Inne
Reklama

O odkryciu donosi najnowszy numer pisma "Neuron". Badaniem tego, co dzieje się w naszym umyśle, zajmuje się parę ośrodków naukowych na świecie. Kilka miesięcy temu głośno było o dokonaniach Jacka Gallanta z University of California w Berkeley. Wpadł on na sprytny pomysł, jak odtwarzać obrazy, które widzimy "oczami duszy".

Technika, którą zastosował, wymagała użycia funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Ochotnicy najpierw oglądali obrazek - np. przedstawiający samochód - i wtedy robiono skan aktywności ich mózgu. Okazało się, że do konkretnego obrazka da się przypisać szczególny dla niego, specyficzny zapis pracy umysłu. Dzięki temu, gdy ochotnik po raz drugi oglądał to samo zdjęcie, wystarczyło śledzić to, co dzieje się w jego mózgu, by stwierdzić, jaki przedmiot widział na obrazku.

Technika, choć bardzo obiecująca, miała jednak wadę - otóż wymagała przygotowania dla każdego człowieka bazy z zapisami aktywności ich mózgu "wywołanymi" przez zdjęcia konkretnych przedmiotów. Bez takich zapisów czytanie w myślach nie było możliwe.

Wszystko wskazuje na to, że tę trudność pokonał Japończyk Yukiyasu Kamitani z ATR Computational Neuroscience Laboratories w Kyoto. Poszedł on o krok dalej niż Gallard. Jego zespół wykorzystał zapisu aktywności mózgu, by odtworzyć obrazy, jakie widział badany, ale od zera - bez użycia wcześniej przygotowanych zdjęć samochodów czy domów.

Jak to możliwe? Otóż Kamitani zaczął od pokazywania ochotnikom kartki papieru podzielonej na sto pól. Były one czarne lub białe. Następnie "wygaszał" poszczególne kwadraty na zdjęciu, badając jednocześnie, jak reaguje na to mózg. Okazało się, że możliwe jest przypisanie zapisu z fMRi do konkretnego układu czarno-białych plam. W efekcie powstał baza zapisów aktywności mózgu dla wszystkich możliwych kombinacji czarno-białej szachownicy.

Następnie badanym pokazano obrazki układające się w słowo "neuron". Wcześniej nic takiego nie widzieli. Porównując powstały zapis aktywności mózgu z dotychczas zebranymi, udało się "odczytać" ich myśl - czyli wykazać, że widzieli właśnie ten wyraz. Powstały obraz był co prawda zamazany, ale słowo dało się odczytać. Tak samo naukowcy zdołali odtworzyć kształty i wzory, w które układały się poszczególne litery.

"To absolutnie niesamowite" - komentował dokonanie Japończyków John-Dylan Haynes z niemieckiego instytutu Maksa Plancka - dokonano prawdziwego kroku naprzód w stronę technologii czytania myśli.

Kamitani dodaje, że w miarę jak będą powstawać bardziej nowoczesne i dokładniejsze skanery fMRI, możliwe będzie rozbijanie obrazu na większą liczbę pikseli, co zaowocuje dokładniejszym odczytaniem myśli. Kolejnym zaś krokiem będzie dodanie koloru. A następnym - nagrywanie snów.

Choć cała sprawa może się wydawać zupełnie nieprawdopodobna, naukowcy zwrócili już uwagę na kwestie etyczne związane z japońskim odkryciem. Haynes ostrzega przed "marketingiem neuronowym" - sytuacją, kiedy spece od reklam będą skanować myśli klientów, by przygotowywać jak najskuteczniejsze reklamy.

"Jeśli będziemy w stanie czytać ludzkie myśli, musi zostać jasno określone, kto i w jakich okolicznościach może to robić" - powiedział Haynes "NewScientistowi" - zwłaszcza że wbrew pozorom wiele osób może chcieć, by można było wniknąć do ich umysłów - np. ludzie sparaliżowani. Jednak technologii tej nie można wykorzystywać dla celów komercyjnych.

Również Kamitani zdaje sobie sprawę z negatywnych stron swojego odkrycia. "Jeśli uda nam się poprawić jakość obrazu, będzie to miało ogromny wpływ na prywatność każdego z nas. Dlatego konieczna jest dyskusja na ten temat i to nie wyłącznie w naukowym gronie" - dodaje.