artykułu wynika, że wiele z najbardziej szokujących wypowiedzi prezydenta - w tym wezwanie Irańczyków do "otworzenia pierd... cieśniny" w Wielkanoc z dopiskiem "chwała niech będzie Allahowi" oraz groźby zabicia "całej cywilizacji" Iranu - były zaskoczeniem nawet dla jego najbliższych współpracowników.
Trump: Chciałem sprawiać wrażenie niestabilnego
Wpisy prezydenta miały wywołać lawinę pytań ze strony Republikanów. Trump miał tłumaczyć, że sam wpadł na pomysł wypowiedzi o Allahu, twierdząc, że "chciał sprawiać wrażenie jak najbardziej niestabilnego i obraźliwego, wierząc, że może to skłonić Irańczyków do rozmowy".
Według "WSJ" amerykański przywódca miał dodać, że to "język, który Irańczycy zrozumieją", jednak martwił się również o konsekwencje, pytając doradców, jak postrzegane są jego wypowiedzi. Za kulisami czołowi doradcy uważali ten ruch za sposób na ożywienie negocjacji w wojnie, którą prezydent desperacko pragnął zakończyć. Sekretarz stanu Marco Rubio powiedział prywatnie, że to właśnie ten język może skłonić Irańczyków do negocjacji.
Lęki Trumpa
Gazeta przedstawiła Trumpa jako prezydenta zmagającego się z osobistym lękiem przed wysyłaniem żołnierzy na śmierć, a także z obawami, że wojna może zakończyć się "katastrofą", przywołując przykład tego, jak Iran pogrążył prezydenturę Jimmy'ego Cartera. Trump miał opierać się planom desantu na wyspę Chark, przez którą przechodzi 90 proc. irańskiego eksportu ropy - mimo zapewnień, że operacja się powiedzie.
Dziennik napisał, że od początku wojny prezydentowi codziennie rano pokazywano nagrania spektakularnych eksplozji, które robiły wrażenie na Trumpie. To miało się jednak przyczynić do frustracji, że opinia publiczna nie podziela jego percepcji wojny. Według "WSJ" Trump już pod koniec marca - tydzień przed zestrzeleniem przez Iran myśliwca F-15 - zlecił swojemu zespołowi rozpoczęcie rozmów pokojowych z Iranem.
Trzymali Trumpa z dala od sali
Chaotyczne i często sprzeczne działania prezydenta miały wywołać niepokój wśród doradców. "WSJ" opisał jak podczas akcji poszukiwania pilota zestrzelonego nad Iranem, współpracownicy trzymali Trumpa z dala od sali, w której na bieżąco śledzono operację, uznając, że jego zniecierpliwienie nie pomoże.
Według źródeł gazety, Trump jest sfrustrowany zamknięciem przez Iran cieśniny Ormuz, a przed wojną zbywał ryzyko takiego scenariusza, przewidując, że Iran się podda, zanim będzie mógł w stanie to zrobić. Amerykański prezydent ma być również wściekły na europejskich sojuszników, przedrzeźniając ich prywatnie. Dziennik zauważa, że Trump nieustannie lawiruje między utyskiwaniem, że Europejczycy nie pomagają Ameryce i twierdzeniem, że nie potrzebuje ich pomocy.
Gniew na Europejczyków
Gdy sekretarz generalny NATO Mark Rutte przybył do Białego na początku kwietnia, Trump powiedział później urzędnikom, że była to w "dużej mierze strata czasu, ponieważ Rutte nie mógł zmusić swoich członków do pomocy". Gniew na Europejczyków miał być powodem, dla którego to Pakistan pełni rolę pośrednika w rozmowach z Iranem.
Konsternację w Białym Domu wywoływać miały też inne dziwne wypowiedzi Trumpa. Gazeta przytoczyła jego rozważania podczas spotkania z grupą darczyńców, kiedy sugerował, że chciałby wręczyć sobie samemu Medal Honoru, najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe. Tłumaczył, że zasłużył na to poprzez nieoczekiwaną wizytę, jaką złożył amerykańskim żołnierzom w Iraku podczas swojej pierwszej kadencji. Trump wspominał, że samolot lądował wówczas w pełnej ciemności, opowiadając, jakie to było straszne. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt oświadczyła, że prezydent żartował.
Trump o sali balowej w Białym Domu
Dziennik zwrócił również uwagę, że w czasie kluczowych momentów wojny z Iranem Trump często chciał uciekać od tematu, by zamiast tego rozmawiać o planach budowy sali balowej w Białym Domu (ma w tej sprawie kilka spotkań tygodniowo), o wyborach stanowych w Indianie, czy o polityce dotyczącej kryptowalut i sztucznej inteligencji.
W dniu rozpoczęcia wojny, sobotę 28 lutego, prezydent USA uczestniczył w zbiórce funduszy w Mar-a-Lago. Gdy personel pytał, czy jej nie odwołać, Trump miał odpowiedzieć, że i tak musi zjeść kolację - relacjonował "WSJ".