: Mirosław Drzewiecki jest jednym z wielu świadków wezwanych przed komisję śledczą. Jest do niego kilka pytań, parę rzeczy trzeba wyjaśnić. Nie chcę zbyt
wcześnie oceniać jego zachowania, a już na pewno nie w kategoriach strachu.
Jestem lekarzem. Z pokorą odnoszę się do każdej choroby. Skoro zachorował, szanuję ten fakt.
Rzeczywiście, we wtorek zwolnienie lekarskie dotarło do komisji.
Trzymam się zasady, że pytania do świadków zadaję im podczas obrad komisji. Nigdy wcześniej - przed przesłuchaniem - nie mówię o tym w mediach.
Za każdym razem staram się przygotować rzetelnie i bardzo dokładnie. A do tego przesłuchania Mirosława Drzewieckiego już się przygotowałem, bo przecież miało się ono odbyć w zeszłym
tygodniu.
Nie zakładam, by było to krótkie przesłuchanie. Doświadczenie uczy, że to może potrwać wiele godzin.
Nie. Standardowe, jakby było to zwykłe przesłuchanie.
czytaj dalej
Czyli praca nad dokumentami, analiza dokumentów. Plan pytań, opracowanie notatek, strategia zadawania pytań. Czyli tak jak zawsze jestem przygotowany.
Staram się pracować rzetelnie.
Sprawa przecieku jest niewątpliwie jedną z ważniejszych spraw, które komisja powinna wyjaśnić.
Bo chcę dobrze przesłuchać świadków. I nie zadawać im pytań w gazecie.
To nie jest kwestia wiary. To kwestia stwierdzenia faktów i prawdziwego przebiegu zdarzeń.
Jesteśmy w trakcie ustalania faktów.
W żaden sposób się z tym nie zgadzam. Ta komisja ma bardzo ważne zadanie. Musi się stać elementem naprawy systemu tworzenia prawa w Polsce. Staram się pracować wyłącznie w tym stylu.
Nie jest łatwo. Rozumiem, że toczy się walka polityczna. Staram się zadawać pytania niepolityczne i przede wszystkim zależy mi na rzetelnym wyjaśnieniu sprawy. Tak widzę swoją rolę.
Zresztą tak umówiłem się z kolegami z SLD.
Pan przewodniczący Sekuła prowadzi tę komisję - jak sam często określa - w sposób urzędniczy. Myślę, że w miarę upływu czasu i po poniedziałkowym spotkaniu z prokuratorami współpraca
będzie dużo skuteczniejsza i dużo lepsza.
czytaj dalej
Mam nadzieję.
Nie chcę komentować słów innych polityków. Mam nadzieję, że każdemu z członków komisji zależy na wyjaśnieniu tej sprawy.
Dziwne rzeczy działy się wokół tej komisji. Mieliśmy do czynienia z odwoływaniem członków opozycji, potem było ich przywracanie. Potem była dziwna droga dotarcia dokumentów, na przykład
notatka wiceministra finansów Jacka Kapicy została ujawniona dopiero podczas jego przesłuchania. A skoro wiele rzeczy dziwnych się działo, to w przyszłości też nie mogę niczego
wykluczyć.
Jestem człowiekiem, który daje wiarę w dobrą wolę ludzi. Nie wierzę w teorie spiskowe. Czyli uważa pan, że ta cała historia to przypadek? Zajmuję się wyjaśnianiem afery hazardowej. Nie
zamierzam tracić energii i czasu na zajmowanie się jakimiś przypuszczeniami.
Wystarczy o to spytać Polaków na ulicy.
Gdyby nie było afery hazardowej nie byłoby komisji.
Mam stałą zasadę, że świadków przepytuję podczas posiedzeń komisji.
Nie sądzę. Myślę, że Donald Tusk podjął już decyzję w sprawie wyborów prezydenckich.
Staram się rzetelnie wykonywać swoją pracę. Staram się unikać politycznej awantury i do tej pory to mi się udawało.
Chciałbym, żeby dzięki pracom tej komisji zyskał system tworzenia prawa w Polsce.
czytaj dalej
Komisja pokazuje pewne ułomności tworzenia prawa w Polsce.
Ta komisja odgrywa bardzo ważną rolę właśnie dla tworzenia prawa w przyszłości. Pokazuje też wiele ułomności w systemie, jaki do tej pory był.
Mam wrażenie, że doszło do zaburzenia w relacji polityki i biznesu.
Ja tego nie powiedziałem.
Widzę ułomności na styku polityki i biznesu.
Jesteśmy w trakcie wyjaśniania tej sprawy. Raport końcowy pokaże, jak było na prawdę.
Nie ma najmniejszych szans byśmy zdążyli do końca lutego. Jest jeszcze wielu świadków do przesłuchania, wiele dokumentów do przeczytania. Nie zakładam nawet takiej sytuacji, że skończymy
prace do 28 lutego.
Mam nadzieję, że wspólną decyzją wydłużymy prace komisji.
Znam to powiedzenie. Ale dalej wierzę, że się uda.
*Bartosz Arłukowicz jest posłem Lewicy, członkiem komisji hazardowej, jest lekarzem pediatrą