Bestie były aż trzy. Wszystkie zastrzelono
Przez kilka miesięcy tajemnicze drapieżne koty siały panikę w całej Polsce. Potem słuch o nich zaginął. Okazało się, że po cichu zastrzelili je myśliwi. Rację mieli ci, którzy twierdzili, że bestie to pumy. Młode zwierzęta uciekły z nielegalnej hodowli w Czechach.
- Tajemnicza bestia to hiena?
- I to ma być słynna "bestia z Opolszczyzny"?
- Puma jest wegetarianką?
- Inwazja pum na Polskę. Ludzie się boją
- Zabijać psy, bo zabijają sarny?
- Czarna puma sterroryzowała osiedle
- Jakich zwierząt boją się Polacy?
- Puma wróciła. Kota widziało kilka osób
- Ministerstwo: Nikt nie strzelał do pum
- Policja zatrzymała pająkokradów
- Polscy myśliwi to dla Unii kłusownicy
- Wielka obława na żółwia w Warszawie
- Gepard uciekł z łódzkiego zoo
- Obława na śmierdzącego uciekiniera
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Do takich informacji dotarli dziennikarze "Dziennika Zachodniego". Powołując się na anonimowe źródło w Lasach Państwowych gazeta podaje, że młode, ważące ok. 50 kg zwierzęta, uciekły z nielegalnej hodowli w Czechach. Pumy miały być trzy, "niektóre źródła mówią nawet o pięciu" - podaje gazeta.
"Trzy grasowały na terytorium Polski, dwie w Czechach" - opowiada informator z Lasów Państwowych. "Zostały zlikwidowane po cichu, bez powiadamiania mediów. To było jedyne wyjście. Nie ma w Polsce ustawy dotyczącej postępowania z takimi zwierzętami. Przecież puma nie jest u nas zwierzyną łowną. Mimo to trzeba było podjąć jakieś kroki, więc zapadła decyzja o odstrzale. Dla tropicieli z odpowiednim sprzętem, który umożliwiał polowania w nocy, to była bułka z masłem" - twierdzi informator.
Faktem jest, że w ostatnich tygodniach zgłoszeń o dużych kotach drapieżnych jest zdecydowanie mniej, a te które są, nie potwierdzają się. Centra kryzysowe na Śląsku i Opolszczyźnie odwołały już alarm. "Nie mamy już zgłoszeń związanych z kotami. Mieszkańcy mogą wchodzić do lasu" - mówi Jerzy Szydłowski, szef Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Raciborzu.
O odstrzale oficjalnie nie chcą mówić łowczy i leśniczy. Wojciech Plewka, opolski łowczy, zastrzega że pułapka na pumę nadal stoi we wsi Grabówka. "Została postawiona w miejscu, gdzie pojawiały się zwierzęta. Pumę widziałem w Grabówce dwukrotnie. Żerowała przy torach kolejowych. Miała tam dużo świeżego mięsa, bo zjadała to, co potrąciły pociągi" - dodaje Plewka. Przyznaje jednak, że dostał od Ministerstwa Ochrony Środowiska zgodę na odstrzał dzikich kotów, z którego nie skorzystał.
Dziennikarze pytają też, dlaczego zwierząt nie można było trafić pociskami usypiającymi. To okazało się zbyt trudne. Aby uśpić tak duże zwierze, trzeba podejść do niego na odległość 20 m. A i tak środek zacznie działać około 40 minut po trafieniu. W tym czasie puma może skutecznie uciec łowczym.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!