Nie, nie dziwi mnie. Rozumiem Waldemara Pawlaka. Co chwila dowiaduje się o kolejnych inicjatywach premiera, które sprawiają wrażenie, że są propozycjami całego rządu, a tak na prawdę nawet nie są konsultowane z PSL i nie ma na nie zgody koalicjanta. Irytacja Pawlaka jest więc całkowicie zrozumiała.
Takie są sygnały. Zarówno jeśli chodzi o propozycje dotyczące zmian konstytucji, jak i program konsolidacji finansów. Przecież nie były one rozpatrywane przez Radę Ministrów. Co więcej,
jeśli chodzi o ten ostatni pomysł Tuska, miał on wyłącznie kontrasygnatę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To nie była propozycja całego rządu, ani koalicji PO – PSL. To autorska
propozycja premiera. A skoro tak się stało, to taki projekt nie może być nazywany projektem rządowym. To oczywiste. Pawlak ma tutaj całkowitą rację, że protestował przeciwko mówieniu o tej
inicjatywie, że jest ona rządową.
Myślę, że Donald Tusk jest przekonany, że przewaga Platformy w stosunku do PSL jest miażdżąca. A skoro tak, to może sobie pozwolić na pewną arogancję. To po pierwsze. A po drugie Tusk
doskonale wie, że ta koalicja nie zostanie zerwana. Nie chce tego ani PO, ani PSL. Bo w ich interesie jest, by koalicja trwała.
Zapewne tak jest, jak mówi Pawlak. Takie rzeczy oczywiście mogą się zdarzać. Ale nic z tego nie wynika. Bo zarówno Tusk, jak i Pawlak mają w swojej pamięci świeży jeszcze – bo zaledwie sprzed kilku lat - epizod koalicji SLD, UP i PSL. Wtedy ja byłem tym premierem, który doprowadził do zerwania koalicji z ludowcami. Dla mojego rządu nie skończyło się to dobrze. Jestem przekonany, że Donald Tusk nie zaryzykuje czegoś podobnego. Będzie po prostu tolerował takie różne zachowania swojego partnera. A Pawlak doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Czytaj dalej >>>
Problem narastał od kilku miesięcy. Wtedy w PSL była grupa polityków, która od samego początku nie chciała koalicji z SLD. A ponieważ naszym strategicznym celem było zakończenie negocjacji
z UE i doprowadzenie do wejścia do unijnych struktur, a ta grupa była eurosceptyczna, to problem stawał się coraz poważniejszy. Na to nałożyły się coraz częstsze praktyki, na które nie
mogło być naszej zgody. Chodzi o odrzucanie propozycji rządowych. Ministrowie PSL podczas posiedzeń rady ministrów głosowali za projektami ustaw, a kiedy trafiały one do Sejmu, to posłowie
PSL głosowali przeciwko. Kroplą, która przelała czarę goryczy było głosowanie nad ustawą wprowadzającą winiety. Projekt wnosił wicepremier Marek Pol. A po tym, jak PSL głosował przeciwko
projektowi własnego rządu nie dało się powstrzymać destrukcji. Dlatego podjąłem decyzję o zerwaniu koalicji z ludowcami.
Myślę, że premier Donald Tusk nawet przez chwilę nie myśli poważnie o reformie KRUS. Bo doskonale wie, że dla tego celu nie pozyska przychylności Pawlaka i nie uda mu się przeprowadzić
zmian. Więc to, co mówi jest przeznaczone wyłącznie na potrzeby propagandy.
Tak. Przecież wiadomo, że tu nie chodzi o głęboką reformę KRUS, tylko o zmiany kosmetyczne, które dla budżetu państwa nie mają większego znaczenia. I jednych i drugich satysfakcjonuje
zachowanie status quo.
Czy będzie trwała dłużej, to trudno dziś powiedzieć. Ale na pewno nic się nie zmieni do końca tej kadencji. To, jak będzie wyglądała sytuacja w nowym Sejmie zależy od tego, kto w nim się
znajdzie. Niektóre sondaże pokazują, że w przyszłym Sejmie nie będzie PSL, bo nie uda im się przekroczyć pięcioprocentowego progu wyborczego. Jeżeli tak się stanie, i do Sejmu wejdą tylko
trzy partie, czyli PO, PiS i SLD wtedy jedyną sensowną koalicją będzie koalicja PO i SLD.
Widziałbym SLD w takiej koalicji.
Czytaj dalej >>>
No tak. Oczywiście mówię o tym wyłącznie we własnym imieniu. Bo ta sprawa nigdy nie była rozważana przez SLD. Ale myślę, że o ile Sojusz może traktować Platformę jako zwykłego
konkurenta w walce o władzę, to jeśli chodzi o PiS to nie jest to zwykły konkurent, ale wróg. To opozycja antysystemowa, która nie uznaje III Rzeczpospolitej. Zatem z punktu widzenia SLD, gdyby
trzeba było dołożyć głosów do stworzenia większościowej koalicji, partnerem może być tylko Platforma. Taka koalicja byłaby nie tylko możliwa, ale i konieczna. Nie sądzę bowiem, by PO
dostała ponad 50 procent mandatów w Sejmie, dzięki czemu mogłaby rządzić samodzielnie. A jest oczywiste, że nie zacznie od rządu mniejszościowego. Bo do takiego rządu można doprowadzić w
trakcie kadencji Sejmu, ale nie warto zaczynać z nim nowej kadencji.
Myślę, że bardziej realna jest koalicja PO-SLD niż koalicja PO-PiS. Oczywiście cały czas mówimy o sytuacji, w jakiej tylko trzy partie wchodzą do Sejmu.
Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ lepiej tworzyć nową koalicję na początku kadencji Sejmu. Wchodzić w układ rządzenia na półtora roku przed wyborami parlamentarnymi
może być dla formacji wchodzącej dość niebezpieczne. W takiej sytuacji rola takiego ugrupowania mogłaby się sprowadzić wyłącznie do roli przystawki. A doskonale wiemy jak skończyła
Samoobrona i LPR, które weszły w koalicję z PiS. Ale nie umiem powiedzieć co powinno zrobić SLD gdyby doszło do takiej sytuacji, o jakiej pani mówi. To wymagałoby głębokiej analizy. Tutaj
stawiam pewien znak zapytania.
To mogłoby być jakieś publiczne upokorzenie, którego Pawlak i jego Stronnictwo nie mogłoby znieść. Coś takiego, czego nie udałoby im się wytłumaczyć ich elektoratowi. Sądzę jednak, że
Donald Tusk prędzej odetnie sobie język lub rękę niż doprowadzi do takiego ciężkiego upokorzenia publicznego.
Czytaj dalej >>>
Sądzę, że to nic groźnego. Będzie takie strojenie min, będą pozy, czasem padną ostre słowa, ale jestem przekonany, że obie strony są zainteresowane tym, by koalicja trwała. Ważny jest
ten mój przypadek. Wiadomo, że zerwanie koalicji niczego dobrego nie oznacza i źle się kończy.
Ale w obecnej sytuacji to żadne rozwiązanie. Jest bardzo agresywna opozycja PiS-owska, trochę bardziej cywilizowana opozycja SLD-owska i tworzenie dodatkowego wroga z PSL do niczego dobrego nie
prowadzi.
Rząd mniejszościowy związuje ręce. Nic nie można zrobić. Praktycznie nie można przyjąć żadnej ustawy. To droga przez mękę. To zabieganie o każdy głos w Sejmie. To skazanie się na
nieustający handel, dawanie różnych koncesji poszczególnym posłom. Wiadomo, że taki układ długo nie może trwać. Jeżeli chce się poważnie myśleć o rządzeniu, a nie tylko o
administrowaniu, to trzeba mieć większość parlamentarną.
Zawsze się targuje o stanowiska. Ale nie jest prawdą, że to domena PSL. Targowanie się o stanowiska jest cechą każdej koalicji.
Ta decyzja oznacza, że premier zakłada, iż chce rządzić także w następnej kadencji Sejmu. Dla ludowców to znak, że jeśli Tusk nie przechodzi do Pałacu Prezydenckiego to zakłada, że PO
wygra kolejne wybory więc nie warto iść na otwartą i krwawą wojnę. To może PSL trochę dyscyplinować. Ale podkreślam: trochę.
Nie ulega wątpliwości, że premierem byłby polityk PO. Tylko raz się zdarzyło, że większe ugrupowanie oddało tekę premiera mniejszemu koalicjantowi. To było w 1993 roku. Ale wtedy Pawlak
został premierem tylko dlatego, że ówczesny prezydent Lech Wałęsa nie chciał się zgodzić na premiera Kwaśniewskiego. Na marginesie zrobił to na własną zgubę, bo gdyby wtedy Aleksander
Kwaśniewski został szefem rządu to nie wiadomo, czy dwa lata później startowałby na urząd prezydenta.
p
, były premier, polityk SLD