W Biurze Spraw Wewnętrznych powołany został nowy zespół kontrolny pod bezpośrednim nadzorem nowego dyrektora BSW. Zadaniem zespołu jest między innymi podejmowanie niezbędnych działań ukierunkowanych na rozpoznanie ewentualnych nieprawidłowości lub bezprawnych działań funkcjonariuszy BSW - powiedział Szymczyk na posiedzeniu sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.

Do zadań tego zespołu należy weryfikacja podstaw faktycznych podejmowanych czynności w ramach spraw operacyjnych, w tym stosowania w okresie od 18 czerwca 2014 roku do końca grudnia 2015 roku kontroli operacyjnych, a także ustalenie czy w BSW, w tym samym okresie, stosowano metody pracy operacyjnej wobec dziennikarzy oraz szefów służb specjalnych - dodał Szymczyk.

Zastrzegł, że nie może mówić o szczegółowych ustaleniach tego zespołu, ze względu na niejawny charakter jego prac.

Dajemy sobie czas na to, żeby w pełni zweryfikować i sprawdzić, najrzetelniej jak to tylko możliwe, jak te czynności były realizowane i czy nie doszło do ewentualnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji - powiedział komendant.

Podkreślił, że w tej sprawie Komenda Główna Policji jest w kontakcie z Prokuraturą Okręgową w Warszawie.

Pod koniec 2015 r. ówczesny komendant główny policji insp. Zbigniew Maj powołał grupę, która miała sprawdzić, czy funkcjonariusze BSW podsłuchiwali dziennikarzy w związku z tzw. aferą podsłuchową. W styczniu informowano m.in., że kontrolerzy natrafili na materiały, które świadczą, że w zainteresowaniu śledczych pojawiali się dziennikarze i ich rodziny. Sam Maj mówił wówczas, że wobec dziennikarzy i ich rodzin "były stosowane formy pracy policji".

Sprawa audytu w BSW była w lutym omawiana na posiedzeniu sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji. Koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński powiedział tam, że "istnieje lista 48 dziennikarzy, którzy w czasach rządów PO i PSL byli inwigilowani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego". Z kolei 11 marca przekazał posłom sejmowej komisji ds. służb specjalnych listę 52 dziennikarzy, którzy byli w zainteresowaniu operacyjnym ABW i CBA za rządów Platformy. Nie zdradził żadnych nazwisk.

W lutym KGP przekazała raport z audytu ws. działań funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych w związku z "aferą taśmową" stołecznej prokuraturze okręgowej, która odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Prokuratura uznała, że raport KGP nie wskazuje na podejrzenie popełnienia przestępstwa, w tym na przekroczenie uprawnień.

Wobec powyższego sprawozdanie to, które jest opatrzone klauzulą tajności, nie daje podstaw do wszczęcia nowego śledztwa. Nie daje również podstaw do podjęcia na nowo zakończonego postępowania - mówił wówczas rzecznik prokuratury okręgowej Przemysław Nowak.

Chodzi o postępowanie sprawdzające prowadzone po publikacji "Gazety Wyborczej", która w lutym 2015 r. pisała, że tajna grupa utworzona latem 2014 r. badała, czy za "aferą podsłuchową" stoją byli szefowie ABW, SKW i BOR oraz urzędujący szef CBA. Prokuratura okręgowa odmówiła podjęcia w tej sprawie śledztwa.

O inwigilacji 52 dziennikarzy, przedstawiając w środę w Sejmie informację z audytu w tych służbach za lata 2007-15, mówił koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. Podał, że służby specjalne ściągały billingi połączeń telefonicznych dziennikarzy, miejsca logowania, analizowały połączenia i liczbę tych kontaktów. Zbierano też informacje o miejscach pobytu dziennikarzy, ich adresach i sytuacji rodzinnej, prowadzono bezpośrednią obserwację spotkań i fotografowano je.

Wobec siedmiu dziennikarzy sprawdzano wszystkie numery telefonów, jakimi się faktycznie posługiwali, a wobec dwóch prowadzono podsłuch telefoniczny - przy sprawie operacyjnej dotyczącej pracy Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Podał, że największa akcja wobec dziennikarzy dotyczyła publikacji o tzw. aferze hazardowej. W latach 2009-10 działaniami objęto 30 dziennikarzy, głównie z dziennika "Rzeczpospolita", a jej celem było nie tylko ujawnienie źródeł informacji, ale też rozpoznanie środowiska dziennikarzy śledczych - mówił Kamiński. W tej sprawie pobrano billingi i dane logowań telefonów z roku przed wybuchem tzw. afery hazardowej. Planowano też prowokację polegającą na kontrolowanym przekazaniu dziennikarzom niejawnych informacji. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT>>>