Koniec bogatych klientów z Bliskiego Wschodu
Piotr Wróblewski: Kryzys na Bliskim Wschodzie wpływa na turystykę w Polsce. Małopolska chętnie przyjmowała gości z Zatoki Perskiej. Teraz to się skończy.
Grzegorz Soszyński, CEO Kraków Tourism Alliance: Dla Krakowa i całej Małopolski będzie miało to ekstremalnie istotne znaczenie. To kierunek, który dziś ma, a właściwie trzeba powiedzieć miał, największą dynamikę wzrostu.
W sezonie z Krakowa mieliśmy więcej połączeń z Zatoką Perską niż z Warszawy. Flydubaj operował trzy razy dziennie, Air Arabia dwa razy, a do tego Wizz Air, Jazeera Airways, LOT czy Flynas. Od maja ma się pojawić też Etihad. Ale teraz ten funkcjonujący harmonijnie łańcuch połączeń lotniczych został przerwany. Trudno mi sobie dzisiaj wyobrazić, że będzie to funkcjonowało tak jak do tej pory. W momencie, kiedy ten rynek się politycznie i ekonomicznie destabilizuje, to nikt nie będzie utrzymywał połączeń w takiej częstotliwości.
W niektórych miejscach Zakopanego Polacy i Europejczycy stanowią mniejszość. Mam wrażenie, że część branży wyspecjalizowała się w obsłudze klientów z Bliskiego Wschodu.
Podhale próbuje odnajdować się w tej arabskiej rzeczywistości. Przedstawiciele tej kultury interesują się często mniejszymi obiektami, takimi jak wille czy pensjonaty, które chcą mieć na wyłączność.
Niezwykle trudne jest zdobycie rozpoznawalności na rynku arabskim. Zarówno obiekty krakowskie, jak i zakopiańskie mają z tym problem. Wymaga to ogromnych nakładów finansowych. Na dziś najskuteczniejszą formą reklamy jest więc marketing szeptany.
Jeżeli obiekt, restauracja czy przewoźnik autokarowy zostaje zidentyfikowany, to turyści z krajów arabskich przekazują sobie nawzajem kontakty. To samonapędzająca się maszyna biznesowa, która nie jest oliwiona jakimiś przemyślanymi i wyrafinowanymi działaniami marketingowymi, ale jest niezwykle skuteczna.
Sezon się zbliża. Małopolska straci?
Samoloty pasażerskie z krajów Zatoki do Krakowa niemal nie latają z powodu działań wojennych. Klienci już teraz odpływają. Co będzie w sezonie?
Futurologiem nie jestem. Mogę tylko Panu powiedzieć z własnego doświadczenia. Po powodzi na Dolnym Śląsku klienci z Europy Zachodniej bali się przyjeżdżać do Krakowa. Po wybuchu wojny na Ukrainie rynki dalekie, takie jak Azja czy Ameryka też się zmniejszyły. Z ich perspektywy zagrożenie jest zbyt blisko i wciąż turyści boją się przyjeżdżać do Polski.
Spójrzmy na to z drugiej strony, Polacy teraz boją się wyjeżdżać do Egiptu, a nawet Turcji, mimo że to najbezpieczniejsze państwa w regionie.
Turyści z Emiratów czy Kataru nie przyjadą nawet po zakończeniu wojny?
Nawet jeżeli działania wojenne ustałyby z dnia na dzień, to rynek potrzebuje dwóch czy trzech lat, żeby się odbudować. Nie wiem, jaki ta sytuacja będzie miała wpływ na aspekt ekonomiczny ludzi, którzy tam mieszkają. Lokalne biznesy w krajach Zatoki Perskiej też odczuwają presję wojny. Proszę pamiętać, że do nas nie przyjeżdżają najbogatsi, a klasa średnia.
W Krakowie i na Podhalu przyzwyczailiśmy się, że ten klient po prostu jest. Przyjeżdża. Niektórzy mówią teraz, że po prostu tani przewoźnicy np. Ryanair uruchomią dodatkowe połączenia i to wypełni lukę. Nie wierzę w to, że będzie to jakiś zamiennik.
Być może ta sytuacja ochłodzi głowy tych, którzy twierdzili, że w Krakowie czy w Polsce nie potrzebujemy turystyki. Albo że Kraków może żyć bez turystów. Zobaczymy, jak będą teraz wyglądały liczby.
Polacy pojadą do Krakowa zamiast do Dubaju?
Może to szansa, by Polacy przyjechali do Krakowa czy na Podhale?
Mamy powiedzieć tym, którzy jeździli do Dubaju czy Omanu, że mają wpadać teraz do Zakopanego? Przecież to abstrakcja. Nie wierzę w to. Jeżeli ktoś chce pojechać nad morze, to nie pojedzie w góry.
Nie mam żadnych złudzeń, że ktoś, kto chciał lecieć na Malediwy nagle wpadnie na pomysł, że wybierze Świnoujście czy Zakopane. To nie ten rodzaj klienta. Poza tym okres popandemiczny wyeksplorował już w istotny sposób turystykę krajową.
Na tej sytuacji zyskają być może kraje basenu Morza Śródziemnego, Turcja, Tunezja, a także choćby Wyspy Kanaryjskie. Nie spodziewam się, żeby w zamian wybrali się np. do Krakowa, ale świat dzisiaj bardzo się zmienia i może zaskakiwać.
Bardzo cieszyłbym się z takiej zmiany, ale pytanie czy klient z Polski, który przyjedzie do Zakopanego wyda tyle samo pieniędzy co gość z Zatoki Perskiej? Niedawno pojawiły się zachwyty nad wzrastającą liczbą Polaków nad naszym morzem, ale proszę popatrzeć na impakt turystyczny. Wiele osób nie korzysta tam z infrastruktury, bo zwyczajnie ich nie stać. Nie chodzą do restauracji, za to do marketów i sami sobie gotują. To nie jest nic ubliżającego, bo każdy spędza wakacje w sposób dla siebie optymalny.
Jak zmieni się branża turystyczna w Polsce?
Zakładamy, że takiej liczby turystów z Bliskiego Wschodu w tym roku w Polsce nie będzie. Czy branża turystyczna w Małopolsce, a głównie w okolicach Zakopanego, musi się w związku z tym radykalnie zmienić?
Jeżeli sytuacja, którą mamy od tygodnia, się utrzyma to tak, można zaryzykować stwierdzenie, że tych turystów nie będzie. Ale co można zrobić na 2-3 miesiące przed sezonem? Żadna kampania zagraniczna w tym momencie nie wchodzi w grę.
Obniżka cen?
Być może sprawdzi się na rynku polskim. Ale są takie sytuacje, że po prostu trzeba przetrwać.
„Przetrwanie” to raczej sytuacja Podhala. Kraków, jak rozumiem, prezentuje się trochę inaczej. Tam udział klientów z Bliskiego Wschodu nie jest tak duży.
Rynek arabski nie jest nawet w pierwszej piątce jeżeli chodzi o turystów przyjeżdżających do Krakowa. To Zakopane było dla nich magnesem.
Na targach turystycznych w Dubaju, rozmawiając z ludźmi biznesu, słyszałem pytania najpierw o Zakopane, a dopiero potem o Kraków czy Auschwitz-Birkenau. To nie zdarza się nigdzie na świecie.
Dopiero wróciłem z Berlina, gdzie odbywają się największe targi turystyczne na świecie. To Kraków jest dziś najmocniejszym polskim brandem. Najpierw pytają o Kraków, a potem o Polskę. Chociaż, musimy mieć tego świadomość, że najczęściej wyszukiwaną w sieci frazą związaną z Polską jest obóz koncentracyjny w Auschwitz-Birkenau.
No tak, ale turystyczne jest to również związane z Krakowem. To stąd ruszają wycieczki międzynarodowe do Auschwitz.
Oczywiście, to taka triada: Wieliczka, Auschwitz, Kraków.
Kraków sobie poradzi z obecną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Chociaż będzie to przede wszystkim ogromne wyzwanie dla lotniska, które estymuje ruch. Spadki odczują restauracje i hotele, także te w Krakowie specjalizujące się w rynku arabskim.