Wcześniej tego typu przestępstwa były klasyfikowane ogólnie jako oszustwa.

- W 106 przypadkach oszust podawał się za kuzyna lub np. brata, a w pozostałych za wnuka. I tylko w ten ostatni sposób wyłudzono od początku tego roku 1,3 mln zł - mówi komisarz Iwona Kuc z Komendy Głównej Policji. Z reguły były to kwoty 20-30 tys. zł od jednej osoby. Ale zdarzały się sytuacje, jak ta sprzed kilku tygodni, kiedy 70-letnia kobieta została oszukana na 100 tys. zł.

- Przestępcy wyłudzili od niej pieniądze dwa razy tego samego dnia. Zadbali nawet o to, by podstawić taksówkę pod jej dom, żeby mogła jak szybciej podjąć pieniądze z banku - przypomina sobie Iwona Kuc.  Przekonuje, że sprawcy tego typu przestępstw postępują zazwyczaj według utartych schematów - kiedy się je zna stosunkowo łatwo można się zorientować, z kim ma się do czynienia.

Od książki telefonicznej do nekrologu 

Po pierwsze oszuści, kiedy dzwonią po pieniądze i podają się za kuzyna, brata, wnuka czy innego krewnego, nigdy nie używają jego imienia, bo go nie znają. Zamiast tego, tak prowadzą rozmowę, żeby osoba po drugiej stronie słuchawki, prędzej czy później sama je podała.

- Kiedy w słuchawce usłyszałam zachrypnięty głos "Mamuśka, mamuśka", to od razy zapytałam "Co tam, Mariuszek"? -  opowiadała przed sądem 66-letniam mieszkanka Bydgoszczy, oszukana przez 24-letniego Norberta C. z Warszawy. Podobnie jak sześć innych kobiet, które łącznie straciły blisko 115 tys. zł 

Kiedy okazuje się z kolei, że dana osoba w ogóle nie brzmi znajomo, łgarze stosują inną metodę. Nie pytaj o nic, to dlatego, że byłam ciężko chora i jeszcze mi nie przeszło, usłyszało starsze małżeństwo z Wiązowny w odpowiedzi na pytanie, dlaczego "córka" ma tak zmieniony głos. 

Przestępcy numer telefonu biorą najczęściej z książki telefonicznej - wybierają imiona, które pasują do osób w podeszłym wieku, np. Kazimierz, Władysław lub np. Krystyna. Rzadko, choć i tak się zdarzyło, wyszukują ofiary w prasie i bazują na… nekrologach.

Podszywając się następnie pod znajomego zmarłego, informują, że rzekomo należy się osobie pogrążonej w żałobie znaczny spadek. Proszą o spotkanie, by mówić szczegóły przekazania pieniędzy, a przy okazji podpytują o "pożyczkę". Tłumaczą, że muszą załatwić jeszcze kilka spraw związanych z wypłaceniem całej kwoty, ale nie mają już gotówki albo np. wyczerpali dzienny limit wypłat z rachunku bankowego. Deklarują przy tym, że pieniądze zwrócą jak najszybciej. Kiedy je dostaną, to znikają równie szybko, jak się pojawili.

Na sprawce wypadku, maklera, policjanta…

Równie łatwo przestępcy wyciągają od starszych osób informacje, ile maksymalnie mogą od nie wyłudzić. Najpierw rzucają zawyżoną kwotą. Wszystko po to, żeby w odpowiedzi móc usłyszeć np. Nie mam tyle. Na koncie jest tylko 5 tys. euro albo Ale w domu mam tylko 2 tys. zł. Więcej nie udało mi się odłożyć. Zazwyczaj pada wówczas Ok, to wpłać tyle, ile masz. I wtedy natychmiast kwestia wysokości kwoty schodzi na dalszy plan. 

Najważniejsze staje się teraz przekierowanie uwagi na to, dlaczego w ogóle potrzebne są pieniądze. Zasada jest taka, że musi to być argument chwytający za serce. Oszuści pilnie potrzebują więc pieniędzy na leczenie, operację członka rodziny, a nierzadko zabieg ratujący życie - nierzadko podają wówczas kontro bankowe rzekomego doktora.

Równie często oszukują też "na policjanta" lub "na sprawce wypadku", przy czym konfiguracja może być dowolna.

- W zamian za odstąpienie od zatrzymania mojego syna, który miał spowodować wypadek drogowy, miałem wpłacić 30 tys. zł - opowiada 66-letnia mieszkanka Gostynina. 76-letnia kobieta z Torunia: - Łamliwym głosem prosił o 20 tys. zł. Cały czas błagał, żebym go ratowała, bo chciał polubownie załatwić sprawę z drugim kierowcą. Inaczej mógł trafić do więzienia.

Ale przestępcy działają też na: "zwrot długu" - muszą pilnie oddać pieniądze znajomemu, który znalazł się w trudnej sytuacji, "na maklera" - są w biurze maklerskim i muszą pilnie zainwestować na giełdzie, inaczej zbyt dużo stracą, "na zakup nieruchomości" - najczęściej działki lub mieszkania, bo akurat trafiła się okazja. A pieniądze oddadzą za kilka dni, jak tylko skończy się lokata. Ba, ostatnio podszywają się też np. pod policjantów i proszą, by starsza osoba wręczyła pieniądze rzekomemu wnuczkowi, tak by złodzieja można była złapać na gorącym uczynku.

"Babciu, tylko się postaraj"

Zazwyczaj ten trick psychologiczny przynosi zamierzony przez oszustów efekt - starsze osoby, z niepokoju i troski o "wnuka w tarapatach" są gotowe zrobić wszystko. Bywa i tak, że wręcz proszą przestępców o pomyśle załatwienie sprawy. 80-letnie kobieta na jednym z procesów zeznała: - Byłam tak zestresowana informacją, że wnukowi coś się stało, że nie trudno mi było oddychać. Przekazując pieniądze, powiedziałam tylko "Proszę mu jak najszybciej pomóc”. 

Widząc taką determinację, oszuści idą nierzadko jeszcze o krok dalej. Mówią Babciu, tylko się postaraj, co w tym przypadku działa jak pistolet przystawiony do skroni. I tak np. w efekcie 75-letnia kobieta podejmuje z banku wszystkie oszczędności - 25 tys. zł, pieniądze na pomnik oraz emeryturę, co daje łącznie ponad 30 tys. zł. 

- Najpierw zadzwonił młody mężczyzna, a później drugi podający się za policjanta - opowiada inną historię jeden z policjantów. - Obaj przekonali kobietę, że krewny jest już w celi, ale może wyjść na wolność, kiedy tylko wpłynie kaucja. Emerytka bez wahania oddaje wszystkie pieniądze, czyli 28 tys. zł - dodaje. 

Jedna z przesłuchiwanych osób zapytana wprost, czy gdyby potrzeba było kilkudziesięciu tysięcy euro, to też by je uzbierała, potwierdziła bez wahania. Zamierzała nawet pożyczyć z banku brakującą kwotę, ale jak się okazało, nie miała zdolności kredytowej. - Każdy chce przecież pomóc dziecku -  tłumaczyła przed sądem. 

"Odbierak" nie mówi po polsku 

Przekonać osobę starszą, że jest się jej rodziną i namówić do pożyczenia pieniędzy to jedno. Drugie to już sam odbiór pieniędzy. Nie mogę przyjść osobiście, dlatego wyśle mojego najlepszego przyjaciela albo Coś mi nagle wypadło, po odbiór zgłosi się kolega - taką informację najczęściej dostawali emeryci tuż przed umówionym spotkaniem.

Na miejscu pojawiały się słupy, czyli osoby, które za drobną opłatą obierały pieniądze (w policyjnym żargonie mówi się o nich też "odbieraki"). Nie miało przy tym większego znaczenia, kim ten ktoś był - podejrzeń mieszkańców jednej z miejscowości na Mazowszu początkowo nie wzbudził nawet fakt, że mężczyzna przedstawił się jako Włoch i źle mówił po polsku, a kiedy tylko wziął 14 tys. zł, to natychmiast uciekł. Dopiero potem starsze małżeństwo zadzwoniło na policję. 

Pokrzywdzeni dopytywany przez sędziów, dlaczego swoje pieniądze oddawali bez słowa obcym ludziom tłumaczyli: - Z nerwów straciłam głowę. Byłam tak roztrzęsiona, że nawet do głowy mi nie przyszło, żeby wcześniej zadzwonić do córki, wnuka, siostrzeńca… 

Poza tym, złodzieje zawsze obiecują, że szybko zwrócą pieniądze. Po drugie zastrzegają, że zależy im na dyskrecji - proszą, aby nie mówić o "pożyczce" innym członkom rodziny. Po trzecie coraz częściej, by uwiarygodnić przestępstwo, "odbierak" w domu ofiary podaje jej telefon komórkowy. Po drugiej stronie ”wnuczek” zapewnia, że to zaufana osoba.

Emerytów współpraca z policją 

Do wyjątków należą sytuacje, w których starsze osoby zachowują w podobnych sytuacjach zimną krew. Jeden z policjantów przypomina sobie historię 55-letniej Poznanianki, do której w dniu dziadka zadzwonił telefon.

- Rozmówca przedstawił się jako siostrzeniec i próbował wyłudzić 25 tys. złotych. Kobieta nie dała się oszukać i zaraz po pierwszej rozmowie z nim zadzwoniła na policję - opowiada. Tajemniczy rozmówca, przedstawiający się jako Kacper, dzwonił do niej jeszcze kilka razy. I za każdym razem zwracał się do niej "wuju" - kobieta miała tak zachrypnięte gardło, że oszust był przekonany, że rozmawia z mężczyzną.

Emerytka poinstruowana przez policjantów z wydziału kryminalnego umówiła się z nim ostatecznie na przekazanie pieniędzy - miał dostać 12 tys. zł. Oszust przekonany, że więcej nie zdoła wyłudzić, zgodził się na taką kwotę i osobiście przyszedł po pieniądze. Nie spodziewał się jednak, że cała okolica została obstawiona przez ukrytych funkcjonariuszy. Mężczyzna został zatrzymany na gorącym uczynku.

Za oszustwo lub jego usiłowanie grozi mu teraz nawet 8 lat pozbawienia wolności, jak wynika z kodeksu karnego.