Gdyby doszło do zatrzymania ruchu Ziemi, każdy obiekt i organizm znajdujący się na planecie byłyby w ogromnym niebezpieczeństwie. Zgodnie z pierwszą zasadą dynamiki Newtona, ludzie zostaliby wyrzuceni w kierunku wschodnim, poruszając się z prędkością około 3 tysięcy kilometrów na godzinę. Niezależnie od tego, czy wylądowaliby w wodzie, czy na ziemi, siła uderzenia prawdopodobnie zabiłaby każdego.

Reklama

Zatrzymanie ruchu Ziemi zniszczyłoby wszystko, co znamy

Kolejnym skutkiem byłoby nagłe kołysanie wód na całym świecie. Poza tym ogromne szkody spowodowałoby zniszczenie budynków. Choć może się wydawać, że obiekty budowlane i drzewa są względnie bezpieczne, gdyż znajdują się głęboko w ziemi, siła ich wypychania w kierunku wschodnim byłaby tak duża, że całość zostałaby rozerwana. W miarę bezpiecznym miejscem w tym czasie wydaje się Antarktyda. Wynika to z faktu, iż w pobliżu biegunów oś obrotu, a tym samym prędkość obrotowa, jest znacznie mniejsza. Osoby znajdujące się na dalekim południu, mogłyby przeżyć to niesamowite zjawisko z zaledwie kilkoma siniakami. Jest jednak pewien haczyk. Trzeba byłoby maksymalnie zbliżyć się do bieguna, najlepiej na około 11 kilometrów (89,9 stopnia szerokości geograficznej).

Reklama

Można także rozważyć inną teorię. Co, gdyby Ziemia stopniowo przestała się obracać? To bardziej prawdopodobne zjawisko, bowiem w systemach naturalnych raczej nic nie zatrzymuje się natychmiast. Stopniowe spowolnienie najprawdopodobniej nie spowodowałoby nagłego wzbicia się ludzi w powietrze z oszałamiającą prędkością. Nie oznacza to jednak, że uniknęlibyśmy kłopotów.

Pory roku już nigdy nie byłyby takie same

Zatrzymanie ruchu nieodłącznie wiązałoby się z zaburzeniem równowagi pór roku. Joseph Levy, profesor z Uniwersytetu Colgate w Stanach Zjednoczonych, twierdzi, że dzień nie trwałby 12 godzin, ale 6 miesięcy. Promienie słoneczne spaliłyby uprawy i spowodowały odparowanie większości wody z połowy globu. Na drugiej stronie planety trwałaby w tym czasie sześciomiesięczna noc i zima. Brak światła i ciepła zabiłby wiele roślin oraz zamroził wodę. Na powierzchni mórz utworzyłyby się lodowe pokrywy.

W tym scenariuszu również najlepiej znaleźć się na biegunach, bowiem na wyższych szerokościach geograficznych światło nie byłoby zbyt intensywne. Ludzie musieliby ponownie prowadzić wędrowny tryb życia, tym razem goniąc za promieniami słonecznymi. Sporym wyzwaniem stałaby się nieprzewidywalna pogoda. Gdyby doszło do zatrzymania ruchu obrotowego Ziemi, zasady pozwalające na prognozowanie warunków atmosferycznych przestałyby obowiązywać.

Czy Ziemia rzeczywiście mogłaby przestać się kręcić?

Choć może to wydawać się nieprawdopodobne, nasza planeta faktycznie zwalnia, w wyniku hamowania pływowego. Nie jest to jednak powód do paniki. Według NASA proces ten jest związany z grawitacją Księżyca, która stawia niewielki opór obrotowi Ziemi. W jego wyniku planeta co 100 lat spowalnia o 2,3 milisekundy. Zdaniem naukowców nasz satelita nie jest jednak w stanie całkowicie zatrzymać ruchu obrotowego. Ziemia jest znacznie większa od Księżyca, a przez to ma większy moment pędu.

Co zatem musiałoby się stać, aby doszło do znacznego spowolnienia ruchu naszej planety i zrealizowania wyżej opisanego scenariusza? Musielibyśmy wykorzystać jej wirujący pęd jako gigantyczne źródło energii, zaspokajające wszystkie potrzeby energetyczne. W takim przypadku i tak trzeba byłoby poczekać około 1 miliona lat na całkowite zatrzymanie Ziemi. Powyższe teorie są zatem wyłącznie snuciem fantazji.