Dziennik Gazeta Prawana logo

Dziś takich balów już nie ma... Fałszywy łosoś i oberek z apopleksją, czyli tak bawiła się II RP

31 grudnia 2019, 09:50
[aktualizacja 31 grudnia 2022, 10:02]
Ten tekst przeczytasz w 10 minut
bal II RP
bal II RP/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Na parkiecie prym wiódł shimmy, charleston, czy one-step, na stołach królowały z kolei majonezy z homarów, fałszywy łosoś z cielęciny, czy chaud froid z kwiczołów. Sylwestrowe bale II Rzeczpospolitej stanowiły preludium do szalonych, karnawałowych zabaw podczas których nie schodzono z parkietów do białego rana.

Zanim niejedna panna na wydaniu wybrała się na zabawę zapoznawała się z "Kodeksem towarzyskim dla młodych dziewcząt". To w nim niejaka Konstancja Hojnacka instruowała, by przestrzegać się nowo poznanych mężczyzn.

- czytamy. Młoda dama musiała pamiętać, by nie tańczyć z nieznajomym, a jeśli takowe zaproszenie otrzymała, powinna poważnie się nad sobą zastanowić, bo mogło być ono dowodem na to, że się niewłaściwie zachowuje. Opcja numer dwa mówiła z kolei o tym, że to proszący jest człowiekiem bez wychowania.

12837472-bal-ii-rp.jpg
bal II RP

– pouczała Hojnacka.

"Fortancer wykonuje swoją robotę"

Maria Barbasiewicz w książce "Dobre maniery przedwojennej Warszawy" wspomina, że obecność fordanserek i fordanserów była na balach nieoceniona, choć starszyzna patrzyła na nich nieco krytycznym okiem.

– pisze Barbasiewicz. Przytacza również anegdotę o tym, jak jedna z dam była zaskoczona, że kobiety nie odpowiadają na ukłony tancerzy. Wyjaśniono je, że skoro tancerz został opłacony, nie ma takiej potrzeby.

Etykieta na balach w II Rzeczpospolitej również była tym, na co zwracano ogromną uwagę. W podręcznikach zwyczajów towarzyskich wyjaśniano, by kawaler zbliżając się do damy najpierw złożył jej ukłon, a następnie zaprosił ją do tańca "jak najgrzeczniej i jak najdelikatniej". Dobrze widziane było zrobienie tego w formie komplementu.

12837344-bal-ii-rp.jpg
bal II RP

to jedna z formułek jaką w swoim podręczniku dobrych manier poleca Mieczysław Rościszewski. Można w nim było znaleźć także porady na to, jak odmówić natrętnemu kawalerowi. - instruuje autor.

American drinks i obrotowy parkiet

Kiedy już wiadomo było, jak przygotować się do zabawy, wybierano lokal. Do tych najbardziej popularnych, w których bawiły się elity był Hotel Bristol oraz Europejski w Warszawie. Mniejsze, ale również cieszące się renomą to m.in. Stępek Grande Taverne przy placu Zbawiciela, a także założona pod koniec lat 20. Adria. Główną atrakcją tego miejsca była sala taneczna mieszcząca 1500 osób z obrotowym parkietem. Do tańca grała tam jedna z najbardziej uznanych orkiestr międzywojnia - Golda i Petersburskiego.

12837376-bal-ii-rp.jpg
bal II RP

Gdy śpiewała Ordonka, lokal pękał w szwach. Od momentu powstania Adrii to właśnie tu wypadało żegnać stary i witać nowy rok. W Stępku z kolei goście mogli korzystać ze znajdującej się w podziemiach sali, w której podawano tzw. "american drinks". Były one nie lada nowością dla rozbawionej w karnawale Warszawy, bo do tej pory na balach pijano zazwyczaj likiery i wódki.

Fałszywy łosoś z cielęciny

Wśród trunków największą popularnością cieszyła się wódka lwowskiej wytwórni Baczewski. W Adrii, Oazie, czy Ziemiańskiej serwowano również wytrawne wino. Butelka kosztowała ok. 300 złotych, a więc tyle, ile wynosiła miesięczna pensja urzędnika niższej rangi lub nauczyciela szkoły średniej. Z roku na rok również menu na balach było coraz bardziej wykwintne. Do popularnych do dziś flaków po warszawsku dodawano parmezan i zapiekano je w kamionkowym naczyniu. Podniebienia raczono także potrawkami z gołębi. Przykładowo z dodatkiem kasztanów, wina madera, czy farszem z jajek i pietruszki. Popularne były również raki gotowane z koprem lub w formie zupy.

Podczas organizowanych w międzywojniu bali sylwestrowych i karnawałowych gościom serwowana była o północy wielodaniowa kolacja na ciepło, a nad ranem po całonocnych szaleństwach mogli wzmocnić się filiżanką bulionu oraz gorącymi zakąskami. Z biegiem lat bufety na balach zdobywały coraz większe uznanie. Można w nich było znaleźć m.in. majonez z homarów, mus z zająca, pasztety z wszelkiego rodzaju zwierzyny, fałszywego łososia z cielęciny, czy chaud froid z kwiczołów. Często o północy serwowano coś spektakularnego, jak chociażby prosię.

Jedna z anegdot mówi, że w stołecznym pałacu Kronenberga podczas Sylwestra w 1938 roku atrakcją miało być tłuste, żywe prosię. Każdy, kto odciął i zachował kilka włosów z jego szczeciny, miał zapewnione powodzenie w nadchodzącym roku. Warunkiem było to, by zwierzę dożyło sędziwego wieku. Niestety tak się nie stało. Prosiak został zjedzony, a rok 1939, jak powszechnie wiadomo, nie był niestety pomyślnym dla Polaków.

12837408-bal-ii-rp.jpg
bal II RP

Goście bali, choć stanowili elitę, nie zawsze potrafili się zachować. Henryk Comte, adiutant prezydenta Wojciechowskiego, tak opisywał jedno z przyjęć odbywających się na Zamku Królewskim:

Oberek z apopleksją

Nie tylko jedzenie i wyskokowe trunki były jednak ważnym elementem zabaw w II RP. Dużą uwagę przykładano także do tańców. Większość zabaw otwierał polonez, a kończył mazur. Międzywojenni imprezowicze nie stronili także od nowinek z Zachodu. Na parkietach królowały, więc takie tańce jak shimmy, charleston, czy one-step. Nie brakowało też rodzimych polek, mazurków, czy oberków. Z racji tego, że były to tańce wymagające nie lada kondycji fizycznej, nie wszyscy potrafili im sprostać. Maja i Jan Łozińscy w książce "Życie codzienne arystokracji" wspominają, że przekonał się o tym osobiście generał Olgierd Pożelski. 50-latek odtańczył ognistego mazura, odprowadził partnerkę do stolika i wypił lampkę szampana. Po kilku łykach "padł rażony apopleksją".

Ważnym elementem zabaw były oczywiście odpowiednio dobrane stroje. Kobiety w latach 20. preferowały głównie styl na "chłopczycę". Z racji tego, że tańce wymagały swobody ruchu preferowano luźne i wygodne sukienki. Zamiast gorsetów, noszono, więc sukienki o prostym kroju, często wyglądające, jak dwa zszyte ze sobą prostokąty. Aby nie wyglądały zbyt skromnie ozdabiano je frędzlami, cekinami oraz koralikami, które podczas energicznych tańców połyskiwały na parkiecie. Pod koniec lat 20. modne stały się krynolinki, czyli suknie nawiązujące do mody lat 60. XIX wieku. Były to spódnice na sztywnych halkach, które w wydaniu międzywojennym miały nadal kopulasty kształt, ale nie były aż tak okazałe i dawały większą swobodę ruchu. Sukienki miały głębokie dekolty na plecach, wycinane w tzw. karo. Wśród kolorystyki dominowało srebro oraz złoto. Panie chętnie korzystały również z dodatków takich jak metalowe, kompaktowe torebki inspirowane stylem art-deco, długie rękawiczki sięgające za łokieć oraz opaski na włosy zdobione kamieniami, czy piórami, grzebienie wpinane we włosy, czy chusty.

Suknie od Hersego

Kobiety z wyższych sfer ubierały się w domu mody Bogusława Hersego, zwanego "polskim Diorem". Na szyte przez niego kreacje stać było tylko nieliczne z pań. Jego stałą klientką była Hanka Ordonówna. Plusem kreacji od Hersego było to, że po przeróbkach można było pokazać się w nich na kilku rautach w jednym sezonie. W książce "Moda w przedwojennej Polsce" Anna Sieradzka przytacza cytat Zofii, żony Józefa Kirkor-Kiedronia, który był ministrem przemysłu i handlu w latach 1923-25.

12837504-bal-ii-rp.jpg
bal II RP

Mówi ona tak:

Jeśli chodzi o mężczyzn. Tym, w czym należało pokazać się na balu, był frak oraz lakierowane buty, a w butonierce obowiązkowy był biały kwiat. Z racji tego, że savoir-vivre zabraniał dotykania kobiety gołą dłonią, każdy mężczyzna w kieszeni miał schowaną parę białych rękawiczek. Ci, których nie stać było na własny zestaw balowy, korzystali z wypożyczalni strojów.

Kapelusze od posła z USA

Imprezy zazwyczaj prowadził wodzirej. Wielka popularnością cieszyły się bale tematyczne i przebierane. Tym najsłynniejszym, który zapisał się w historii był Bal Polskiego Jedwabiu zorganizowany w 1929 roku. Podczas zabawy odbyła się rzecz jasna promocja tkaniny. – relacjonowała to wydarzenie prasa. Zdarzało się, że uczestniczki bali nie wychodziły z nich z pustymi rękami. Ambasador Włoch na jeden z rautów kazał sprowadzić wagon kwiatów, z których zrobione były bukiety wręczane każdej z pań, poseł USA - Hugh Stetson obdarowywał je z kolei kapeluszami.

12837599-bal-ii-rp.jpg
bal II RP

Swoje imprezy organizowali również dziennikarze, artyści, czy wojskowi. Bawiono się, więc m.in. na Balu Prasy, imprezie PEN Clubu, Opery Warszawskiej, Resursy Kupieckiej i Obywatelskiej. W Kasynie Garnizonowym przy alei Szucha zabawy odbywały się praktycznie, co drugi dzień.

Zarówno na bal, jak i z balu wypadało przyjechać odpowiednim pojazdem. Prym wiodły dorożki, ale szyku zadać można było także wybierając auto. Pod koniec lat 20. dużym powodzeniem cieszyły się Chevrolety, których w Polsce w 1928 roku sprzedano 3 554 sztuki. O wyższości samochodu nad dorożką świadczyć mogą słowa Henryka Comte, który mówił, że w tym drugim przypadku "na balu można spotkać wytwornego pana w niekoniecznie czystych lakierkach".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj