Kontrole na lotniskach wracają

Po wykryciu ogniska zakażeń wirusem Nipah (NiV) w Bengalu Zachodnim w Indiach Tajlandia, Nepal i Tajwan przywróciły sanitarne kontrole graniczne. W Tajlandii ministerstwo zdrowia publicznego zintensyfikowało monitoring pasażerów przylatujących z Indii. Na lotniskach Suvarnabhumi, Don Mueang oraz Phuket podróżni są sprawdzani pod kątem gorączki i objawów chorobowych. Stosowane są rozwiązania wypracowane w czasie pandemii COVID-19, a pasażerom rozdawane są specjalne karty informacyjne z instrukcjami postępowania w razie pojawienia się objawów.

Reklama

Podobne środki ostrożności wprowadzono także:

w Nepalu — na lotnisku Tribhuvan oraz na przejściach lądowych,

na Tajwanie — w portach lotniczych obsługujących loty z regionu Azji Południowej.

Jak podaje "Bangkok Post", lokalne władze uspokajają, że zakażenie wirusem wymaga bliskiego kontaktu międzyludzkiego, co znacząco ogranicza jego zdolność do szybkiego rozprzestrzeniania się.

Zakażeni lekarze i kwarantanna

Szczególny niepokój wywołały informacje ze szpitala w mieście Bardhaman w indyjskim stanie Bengal Zachodni, położonym około 120 kilometrów od Kalkuty. Zakażenie wirusem Nipah wykryto tam u pięciu pracowników medycznych — lekarzy i pielęgniarek. W związku z tym ponad sto osób, które miały bliski kontakt z chorymi, objęto kwarantanną. Indyjskie służby sanitarne podkreślają, że szybkie wykrywanie i izolacja są kluczowe, ponieważ w przypadku Nipah przebieg choroby bywa bardzo gwałtowny.

Jeden z najbardziej śmiertelnych wirusów świata

Reklama

Wirus Nipah został po raz pierwszy zidentyfikowany w 1998 roku podczas epidemii wśród hodowców świń w Malezji. Od tego czasu pojawia się okresowo w tzw. pasie Nipah, obejmującym m.in. Malezję, Singapur, Bangladesz i Indie.

Naturalnym rezerwuarem wirusa są nietoperze owocożerne z rodzaju Pteropus, które mogą przenosić patogen na ludzi bez widocznych objawów choroby. Do zakażenia dochodzi m.in. przez kontakt z zakażonymi zwierzętami, skażoną żywnością lub bezpośrednio między ludźmi.

Śmiertelność wśród zakażonych wynosi od 40 do nawet 75 procent, co czyni Nipah jednym z najbardziej zabójczych wirusów znanych medycynie. Do 2017 roku oficjalnie odnotowano około 200 zgonów, choć eksperci podkreślają, że rzeczywista liczba przypadków może być wyższa.

WHO nie ma wątpliwości

Światowa Organizacja Zdrowia uznała Nipah za patogen o wysokim potencjale epidemicznym. Jak podkreśla indyjski dziennik "The Economist Times", wszędzie tam, gdzie pojawia się wirus, stanowi on poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego. Z tego powodu każde nowe ognisko zakażeń uruchamia automatycznie procedury kryzysowe — zarówno lokalnie, jak i w sąsiednich państwach.

Nadzieja z laboratoriów, ale to wciąż początek

W ostatnich miesiącach pojawił się jednak ostrożny promyk nadziei. Instytut Wirusologii w Wuhan opublikował wyniki badań nad preparatem VV116. W testach przeprowadzonych na chomikach złocistych lek podawany doustnie znacząco zwiększał przeżywalność zakażonych zwierząt.

Eksperci studzą jednak emocje. Jak oceniają wirusolodzy, jest to obiecujący sygnał, ale potrzeba lat badań klinicznych, zanim lek trafi do aptek. Na ten moment nie istnieje ani zatwierdzona szczepionka, ani skuteczna terapia dedykowana wirusowi Nipah.

Bez paniki wśród turystów

Mimo alarmujących danych, sytuacja w popularnych kurortach turystycznych pozostaje spokojna. Ruch turystyczny w Azji Południowo-Wschodniej odbywa się normalnie. Eksperci potwierdzają, że Nipah — w przeciwieństwie do koronawirusa — nie przenosi się drogą powietrzną w sposób masowy, co znacznie ogranicza ryzyko globalnej pandemii.

Dlaczego świat wciąż obserwuje Nipah?

Choć dziś ogniska choroby są lokalne, połączenie trzech czynników sprawia, że wirus pozostaje pod szczególnym nadzorem:

- bardzo wysoka śmiertelność,

- brak szczepionki i leczenia,

- możliwość przenoszenia między ludźmi przy bliskim kontakcie.

Z tego względu każde nowe zachorowanie uruchamia reakcję międzynarodowych instytucji zdrowotnych.