Pilot przeżył, bo wyskoczył ze śmigłowca
44-letni pilot śmigłowca cudem uniknął śmierci, gdy jego maszyna w czasie lotu runęła w dół. Mężczyzna nie miał spadochronu, ale udało mu się zachować zimną krew. Wyskoczył z helikoptera tuż przed zetknięciem maszyny z ziemią.
- Pogoda popsuła Air Show w Radomiu
- Szybowiec spadł w Warszawie. Są ofiary
- Jak samoloty spadają na oczach tłumów
- Piloci zginęli przez oszczędności?
- Zaginął śmigłowiec. Trwają poszukiwania
- Śmigłowiec pogotowia rozbił się w Warszawie
- Katastrofa na żywo. Spadł helikopter
- Białoruski myśliwiec runął na ziemię
- To ptak strącił białoruski myśliwiec?
- Ktoś zestrzelił Polaków? Białoruś zaprzecza
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Do wypadku doszło wczoraj, gdy cała Polska śledziła doniesienia w lotniska w Radomiu, gdzie zginął białoruski pilot myśliwca Su 27. Okazuje się jednak, że nie była to jedyna katastrofa lotnicza tego dnia.
O godz. 17.15 150 metrów od płyty lotniska w Świdniku spadł niewielki prywatne śmigłowiec. Jego właściciel, 44-letni mieszkaniec województwa podkarpackiego, ćwiczył tzw, zwisy, czyli unieruchamiani maszyny na stałej wysokości 10 m. W pewnym momencie silniki odmówiły posłuszeństwa. Maszyna zaczęła spadać. Mężczyzna zachował jednak zimną krew, zdołał otworzyć drzwi i wyskoczył, gdy helikopter znajdował się dwa metry nad ziemią.
Ta decyzja najprawdopodobniej uratowała mu życie. Śmigłowiec stanął w płomieniach od razu po zetknięciu z ziemią. Spłonął doszczętnie. Pilot jest tylko lekko potłuczony. Przyczyny wypadku wyjaśnia policja i komisja składająca sie z ekspertów lotnictwa.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!