Szczęśliwe zakończenie poszukiwań 12-letniego chłopca, który wczoraj rano wyszedł do szkoły i nie wrócił do domu. Odnalazł się we Wrocławiu, trzydzieści kilometrów od domu. To nie pierwsza jego wycieczka - w ubiegłym roku policjanci znaleźli go w pobliskiej wsi.
Mateusz mieszka z babcią w Jelczu-Laskowicach pod Wrocławiem. Gdy nie wrócił ze szkoły, babcia zaalarmowała policję. Od wczoraj szukało go kilkudziesięciu funkcjonariuszy, psy tropiące i śmigłowiec. Przeszukiwano okoliczne domy, przeczesywano lasy. Tymczasem Mateusz znalazł się cały i zdrowy we Wrocławiu.
Okazało się, że chłopiec wsiadł po szkole do autobusu jadącego do miasta. Wieczorem spacerującego samotnie ulicą chłopca zauważyła kobieta, która zabrała go do domu i przenocowała. Dopiero rano w telewizji zobaczyła, że jej gość jest poszukiwany i zgłosiła się na policję.
Jak Mateusz tłumaczył policjantom ucieczkę z domu? Chciał obejrzeć miasto i... zrobić zakupy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|