BARBARA SOWA: Nie żal panu, że Polskie Radio zawsze pozostaje w cieniu TVP?

Reklama

ANDRZEJ SIEZIENIEWSKI*: Przyzwyczailiśmy się do takiej sytuacji. Ma ona swoje złe, ale i dobre strony. Dzięki temu nie jesteśmy na pierwszej linii frontu i możemy skupić się na kwestiach stricte programowych.

Ale ta pozycja przekłada się na finanse, w przyszłym roku dostaniecie mniej pieniędzy z abonamentu.

Wedle prognozy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji otrzymamy w przyszłym roku 158 milionów, a więc o kilkadziesiąt milionów mniej niż w roku bieżącym. W ostatnich latach Polskie Radio miało już gorsze okresy - chude lata, kiedy musieliśmy dokonywać drastycznych cięć.

I teraz poradzimy sobie podejmując stosowne działania oszczędnościowe. Na szczęście obecny rok pozwolił nam na mały oddech. Mogliśmy nadrobić wieloletnie zaniedbania inwestycyjne w infrastrukturę i technologię. M.in. rozpoczęliśmy pracę nad wyposażeniem spółki w zaawansowany system informatyczny klasy ERP, unowocześniliśmy studio Programu 1, remontujemy studio Programu 2 oraz przyspieszyliśmy rozwój multimedialnej bazy danych, czyli cyfrowego archiwum.

Obecnie cała produkcja PR S.A. jest już cyfrowa, a intensywnie pracujemy nad digitalizacją naszych zbiorów, scyfryzowanych w około 40 procentach. To olbrzymi sukces, bo po pierwszym roku realizacji tego przedsięwzięcia, wydawało się, biorąc pod uwagę nasze ówczesne moce przerobowe i ponad milion nagrań archiwalnych, którymi dysponujemy, że będziemy cyfryzować nasze archiwum 257 lat!

Reklama

To obrazuje skalę wysiłku, jaki musiała ponieść i ponosi spółka.

W efekcie te audycje i nagrania będą dostępne dla słuchaczy za darmo w sieci?

Na razie cyfryzacja archiwów ma charakter wewnętrzny i ułatwia nam prezentowanie na antenach naszego dorobku słuchaczom. Szersze udostępnienie tych materiałów to kolejny krok. Wcześniej trzeba rozwiązać kwestie prawne i organizacyjne. To jest skomplikowana materia. Ale docelowo Cyfrowa Biblioteka Mediów Publicznych ma służyć wszystkim obywatelom, nad czym pracujemy wraz KRRiT, z rozgłośniami regionalnymi i TVP. Kwestia odpłatności za korzystanie z tych materiałów z pewnością będzie rozwiązana. Za wcześnie jednak by przesądzać w jaki sposób.

Ile kosztuje spółkę proces nadawania cyfrowego ?

W tym roku będzie to 300 tysięcy złotych. W przyszłym ok. 10 milionów złotych, a docelowo, gdy pokryjemy sygnałem cyfrowym cały kraj koszty rozpowszechniania wyniosą 20 milionów złotych rocznie. Po zakończeniu tego procesu zakładamy znaczne ograniczenie kosztów nadawania.

W jaki sposób?

Do momentu wyłączenia sygnału analogowego i przejścia na cyfrowy będziemy musieli nadawać symultanicznie - cyfrowo i analogowo - a więc płacić podwójnie. Emisja analogowa czterech programów PR kosztuje obecnie ok. 45 mln złotych rocznie, natomiast emisja cyfrowa nie czterech, a 10 programów, tak jak wspominałem, będzie nas kosztowała rocznie ok. 20 mln. Tym samym liczba anten się podwoi, a koszty spadną o połowę. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem powinniśmy być do tego gotowi w ciągu 5 lat.

Na razie Polacy o cyfryzacji radia nie mają zielonego pojęcia, a cyfrowych radioodbiorników na naszym rynku praktycznie nie ma.

Ten proces dopiero się zaczyna. Odbiorników rzeczywiście wciąż jest niewiele, ale pracujemy nad tym, aby to zmienić. Będzie łatwiej wraz z poszerzaniem zasięgu terytorialnego emisji cyfrowej. Zapewniam Panią, że radia cyfrowe szybko przestaną być dobrem luksusowym, a ich cena spadnie. W Niemczech 30 proc. produkowanych aut ma już wbudowane radia hybrydowe, uwzględniające symultaniczny charakter nadawania.

To jest zmiana cywilizacyjna. Pamiętajmy, że radio zmieniało się na przestrzeni kilkudziesięciu lat w sposób zasadniczy. W latach 60, gdy rozpoczęto w zakresie nadawanie UKF, niezbyt przecież majętni Polacy, decydowali się na wymianę sprzętu. Druga rewolucja radiowa nastąpiła, gdy pojawiło się stereo. Jeśli ktoś chciał słuchać muzyki w pełnym brzmieniu, to też musiał kupić nowy odbiornik. I wówczas też nie rwano szat. Potem górny UKF zastąpił dolny i ten proces też przebiegł bez zakłóceń. Teraz mamy kolejny krok. Co warto jednak podkreślić to będzie zmiana stopniowa, nie wymagającą natychmiastowej wymiany odbiorników.

Ale to były inne czasy. A dziś, po co nam ta rewolucja, skoro radia w wersji cyfrowej można słuchać w Internecie?

Nie można tego porównywać. Nadawanie naziemne sygnału radiowego daje możliwość łatwego dostępu do odbioru. Internet to zupełnie inne medium, o wciąż ograniczonej przepustowości i dostępności terytorialnej, a także zazwyczaj płatne. Rozwijamy nasze platformy internetowe i jesteśmy obecni na większości urządzeń mobilnych z naszymi aplikacjami. Cyfryzacja emisji pozwoli korzystać z radia, jako wciąż samodzielnego i odpowiadającego współczesnym wymaganiom medium.

Jak skorzysta zwykły Kowalski?

Dziś stały sygnał cyfrowy, włączony przez nas we październiku, dostępny jest w Warszewie i aglomeracji śląskiej. Docelowo zakładamy jednak, że będziemy mieli 97 proc. pokrycia. Jest się o co bić, bo dziś w analogowym systemie nie możemy uzyskać takiego rezultatu. “Dwójka” dociera na 60 proc. kraju, a “Czwórka” zaledwie 17 proc. Emisja cyfrowa to korzyść dla spółki, a zwykły Kowalski oprócz znacznie bogatszej, specjalnie sprofilowanej oferty programowej, dostanie cały pakiet dodatkowych opcji - od najświeższych informacji dostępnych na wyświetlaczu o pogodzie, po lokalne wiadomości o korkach, dostosowane do lokalizacji jego odbiornika. Standardem staną się opisy audycji, graficzne prezentacje płyt czy możliwość nagrywania wybranych audycji.

Ale komercyjna konkurencja zapiera się przed cyfryzacją rękami i nogami.

To zrozumiałe. Gdybym był komercyjnym inwestorem zachowałbym się tak samo i czekałbym do ostatniej chwili z możliwością przejścia na emisję cyfrową. Wynik finansowy dla tych podmiotów jest najważniejszy. My też liczymy każdą złotówkę, ale naszym priorytetem jest wypełnianie zadań misyjnych i jak najszersze dotarcie z naszym programem.

Opór komercyjnej konkurencji jest zatem naturalny, ale nie tylko naszym zdaniem nie ma odwrotu od cyfrowej rzeczywistości. My przecieramy im szlak, oni wejdą na gotowe.

Czyli wszystko na waszej głowie.

Tak jest we wszystkich krajach, które wstąpiły na tą drogę. To media publiczne - z ustabilizowaną pozycją finansową - mogą sobie na to pozwolić. My też mamy ustawowo zapisany obowiązek nadążania za zmianami technologicznymi. Chcemy być ich liderem w naszym kraju, a może nawet w całym regionie. Jest takie powiedzenie, że pionierów poznaje się przecież po ilości strzał wbitych w plecy. Mamy świadomość zagrożeń i trudności. Wiemy jednak, że jeśli my tego nie zrobimy, to ta cywilizacyjna zmiana nie dokona się w naszym kraju. Technologia analogowa wyczerpała swoje możliwości i naszym obowiązkiem jest znaleźć optymalne wyjście z tej sytuacji.

Jakie nowe programy uruchomi PR?

Mamy już gotowe pomysły, które teraz chcemy dodatkowo przebadać, dopasowując je do oczekiwań słuchaczy. Są wśród nich propozycje zarówno dla najmłodszych jak i tych starszych, dla których przygotowujemy radio “retro” .

Nie możemy pomijać żadnej grupy. Dla przykładu starsi słuchacze to szczególnie wdzięczna grupa odbiorców. Do niedawna mieliśmy w "Jedynce" nocną audycję z muzyką z lat 40, 50 i 60. Mimo niedogodnej pory włączało ją dziesiątki tysięcy ludzi żywo reagujących na jej przebieg. Nie wszystkich stać przecież na sprzęt audio i kolekcję płyt, a tam śpiewała m.in. Hanka Ordonówna czy Eugeniusz Bodo. W naszym społeczeństwie mamy 8 mln osób w wieku emerytalnym, i im też należy się odpowiadająca im, niebanalna oferta programowa.

Dziś skłaniają się ku ojcu Tadeuszowi Rydzykowi. Chce pan Radiu Maryja robić konkurencję?
Dziś starsi słuchacze błąkają się od stacji do stacji, a przecież mogliby pozostać przy radiu, którego słuchali całe życie, mieć to do czego są przyzwyczajeni. Dobą muzykę, ciekawe słowo i odpowiednią jakość.

A program dla młodych?

To radio o roboczej nazwie „Krasnal”, czyli poradnikowo-rozrywkowo-edukacyjne radio dla dzieci i ich rodziców. Ponadto planujemy uruchomienie radia Eureka. Żyjemy w świecie, w którym wszystko szybko się zmienia i radio Eureka ma być dla słuchaczy wsparciem edukacyjno - naukowo-technicznym. Już teraz nadają cyfrowo: PR 24, czyli radio informacyjne i Radio Rytm, czyli format prezentujący muzykę dla milionów słuchaczy.

To będzie konkurencja dla Radia ZET i RMF FM?

Na pewno po części tak, ale bez stricte komercyjnego podejścia.

Czyli marchewka jest, ale kija w postaci "switch offu" - czyli wyłączenia sygnału analogowego, jak to było w przypadku telewizji - nie będzie.

Cały proces powinien przebiegać podobnie jak w przeszłości płynnie. Nie zmusimy nikogo, by wyjął z portfela 150 złotych i poszedł kupić nowy odbiornik. Ale radio jest dobrem powszechnego użytku, nawet jeśli na co dzień tego nie dostrzegamy. Pamiętajmy, że towarzyszy nam stale w codziennym życiu. Telewizora można nie mieć, jest nawet taka moda, ale radia? Stoi w każdym domu, mamy je w kieszeni czy samochodzie. Jest naturalnym, stałym elementem środowiska, w którym funkcjonujemy.

Straszenie ludzi kosztami ewentualnej wymiany odbiorników jest przesadzone. To będzie łagodny proces. Pewnie w końcu doczekamy się formalnego impulsu ze strony UE i określenia konkretnych ram czasowych. Europejska Unia Nadawców jednoznacznie rekomenduje wdrażanie nadawania cyfrowego.

A co, jeśli proces cyfryzacji będzie się ciągnął latami?

W tej chwili nie mam takich obaw. Nasz plan jest ambitny, lecz realny. Jest wielu malkontentów, którzy widzą milion zagrożeń, ale ich intencje o czym wspominałem, są bardzo prozaiczne. Decyduje o tym konieczność dodatkowych inwestycji. Opór komercyjnej konkurencji jest zatem naturalny, ale nie tylko naszym zdaniem nie ma odwrotu od cyfrowej rzeczywistości. My przecieramy im szlak, oni wejdą na gotowe.

*Andrzej Siezieniewski jest prezesem Polskiego Radia