Jak twierdzą świadkowie, policja interweniowała niemal godzinę po zgłoszeniach. Podinspektor Gruźlewski uważa, że wcześniejsza reakcja byłaby nieuzasadniona.

Policjanci przekazywali, że kibice byli bardzo głośni, ale nie robili nic, co byłoby zabronione.

Policja ustala okoliczności zdarzenia i przesłuchuje świadków. Ze wstępnych ustaleń wynika, że siedmiu Meksykanów zaczepiało kobiety na plaży, a kiedy zaczepili kibiców doszło do utarczek słownych, szarpaniny i bijatyki z użyciem groźnych przedmiotów takich jak potłuczone butelki.

Rzecznik twierdzi, że policjanci dojechali na miejsce 8 minut po zgłoszeniu bójki, a nie jak mówią plażowicze - po pięćdziesięciu. Wcześniejsze doniesienia musiały dotyczyć petard i głośnych śpiewów - mówi Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. Rzecznik tłumaczy, że funkcjonariusze nie mogą zatrzymywać za głośne zachowanie na plaży.

Na plaży w Gdyni funkcjonariusze interweniowali, kiedy zostało złamane prawo - dodaje.

Sokołowski podkreśla, że policja nie może też przez wiele godzin eskortować różnych grup kibiców.

 Wcześniej naoczni świadkowie zdarzenia relacjonowali, że to kibice Ruchu Chorzów zaatakowali na plaży marynarzy z meksykańskiego żaglowca.

http://youtu.be/z2Qh9SRoORs

W zdarzeniu uczestniczyło 30 osób, na komendę doprowadzono około jedną trzecią z nich. Teraz w areszcie są dwie osoby, tożsamość pozostałych jest ustalana.

Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań. Tymczasem komenda wojewódzka zapowiedziała kontrolę w Komendzie Miejskiej Policji w Gdyni.