- Zniekształcony obraz Holokaustu
- Radykalne wnioski na podstawie 35 przypadków
- Żydzi zaliczeni do sprawców Holokaustu
- Brak wiedzy niemieckiego społeczeństwa
- Brak rozliczeń w Niemczech i Austrii
Władze tej instytucji zabrały głos w debacie dotyczącej książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebe "Polscy burmistrzowie i Holokaust. Administracja, okupacja i kolaboracja".
Zniekształcony obraz Holokaustu
Kierownicy Instytutu Pileckiego uznali debatę za "przedziwną, bo operującą na mocno zniekształconym obrazie niemieckiej okupacji Polski, a także zniekształconym obrazie Holokaustu". Jak podkreślili autorzy artykułu polemicznego wobec książki, krytycy tej publikacji są przedstawieni przez Rossolińskiego-Liebe i prof. Jana Grabowskiego "albo jako polscy nacjonaliści, albo tchórzliwi niemieccy historycy".
Radykalne wnioski na podstawie 35 przypadków
"Rossoliński-Liebe opisuje Holokaust jako transnarodowe ludobójstwo. Wyciąga te radykalne wnioski na podstawie analizy (zachowań) 35 burmistrzów w okupowanej Polsce (w tym czterech folksdojczów), których działania miały wynikać z antysemityzmu. Widzi taki związek przyczynowy nawet w sytuacjach niezwykle skomplikowanych, gdy dany urzędnik pracuje z polskim podziemiem, czy trafia do więzienia Gestapo, a on sam i najbliższa rodzina danego burmistrza (żona i siostra) ukrywały Żydów. Pisze, że ta grupa urzędników miała natomiast istotny wpływ na przebieg i rozmiary Holokaustu" – czytamy w "FAZ".
Żydzi zaliczeni do sprawców Holokaustu
Radziejowska i Fałkowski wyrazili przekonanie, że Rossoliński-Liebe "tak wyostrza swoją tezę, że do grona sprawców i kolaborantów zalicza nawet członków żydowskich Sonderkommando w niemieckich obozach zagłady".
Odnotowali przy tym, że Rossoliński-Liebe określa "charakter relacji między okupantami i okupowanymi urzędnikami mianem koleżeństwa, i twierdzi, że na jednego niemieckiego sprawcę przypadało dziewięciu kolegów z okupowanych krajów".
"Jak można wyliczyć statystycznie takie proporcje na podstawie 35 biografii? I gdzie jest ta rzekoma relacja koleżeństwa, gdy dany urzędnik trafia do więzienia Gestapo? U Rossolińskiego-Liebe wszystko jest podporządkowane tezie o transnarodowym ludobójstwie" – czytamy dalej w "FAZ".
Brak wiedzy niemieckiego społeczeństwa
Kierownicy Instytutu Pileckiego ubolewają, że "niemieckie społeczeństwo nie ma wiedzy na temat Holokaustu na terenach okupowanej Polski". Na potwierdzenie tej tezy przytoczyli badanie niemieckiego IPSOS z 2024 r., z którego wynika, że 59 proc. Niemców sądzi, że to niemieccy Żydzi są najliczniejszą grupą ofiar Holokaustu.
"W obecnej debacie widoczne jest mechaniczne kopiowanie wyobrażeń okupacji z zachodniej Europy i projektowanie go na Europę Wschodnią. Dochodzi do godnego uwagi mechanizmu, w którym doświadczenie okupowanej Polski, skali terroru i zbrodni zaczyna być częścią niemieckiej kultury pamięci o samych sobie jako ofierze" – stawiają tezę Radziejowska oraz Fałkowski.
"Grzegorz Rossoliński-Liebe rozwija tezę, że wschód Europy to nacjonaliści, którzy nie potrafią stanąć w prawdzie i uniemożliwiają badania nad kolaboracją. Tymczasem przyjrzyjmy się faktom – cała międzynarodowa naukowa debata o kolaboracji w okupowanej Polsce opiera się przede wszystkim na źródłach wytworzonych w ramach powojennych procesów w Polsce, przechowywanych i udostępnianych w polskich archiwach" – podkreślili autorzy artykułu.
Brak rozliczeń w Niemczech i Austrii
Radziejowska i Fałkowski odnotowali, że "dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy ogromnego niemieckiego aparatu terroru nie zostało rozliczonych za swoje zbrodnie". "Za zbrodnie dokonane na terenie Polski podczas niemieckiej okupacji doczekało się wyroków skazujących w powojennych zachodnich Niemczech nie więcej niż 400 osób. W powojennej Polsce liczba kolaborantów, folksdojczów, skazanych w latach 1946-49, wyniosła do 20 tys. osób" – zauważyli.
"Czy nie jest więc tak, że to brak wystarczających rozliczeń w Niemczech i Austrii za zbrodnie popełnione w okupowanej Polsce przyczynia się do przesunięcia niemieckiej odpowiedzialności politycznej za zbrodnie na inne państwa i narody?" – stawiają pytanie przedstawiciele Instytutu Pileckiego.
Historycy Instytutu Pileckiego jako "pisowcy"
Na koniec Radziejowska i Fałkowski napisali, że z zaskoczeniem stwierdzają, iż Instytut Pileckiego "został przywołany już kilkukrotnie w opublikowanych tekstach jako instytucja nacjonalistyczna i bliska Prawu i Sprawiedliwości".
"Co znamienne, nikt nie przedstawia żadnych faktów, które miałyby tę charakterystykę uzasadniać: nie wskazano ani jednego projektu, programu czy działania, które miałyby charakter polityczny lub partyjny. Sam zaś fakt, że instytucja (czy to w Polsce, czy w Niemczech) została powołana do życia w okresie rządów określonej partii, nie może być podstawą do przypisywania afiliacji politycznych osobom w nim pracującym" – podkreślili kierownicy Instytutu Pileckiego.
Apel o pluralizm w debacie
Wezwali do debaty na temat tego, "jaki wpływ na przebieg Holokaustu miały niemiecka okupacja oraz zniszczenie struktur państwowych w Europie Wschodniej". "Warto także podjąć dyskusję o polskich burmistrzach. Tę debatę powinniśmy prowadzić w sposób pluralistyczny, a więc bez roszczeń do monopolu interpretacyjnego i rozwijając tezy mające oparcie w źródłach" – zaapelowali.
W berlińskim muzeum Topografia Terroru odbyła się 3 marca prezentacja książki "Polnische Buergermeister und der Holocaust. Verwaltung, Besatzung und Kollaboration" ("Polscy burmistrzowie i Holokaust. Administracja, okupacja i kolaboracja"). Autor tłumaczył około dwustu zebranym w audytorium, że jest to "swego rodzaju biografia zbiorowa". Mówił, że "w każdym okupowanym przez nazistów kraju jeden niemiecki urzędnik czy policjant współpracował z dziesięcioma miejscowymi kolegami" i że "Holokaust był transnarodowym ludobójstwem, w którym Niemcy odegrały rolę przewodnią".
W czasie pytań głos zabrał Damian Sitkiewicz z IPN, autor krytycznej recenzji, w której zarzuca Rossolińskiemu-Liebemu brak kontekstu terroru, w jakim funkcjonowali burmistrzowie. Sitkiewicz zapytał, czy Rossoliński-Liebe odniesie się do recenzji. Otrzymał następującą odpowiedź: Nie otrzyma pan ode mnie odpowiedzi na swoją recenzję. Recenzja została opublikowana w czasopiśmie naukowym, ale nie jest recenzją naukową, a ja nie reaguję na tego rodzaju recenzje.