Wojna w Iranie. Tracą klienci i biura podróży

Kryzys na Bliskim Wschodzie uderzył w całą branżę turystyczną. Wojna, którą USA i Izrael prowadzą z Iranem, bezpośrednio wpłynęła na sytuację w krajach Zatoki Perskiej. Tylko w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA), po zamknięciu przestrzeni powietrznej, utknęło 14 tys. Polaków.

Reklama

Czasowe wstrzymanie lotów oraz rekomendacje MSZ w sprawie m.in. Omanu czy Cypru odbijają się bezpośrednio na branży turystycznej. Jak powiedział "Dziennikowi" prof. Cezary Banasiński z Wydziału Prawa i Administracji UW, biura podróży mogą powołać się na pojęcie "siły wyższej" i odwołać wyjazd, oddając pieniądze. Chodzi konkretnie o art. 14 ust. 7 ustawy o usługach turystycznych.

Reklama

Nie oznacza to, że biura podróży są "wygranymi" tej sytuacji. Mimo że nie będą musiały wypłacać odszkodowań, to na wojnie znacząco stracą finansowo. Z dnia na dzień spadło zainteresowanie zagranicznymi wyjazdami do tzw. ciepłych zimowych kurortów. Poza tym biura podróży nie odzyskają wszystkich środków przeznaczonych m.in. na rezerwację hotelu czy opłacenie pracowników. Szczególnie w przypadku mniejszych organizatorów wycieczek może doprowadzić to do utraty płynności finansowej - co zauważają liczne organizacje jak np. Europejskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców Turystycznych.

Biura podróży tracą pieniądze. Możliwe bankructwa?

"Ostatnie dni pokazują jasno — sytuacja na Bliskim Wschodzie uderza nie tylko w największych graczy, ale także w mikro- i małych organizatorów turystyki, którzy dziś często w pojedynkę mierzą się z logistyką powrotów podróżnych, brakiem informacji i presją czasu" - pisze w oświadczeniu Europejskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców Turystycznych.

Branża obawia się, że mniejsze podmioty — bez wsparcia ze strony ministerstwa — mogą zbankrutować. W związku z tym od kilku dni przedstawiciele różnych podmiotów apelowali o uruchomienie wsparcia.

Pomoc dla biur podróży. Ministerstwo uruchamia wsparcie

Trudną sytuację niektórych biur podróży dostrzegło Ministerstwo Sportu i Turystyki. W środę 4 marca uruchomiono wypłaty z Turystycznego Funduszu Pomocowego. Są to środki dostępne nie tylko dla klientów, ale także organizatorów wyjazdów. Przeznaczono je na odszkodowania za usługę, która nie odbyła się lub wiadomo, że się nie odbędzie z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

"Minister Sportu i Turystyki, w porozumieniu z Ministrem Finansów i Gospodarki, uznał, że w związku z wybuchem działań zbrojnych w części państw Bliskiego Wschodu wystąpiły tzw. nieuniknione i nadzwyczajne okoliczności w rozumieniu ustawy o imprezach turystycznych" - czytamy w komunikacie.

Udzielane wsparcie dotyczy wyjazdów do następujących państw:

  • Arabia Saudyjska,
  • Bahrajn,
  • Iran,
  • Izrael,
  • Jordania,
  • Katar,
  • Kuwejt,
  • Liban,
  • Oman,
  • Palestyna,
  • Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Ministerstwo zaznacza, że chodzi o imprezy turystyczne, które miały rozpocząć się w okresie od 28 lutego 2026 r. do 27 marca 2026 r.

"Fundusz nie stanowi formy bezzwrotnego wsparcia ze strony państwa, lecz instrument zwrotny, którego celem jest czasowe zapewnienie płynności finansowej przy jednoczesnym zabezpieczeniu interesów podróżnych. Rozwiązanie to ma szczególne znaczenie dla małych i średnich biur podróży, dla których nagłe i nieprzewidziane obciążenia finansowe mogą stanowić poważne wyzwanie operacyjne" - przekonuje Polska Izba Turystyki.

Zainteresowanie spada. Klienci masowo odsprzedają wycieczki

W sieci pojawiły się masowe oferty od osób, które nie chcą już jechać do Egiptu, na Cypr czy do Omanu. Najwięcej propozycji sprzedaży wycieczek dotyczy Egiptu. To kraj, który według raportu Polskiej Izby Turystyki jest trzecim najpopularniejszym kierunkiem turystyki zorganizowanej, czyli realizowanej przez biuro podróży. Ustępuje jedynie Turcji i Grecji.

  • Sprzedam wycieczkę do Egiptu. Kosztowała 7060, sprzedam za 4900
  • Odprzedam wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, 9 dni za połowę ceny – Egipt, Marsa Alam.

Takich ofert w sieci są setki. Internauci nie mają jednak litości. W komentarzach śmieją się z osób, które próbują sprzedać wycieczkę, nie dodając, że chodzi o potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa.

Tracą także polskie ośrodki. Nie ma turystów z Zatoki Perskiej

"Każdy konflikt zbrojny, bez względu na to, gdzie wybucha, niesie ze sobą konsekwencje dla każdego, kto związany jest z branżą turystyczną. Nie chcę stawiać interesów naszej branży na pierwszym miejscu, bo oczywiście najważniejsze jest teraz życie i bezpieczeństwo ludzi mieszkających lub przebywających tam, gdzie toczą się walki, niemniej jednak z niepokojem śledzimy to, co się dzieje" – komentuje Magdalena Krucz, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

Jak dodaje, sytuacja dotyczy nie tylko wyjazdów Polaków w rejon Zatoki Perskiej. Obywatele Emiratów Arabskich czy Kataru coraz chętniej przyjeżdżają nad Wisłę. Widać to m.in. po popularności lotów linii Air Arabia z Szardży do Krakowa.

"Polska Organizacja Turystyczna od dłuższego czasu aktywnie działa między innymi w Zatoce Perskiej i widzimy regularny wzrost liczby turystów przyjeżdżających do nas z tego regionu. Wojna może oczywiście taką tendencję zahamować. Dziś jednak zbyt wcześnie, by odpowiedzialnie pisać jakiekolwiek scenariusze. Czas pokaże, jak to wpłynie na naszą branżę - to banalne stwierdzenie, ale dziś trafnie opisuje sytuację" – dodaje Magdalena Krucz.