Warsztaty wojskowe mają odnowić 14 tysięcy sztuk "szyszek" lub "orzeszków", bo tak w armii potocznie mówi się na stare hełmy. Usunięty ma być stary lakier i nałożona nowa farba antykorozyjna. W grę wchodzą też cynkowanie, malowanie czerepu, a także wymiana lub regeneracja wyposażenia wewnętrznego hełmu.

Zdaniem ekspertów to ślepa uliczka, bo hełmy nie są przystosowane do nowoczesnego pola walki i nie są w stanie skutecznie chronić głowy przed kawałkami pocisków, granatów czy bomb. W 2015 roku Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Mirosław Różański zdecydował, że metalowe hełmy nie będą używane na ćwiczeniach. Miał to być finał rozpoczętego jeszcze na początku lat 90. stopniowego procesu wycofywania z użycia metalowych i wprowadzania bardziej skutecznych hełmów zbudowanych ze sztucznych włókien.

"Wyglądają jak grupa rekonstrukcyjna LWP"

Sensu w odrestaurowywaniu starego wyposażenia nie widzą sami żołnierze.

– W "orzeszkach" żołnierze przypominają bardziej grupę rekonstrukcyjną Ludowego Wojska Polskiego – komentuje dla "Rzeczpospolitej" jeden z oficerów Terytorialnej Służby Wojskowej, który kilka lat temu został wezwany na ćwiczenia rezerwy i dostał wysłużony metalowy hełm.

Zakup nowoczesnych hełmów obiecało Ministerstwo Obrony Narodowej pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. W grudniu 2017 r. urzędnicy MON ogłosili, że trwają dostawy około 60 tysięcy sztuk hełmów kompozytowych wzór 2005. W pierwszej kolejności mają je otrzymać żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej.