Nasz system zatrudniania obcokrajowców jest fikcją – taki wniosek płynie z najnowszych ustaleń Najwyższej Izby Kontroli (NIK), z którymi DGP miał okazję się zapoznać. Polska administracja kompletnie nie radzi sobie z falą napływających wniosków.

180 razy tyle co Czesi, Słowacy i Węgrzy

Liczba wiz wydawanych Ukraińcom rośnie w imponującym tempie – w 2016 r. wydano ich 652 tys., a w roku ubiegłym już 845 tys. Polskie placówki konsularne na Ukrainie wydały w okresie 2014–2016 łącznie ponad 3 mln wiz, w tym 1,3 mln pracowniczych. W tym czasie placówki Czech, Słowacji i Węgier wydały ich jedynie 16 tys. – ponad 180 razy mniej.

Prawdopodobnie te statystyki są efektem wprowadzonego u nas w 2012 r. uproszczonego systemu zatrudniania. Pozwala on cudzoziemcom na podjęcie pracy, po tym jak zostanie zarejestrowane w urzędzie pisemne oświadczenie pracodawcy w tej sprawie. Według NIK ten system przyczynia się do kombinatorstwa. Na prośbę kontrolerów izby Straż Graniczna skontrolowała 48 podmiotów, które zarejestrowały oświadczenia o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców i wystąpiły o zezwolenie na pracę dla nich. Z obcokrajowców, którzy na ich podstawie przekroczyli granicę, 72 proc. w ogóle nie podjęło legalnego zatrudnienia. Co więcej, na podstawie danych z ZUS ustalono, że praktycznie nie zgłaszano takich osób do ubezpieczenia.

Według NIK to świadczy o tym, że oświadczenia i zezwolenia na pracę są wykorzystywane po to, by cudzoziemcy dostali wizę do kraju, który jest w strefie Schengen. W szczególności dotyczy to firm, które rejestrują fikcyjną działalność gospodarczą i nie mają możliwości organizacyjno-finansowych zatrudnienia cudzoziemców – diagnozuje NIK.

Jak mówi nam Krzysztof Inglot, prezes firmy Personnel Service, która od ponad 8 lat specjalizuje się w rekrutacji cudzoziemców, w Polsce pracuje nawet milion Ukraińców. Ale w ZUS jest zarejestrowanych tylko ok. 400 tys. pracowników z tego kraju. – To oznacza, że prawdopodobnie nawet ponad połowa Ukraińców na terytorium Polski pracuje na czarno – mówi Inglot. Jego zdaniem są trzy enklawy, w których kwitnie ten proceder – województwa: podkarpackie, lubelskie i pomorskie. Na ścianie wschodniej pracują na czarno głównie w sektorze rolno-ogrodniczym. Z kolei na Pomorzu nawet w dużych firmach przetwórstwa spożywczego.

Co trzeci sprawdzony

NIK zwraca uwagę, że urzędy konsularne na wschodzie nie były przygotowane na wprowadzenie uproszczonej procedury zatrudniania cudzoziemców. Nie miały dostępu do baz danych powiatowych urzędów pracy oraz Straży Granicznej, której funkcjonariusze kontrolują podmioty deklarujące chęć przyjęcia ich do pracy.

NIK zwraca też uwagę na braki kadrowe. Urzędnik konsularny na rozpatrzenie wniosku miał, w zależności od placówki, od dwóch do czterech minut. Przyczyna tego stanu rzeczy jest banalnie prosta – urzędnicy są zalewani wnioskami i zazwyczaj z góry przyjmują, że dane w nich zawarte są wiarygodne. Badanie próby 500 losowo wybranych spraw wykazało, że urzędnicy zweryfikowali jedynie 29 proc. z nich.

Kolejny dość niepokojący przykład: placówka Straży Granicznej w Lesznowoli nadzorująca teren, na którym rejestruje się najwięcej w kraju oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca. W latach 2015–2016 tylko dwa razy podejmowała działania rozpoznawcze. I to nie sama z siebie, lecz na wniosek urzędów konsularnych.

System jest więc dziurawy, a jego słabości są skrzętnie wykorzystywane zarówno przez pracowników ze Wschodu, jak i pracodawców z Polski. Sytuacja może ulec poprawie. Z początkiem tego roku wprowadzono rejestry spraw dotyczących oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemca. Dostęp do nich konsul zyskał, co umożliwi lepszą weryfikację przedkładanych dokumentów. Wprowadzono też możliwość odmowy wpisania oświadczenia do ewidencji, jeśli z okoliczności wynika, że zostało ono złożone dla pozoru. Przedsiębiorców zobowiązano też – pod karą grzywny – do pisemnego powiadamiania powiatowych urzędów pracy najpóźniej w dniu, gdy cudzoziemiec rozpoczął pracę.

Zdaniem Krzysztofa Inglota najprostszym rozwiązaniem problemu szarej strefy byłoby nakazywanie przez kontrolerów Państwowej Inspekcji Pracy, żeby firma, która zatrudnia ludzi bez aktualnych umów, musiała uznać stosunek pracy z datą wsteczną.

Na efekty zmian trzeba poczekać. Dane MSZ za styczeń pokazują, że nowe regulacje nie zniechęciły cudzoziemców do ubiegania się o wizy pracownicze (choć może to być też efekt niewiedzy o nowych regulacjach w Polsce). Wydano prawie 61,3 tys. wiz pracowniczych – to o niemal 11 proc. więcej niż w styczniu 2017 r.