W marcu 2015 r. ówczesna minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska w obecności przedstawicieli Komendy Głównej Policji zaprezentowała „Strategię działań nakierowanych na przeciwdziałanie naruszeniom praw człowieka przez funkcjonariuszy policji”. Wszyscy wówczas przyznawali, że Polska ma problem z agresją mundurowych. Stąd kompleksowe opracowanie mające być podstawą dla zmian legislacyjnych. Przewidywało m.in. wyposażenie każdego policjanta w rejestrującą czynności minikamerę montowaną w mundurze oraz zapisanie w prawie, że jeśli obywatel wyjdzie z komisariatu np. ze złamanym nosem, to na policji będzie spoczywał ciężar udowodnienia, że nie jest temu winna. Jeśli więc zginęłoby nagranie z monitoringu, problem dowodowy mieliby policjanci, a nie zatrzymani.

Rzecz w tym, że dokument został zaprezentowany, a potem... trafił do szuflady. Czyli stało się dokładnie tak, jak przewidywali eksperci w naszym tekście sprzed ponad dwóch lat. – To bełkot. Fikcja. Ważne są działania, a nie tony zadrukowanych papierów – mówił wówczas dr Andrzej Przemyski, były rzecznik KGP.

Dziś wskazuje, że jest jeszcze gorzej: – Jest presja na wyniki ze strony urzędników, ale jednocześnie nie chcą słyszeć o żadnych problemach. Efektem jest tworzenie opracowań, których potem nikt nie wciela w życie.

Strategia, choć powstała za rządów PO-PSL, była bardzo chwalona przez polityków PiS po objęciu władzy. Czynił to w czerwcu 2016 r. m.in. wiceminister Jarosław Zieliński. Zaznaczał jednak, że „ze względu na ilość, złożoność oraz wieloaspektowość wdrażanie strategii przewidywane jest co najmniej do końca 2017 r.”.

Zapytaliśmy i obecne kierownictwo MSWiA, i policję, i Teresę Piotrowską, dlaczego ani dwa lata temu, ani teraz słowo nie przełożyło się na czyny. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi.