Następca Neila Amstronga z naszywkami NASA na rękawach stawia pierwszy w tym stuleciu krok na powierzchni Srebrnego Globu. Teoretycznie powinna powitać go księżycowa pustka, ale przy dozie szczęścia może dostrzec . Od dwóch lat są tu już Rosjanie, niedawno lądowali Chińczycy, a pod jego nogami przemyka japoński robot. Nad głową zaś oprócz satelitów tych wszystkich państw krąży również sonda wysłana przez Indie.
>>>Przeczytaj o rosyjskich planach podboju Księżyca
Fantazja? Wiele wskazuje na to, że nie. Po 30 latach kompletnego braku zainteresowania ludzkość znów bierze na cel naszego naturalnego satelitę. Wszystko zaczęło się od momentu kiedy w dobie globalnej prosperity George W. Bush zapowiedział, że Amerykanie powrócą na Księżyc w ramach . Podobny zamiar wyrazili natychmiast Chińczycy i Rosjanie, jednak ich plany były dotychczas mocno niekonkretne. W marcu jednak oba państwa, a także Japonia, ogłosiły, że chcą lądować na Księżycu do 2020 r.
Dlaczego wszystkim tak nagle zaczęło się spieszyć na Księżyc? Wszystkie wyżej wymienione państwa odpowiadają jednakowo –
Tym czymś jest hel-3, odmiana gazu stosowanego do napędzania balonów. Hel-3 ma jedną szczególną właściwość – reaguje z deuterem (izotopem wodoru), a w efekcie reakcji wydobywają się gigantyczne ilości energii. Co najważniejsze, rozszczepienie helu nie pozostawia po sobie szkodliwych odpadów radioaktywnych. Nic dziwnego więc, że hel-3 uważany jest za ekologiczne, niezwykle wydajne paliwo przyszłości.
Jak bardzo wydajne? – – mówi Lawrence Taylor z amerykańskiego Planetary Geosciences Institute. Natomiast 100 ton to dość, by zaspokoić potrzeby energetyczne całej ludzkości.
Niestety problem polega na tym, że cudownego gazu jest na Ziemi jak na lekarstwo. Ostrożne szacunki mówią o 10 tonach. Co innego w przypadku Księżyca. Chociaż nie jest do końca pewne, czy hel-3 da się pozyskiwać z księżycowej gleby, Chińczycy oszacowali, że może być go tam nawet 5 mln ton.
Oczywiście jest kilka „ale”. Najważniejszym są koszty wypraw księżycowych (które można już oszacować) oraz koszty eksploatacji gazu (jeszcze nieznane). Gigantyczne sumy liczone w miliardach dolarów, jakie trzeba wydać, nie odstraszają jednak najbogatszych państw świata. Najwyraźniej spodziewają się, że taki wydatek im się opłaci,