"Statek płynie do portu w Mombasie, spodziewamy się, że na miejsce dotrze we wtorek" - poinformował wczoraj wieczorem Frank Leonhardt, dyrektor zarządzający firmy Leonhardt&Blumberg, armatora frachtowca. Zapewnił, że załoga czuje się dobrze i żaden z 24 marynarzy nie został ranny. Za uwolnienie statku armator zapłacił 2,7 mln dol.

"Hansa Stavanger" wpadł w ręce piratów 4 kwietnia około 400 mil morskich od leżącego na południu Somalii portu Kismayo. Kapitanem statku jest Polak, Krzysztof K., który w czasach stanu wojennego wyemigrował do Niemiec.

Polak jest w dobrym stanie, rozmawiał już z żoną, z którą skontaktował się też niemiecki dziennikarz Leo Walotek-Scheidegger prowadzący w internecie branżowy portal morski. Jego zdaniem armator zapłacił okup pod wpływem nacisku mediów. "Armator początkowo obrał strategię wyczekiwania, ale ugiął się, gdy na jaw wyszło, w jak złym stanie jest załoga" - twierdzi Walotek-Scheidegger.